W Przasnyszu są dwa budynki, na których widnieją szyldy o tej samej treści „Kino Światowid". Przypadkowy przechodzień z pewnością zdziwiłby się z istnienia w małym mieście dwóch przybytków X Muzy. Co prawda jeden z nich wygląda na bardzo zaniedbany i wręcz opuszczony. Świeci jedynie pustymi witrynami z „repertuarem bieżącym". Nie mniej jednak potężny napis na frontonie budynku wskazuje na jego przeznaczenie. Tu jednak czas się zatrzymał i nic nie wskazuje na to, aby w zapeklowanej na cztery spusty bryle, w której przez całe dziesięciolecia przasnyszanie mieli swoje okno na świat, coś drgnęło, ożyło. Wręcz przeciwnie. Salę widowiskową wypełnia dziś zatęchłe powietrze. Jest tu absolutna ciemność i cmentarna cisza. Dobrze czują się w niej jedynie grzyby różnego gatunku, które toczą ściany i sprzęty. Wielki grobowiec w środku miasta.
Kinematograf Myślińskiego
A przecież stąd całe pokolenia przasnyszan wyruszały - przynajmniej w marzeniach - na podbój świata, Były prowadzone przez Charlie Chaplina i Gretę Garbo, a także rodaków: Eugeniusza Bodo i Mieczysławę Ćwiklińską, aby wymienić tylko kilka nazwisk, które przeszły do historii światowej i polskiej kultury masowej.
Swoją przygodę z kinem przasnyszanie zaczęli już na początku lat 20 XX w.. Najpierw był to kinematograf na zapleczu drewnianego domu należącego niegdyś do Franciszka Myślińskiego (dziadka znanego przasnyskiego fotografika Tadeusza Myślińskiego) przy ul. Błonie (dziś J. Piłsudskiego) nieopodal klasztoru oo. Pasjonistów. Dziś jest tu już tylko pusty plac zarośnięty zielskiem i zasłany stale podrzucanymi śmieciami. Stała na nim niegdyś drewniana oficyna, a znajdująca się w niej ponad siedemdziesiąt metrów licząca sala miała nawet pochyłą podłogę. Poza filmami prezentowali tutaj od czasu do czasu swoje mięśnie polscy atleci ze Zbyszkiem Cyganiewiczem na czele. Kino było jeszcze wówczas rozrywką o jarmarcznym charakterze.
Seanse pod specjalnym nadzorem
Wkrótce jednak sytuacja się zmienia i wynalazek braci Lumiére instytucjonalizuje się także na przasnyskim gruncie. W latach 1921-1925 zbudowano przy ul. Świętomichalskiej (dziś ul. Jarosława Dąbrowskiego) okazały jak na tamte czasy, teatr. Stanął w bezpośrednim sąsiedztwie remizy strażackiej. Bo w tamtym okresie sikawkowa powinność szła w parze z upowszechnianiem kultury w popularnym wydaniu. Szybko jednak Teatr Miejski (bo taki napis widniał na frontonie budynku), gdzie odbywały się jednak spektakle z udziałem miejscowych aktorów-amatorów i teatralnych profesjonalistów, a nawet wystawiano własnymi siłami operetki, zdominowany został przez seanse filmowe.
Nad sceną, na której ustawiony był ekran, wisiał okazały herb miasta. Na widowni były miejsca (podzielone na 3 kategorie: w cenie 80 gr, 60 gr i 40 gr za bilet) dla 250 osób, przy czym 60 z nich mogło usadowić się na balkonie. Młodzież płaciła jeszcze mniej - 25 gr za wstęp.
- Filmy dozwolone dla młodzieży - wspomina Halina Vetesco maturzystka przasnyskiego gimnazjum z 1937 roku - były oznajmiane na specjalnej tablicy umieszczonej na szkolnym korytarzu. Odróżniało się filmy dozwolone dla klas od...do... Co odważniejsi wypuszczali się na filmy niedozwolone, ale najczęściej eskapada kończyła się klęską, ponieważ prawie codziennie któryś z profesorów wpadał do kina zwykle na przerwę (ze względów technicznych w środku seansu musiała być przerwa) i wyławiał kryjącego się ucznia, czy uczennicę. Oczywiście kończyło się to przymusowym opuszczeniem sali, a nazajutrz uwagą
w dzienniczku.
Kino Rogatki
Budynek kina dzierżawił od 1931 roku Wacław Rogatko, który współpracował z podobnym przybytkiem w Makowie Mazowieckim. Obydwie placówki posiłkowały się, aby niwelować koszty, tym samym repertuarem filmowym. Początkowo kino było nieme. Podczas dość długiej przerwy niezbędnej dla zmienienia taśmy filmowej przygrywał duet skrzypcowo-fortepianowy, a zimą woźny dokładał węgla do pieców, bo sala szybko się schładzała. Pierwszym filmem ze ścieżką dźwiękową był „Rok 1914" - polski obraz wojenny z 1932 roku, który zrobił na widzach ogromne wrażenie.
Poza filmami i sztukami teatralnymi kino przasnyskie użyczało miejsca dla zabaw, wieców politycznych, a nawet organizowano tutaj walki bokserskie. Stan taki istniał do wybuchu wojny w 1939 roku. Wówczas seanse były już tylko dla Niemców. Nieliczni Polacy zakradali się i oglądali filmy od.... drugiej strony ekranu. Kiedyś - według jednej z relacji - w spontanicznym, czy zorganizowanym małym sabotażu, ktoś w czasie projekcji odciął dopływ prądu do budynku i próbował uciec. Ale Niemcy błyskawicznie wybiegli z sali kinowej i zastrzelili śmiałka na miejscu. Nieznane jest niestety jego nazwisko.
Żywa legenda
Okupanci opuszczając Przasnysz pozostawili na szczęście projektor na chodzie. 3 marca 1945 roku miejskie kino zostało upaństwowione. Przejęło je Przedsiębiorstwo Państwowe „Film Polski". Tłuste lata przasnyskiego kina, którego patronem został „Światowid" (taką nazwę nosi kamienny posąg z IX wieku wydobyty w 1848 roku z rzeki Zbrucz i przypisuje mu się, iż obrazuje pogańskie bóstwo Świętowita, tudzież stanowi ikonograficzne wyobrażenie wszechświata) przypadają na okres od 1950 do 1980 roku. Kierowniczką kina była wówczas Halina Skalska, żywa legenda przasnyskiego przybytku ze srebrnym ekranem. A było w tamtych latach w Przasnyszu także kino „Lotnik" (należało do Garnizonowego Klubu Oficerskiego) i też nie świeciło pustkami.
Rzecz jasna, iż film w okresie PRL-u był istotnym elementem frontu ideologicznego. Adam Myśliński (dziś pracownik naukowy UW, entuzjasta przasnyskiej przeszłości, autor strony internetowej poświęconej w dużej części rodzinnemu miastu) wspomina:
- Kiedy byłem w szkole mama zaprowadziła mnie na „Gwiazdy muszą płonąć". Był to straszny produkcyjniak opisujący rywalizację kopalń śląskich w wydobyciu węgla. Wykonanie planu upoważniało załogę do zapalenia na wieży wyciągowej sowieckiej, czerwonej gwiazdy. Stary sztygar i jego pomocnik po wielu perypetiach jakoś ten plan wykonali i w finale zapalają tę gwiazdę przekręcając odpowiedni włącznik. Na sam koniec z ich twarzy emanuje duma i radość.
To tylko film
Ale na szczęście nie tylko ordynarna propaganda gościła na ekranie.
- Uwielbiałem chodzić do kina - wspomina Lech Wojciechowski, dziś wicedyrektor Teatru Żydowskiego w Warszawie - ale nie zawsze miałem tam wolny wstęp. Niektóre filmy przeznaczone były wyłącznie dla dorosłych. Często oglądałem je... przez dziurkę od klucza lub przez otwór specjalnie w tym celu zrobiony. Z uwagi na to, że pani Skalska mnie znała, nie zwracała uwagi na moje podglądanie. Tak udało mi się zobaczyć cały film o carze Piotrze I.
Magia kina to wielka potęga. Przekonali się o tym widzowie, którzy na początku lat 60. przychodzili, aby obejrzeć „Harakiri" - japoński obraz, na którym bohater dokonuje rytualnego samobójstwa rozcinając sobie mieczem brzuch. Nie było seansu, aby ktoś z widzów nie zemdlał. Halina Skalska przeszła odpowiednie przeszkolenie, jak udzielać pierwszej pomocy najbardziej wrażliwym. Zestaw trzeźwiący był zawsze w kasie. Bileterka Stanisława Kulesz chcąc zapobiec notorycznym omdleniom wkraczała na salę podczas projekcji i uspokajała widownię tuż przed drastyczną sceną, powtarzając jak mantrę:
- To tylko film, to tylko film, to tylko film...
Kloc i porcje rosołowe
W 1964 roku kino przeszło gruntowną przebudowę. Pozbyto się balkonu i filarów, aby uzyskać lepszą widoczność ze wszystkich miejsc. Kubatura budowli uległa powiększeniu, ale jej architektura została całkowicie oszpecona. Przasnyscy twórcy domagają się teraz, aby w ramach rewitalizacji miasta przywrócić budynkowi-klocowi jego pierwotny kształt. Są to oczywiście słuszne roszczenia, które jednak ze względu na ogromne koszty nigdy pewnie nie wyjdą poza sferę marzeń.
W latach 80. przasnyski „ Światowid" zaczyna podupadać. Złożyło się na to szereg przyczyn także ogólnokulturowych: dynamiczny rozwój telewizji i nadchodząca ekspansja video. Pierwszych właścicieli tego sprzętu przasnyskie Służa Bezpieczeństwa skrupulatnie zresztą ewidencjonowała. Z początkiem lat 90. następuje koniec państwowego kina. Zarząd Miasta oddaje jego budynek w ręce prywatnych dzierżawców. Ci próbują podpierać kiepskie dochody z projekcji filmów profitami ze sprzedaży lodów i porcji rosołowych, co rzecz jasna nie może trwać zbyt długo w świetle rygorystycznych przepisów sanitarnych. Sytuacji nie ratują też filmy lekturowe, które gromadzą szkolną młodzież. Niedogrzanie i niski komfort budynku kinowego jeszcze bardziej pogarszają sytuację. Okazuje się niebawem, iż nie ma chętnych do prowadzenia tego przybytku.
Do kina, ale nie na film
Sytuacja staje się coraz bardziej dramatyczna. Jeden z podupadających dzierżawców kina próbuje ratować się i urządza w hallu ....mały zakład pogrzebowy. Gwoździem do trumny samego „Światowida" była decyzja Zarządu Miasta kierowanego przez burmistrza Henryka Napiórkowskiego, aby przekazać budynek w posiadanie komuś, kto urządzi tu halę targową. Spowodowało to wielką dewastację kina. Podnosi się ono jeszcze z upadku w 1996 roku za sprawą prężnego przedsiębiorstwa dystrybucji filmów IMP i ofiarności robotników MPGKiM, którzy dużym wysiłkiem starają się zniwelować zniszczenia.
Ale to wszystko są, jak się okazuje, działania na krótką metę. Kino staje się coraz bardziej ropiejącą raną na miejskim organizmie. Nie ustają dyskusje wśród mieszkańców, mnożą się pretensje i zarzuty. Narasta gniew i bezsilność. Te uczucia chyba dominują. Po wycofaniu się IMP kolejni prywatni dzierżawcy próbują wyświetlać filmy i reaktywować kino. Ale jego magia gaśnie z każdym rokiem. Projekcje przestają się opłacać. Warunki fatalne. Zimno i zapach stęchlizny. Na jednym z seansów pojawia się tylko jedna para. Gdy z przyczyn technicznych trzeba było nagle zapalić światło, okazało się, iż kobieta i mężczyzna wcale nie interesowali się tym, co na ekranie, ale przede wszystkim sobą i to w takim wymiarze, który w miejscu publicznym zupełnie nie przystoi.
Terapia szokowa
Od prawie dwóch lat budynek stoi pusty. Energia elektryczna odcięta. Woda z rur spuszczona. Czasami ćwiczy tutaj jeszcze rockowa kapela w pomieszczeniu wymoszczonym grubymi warstwami waty izolacyjnej, jak w kokonie, aby nie zakłócać spokoju na zewnątrz. Władze nie mają jak na razie pomysłu, co dalej z budynkiem po „Światowidzie"? Z konkretną ofertą do samorządu zwrócił się w tej sprawie Zbigniew Sosnowski, właściciel Krossa, a od niedawna także developer budujący w mieście domy.
- Zaproponowałem poprzedniemu burmistrzowi , a wobec obecnego również ponowiłem moją ofertę - relacjonuje Sosnowski- żeby mi sprzedano teren, na którym stoi kino i stara remiza strażacka, a ja wybuduję tu w pełni nowoczesne centrum rozrywki i handlu, jakiego nie powstydziłoby się żadne miasto. Niestety, jak do tej pory, moja oferta jest odrzucana.
Być może przasnyszanom potrzebna jest szokowa terapia, na którą, jak się wydaje, nie są jeszcze przygotowani. Nie jest wykluczone, iż obok dobrej restauracji, której przecież w okolicach rynku nie ma, kręgielni, bilardu i sklepów, znalazłoby się tam również miejsce na małe, bardzo nowoczesne kino. Rzecz wymaga rzeczowej analizy i kalkulacji, ale też odważnej wizji i decyzji od członków samorządu i ogółu mieszkańców. Może okazać się za kilka lat, że było to dobre rozwiązanie, ale nie skorzystaliśmy z niego. Może ktoś ma jeszcze inne, lepsze? Warto się tego dowiedzieć. Jeśli nie uczynimy nic, a na to się na razie zanosi, może być tak, że jedyną atrakcją w Rynku będą kroczące tędy ...kondukty pogrzebowe oraz zabawy młodzieńców szalejących szybkimi samochodach swoich tatusiów.
A jednak się kręci
Drugi szyld „Światowida" o czym była mowa na wstępie, widnieje od niedawna na Miejskim Domu Kultury. Jego dyrektor Bogusław Kruszewski od dłuższego już czasu nosił się z zamiarem, aby reaktywować kino, ale już w lokalu przez siebie zawiadywanym. Przekonał do swojego pomysłu burmistrza Waldemara Trochimiuka, który ostatecznie w marcu podjął decyzję: kino w Przasnyszu ma być. Zakupiono dwa projektory. Łącznie koszty uruchomienia srebrnego ekranu w nowej siedzibie wyniosły ponad 30 000 zł. Pierwszy seans odbył się 27 kwietnia. Dla widowni zapełnionej niespełna trzystu miejscowymi oficjelami puszczono hit „Trzystu" - nowy obraz wytwórni Warnera (warto wiedzieć, że rodzinne korzenie jej założycieli biegną do pobliskiego Krasnosielca, skąd wywodzi się protoplasta rodu, Beniamin Warner vel Wrona) opowiadający o przebiegu legendarnej bitwy stoczonej w wąwozie Termopile w roku 480 p. n. e., kiedy to niewielki oddział Spartan, liczący sobie 300 żołnierzy pod wodzą króla Leonidasa stanął do nierównej walki przeciw ogromnej armii perskiej.
Dyrektor Kruszewski jest dobrej myśli i jest przekonany, że jego nierówny wobec tylu przeciwności bój o reaktywowanie kina w Przasnyszu nie będzie walką straceńczą:
- Średnio na seans przychodzi 30 osób, więcej niż w kinie ciechanowskim. Gramy w weekendy. Po dwa seanse od piątku do niedzieli. Mamy najnowsze filmy, z malutkim poślizgiem - takie jak w multipleksach. Nie ma u nas od niedawna już żadnej wypożyczali video. Ale zainteresowanie filmami jest. Zwłaszcza nowościami. Bilety sprzedajemy po 11 zł. Okazuje się, iż młodych ludzi, bo to oni głównie przychodzą, stać na taki wydatek. Zarabiamy. Nasza inwestycja może spłacić się jeszcze szybciej, kiedy wyjdziemy z ofertą filmów lekturowych do szkół. Myślę o uruchomieniu Dyskusyjnego Klubu Filmowego. Szukam entuzjasty i znawcy, który by chciał go poprowadzić. Kino w Przasnyszu ma szansę i rację istnienia.
Kaprys burmistrza?
Nie wszyscy oczywiście w to wierzą. Jedni uważają, iż kino w MDK to kaprys burmistrza, inni, że ta reaktywacja jest tylko chwilowa. Ostrożnym optymistą co do przyszłości „Światowida" jest Radosław Pszczółkowski, uczeń II klasy LO:
- W moim środowisku o kinie jednak raczej się nie mówi. Być może spowodowane jest to otwarciem go w okresie nawału klasówek w liceum. Rozmawiałem z kilkoma osobami na ten temat i część z nich powiedziała, że choć o istnieniu kina wiedzą to w nim nie byli, ponieważ nie znają repertuaru. Faktycznie MDK nie ma dobrej reklamy. Jeśli chodzi o tzw. kulturę filmową wśród młodzieży myślę, że moi rówieśnicy oglądają dużo filmów w domowym zaciszu, na komputerze czy tv. Oczywiście częściej jest to postępowanie nielegalne, ponieważ oryginalne płyty DVD są drogie jak na polskie warunki, ale na pewno jest to jedna z głównych rozrywek przasnyskich licealistów. Czy będą odwiedzać nasze kino? Wszystko zależy od działań marketingowych i cen biletów. Sam tam jeszcze nie byłem, ale jak tylko pojawi się interesująca mnie pozycja w repertuarze i wpadnie kilka groszy do portfela, nadrobię zaległości.
Być może „Światowid" pod emdekowskim dachem, gdzie latem doskwiera brak klimatyzacji, a zimą może być zbyt chłodno i nie ma na razie dolby stereo oraz innych bajerów, jest w stanie przetrzymać najtrudniejszy okres i rozwinąć skrzydła. Może uda się w Przasnyszu odbudować magię kina. Może kiedyś znów wkroczy na widownię bileterka, aby uspokajać widzów i jak zaklęcie powtarzać będzie słowa: To tylko film, to tylko film, to tylko film.



Komentarze
Pokaż komentarze (1)