Zygmunt Jan Prusiński
POWIELAĆ DOTYK
Chodź do mnie
otworzę ci okno na parterze
po północy przyjdź
pachnąca lasem.
Zdejmę gitarę
wisi w rogu dwu ścian
nagrzane struny czekają
zagram ci bossa novę
może i zaśpiewam w trakcie.
Do świtu jest czas
poukładamy wpierw słowa
miłość nie lubi się spieszyć
zaczniemy się uczyć
powielać dotyk...
Chodź do mnie
otworzę ci okno na parterze
po północy przyjdź
pachnąca lasem.
4.10.2016 - Ustka
Wtorek 21:48
Wiersz z książki "Sen jabłoni"...
Cytat pisarza Karola Zielińskiego z Krakowa
"Panie Zygmuncie, poeto zaślepiony tokowaniem o miłości, strumień krwi spływa z ciebie, jak promień o zachodzie z pól, z ludzi i rzeczy, że minął jeszcze jeden dzień niespełniony. A dopiero teraz po latach, ja rozumiem (za późno), jak trzeba było dziękować (wraz z kobietą, z którą się było, żyło i kochało) i wielbić los, za ten każdy dzień".
30.11.2011 00:38
Okiem krytyka...
Poetka wiersza "inkarnacja" chce udowodnić - chyba tak ja to rozumiem, że człowiek który kocha i uzewnętrznia swoje uczucie, jest jakby przez drugą osobę lekceważony. Może nie wszyscy o tym wiedzą, że być przez kogoś kochanym jest coś bezcennego.
Autorka Patti Smith pisze:
"nierozerwalnie
łączy nas pokuszenie
po tamtej stronie
będę czekała na ciebie
w barze dla potępionych"
- Ile to poeci pisali o barach, mógłbym kilkanaście nazwisk podać, i ja też napisałem kilka, ale, ale poetka zaskoczyła mnie puentą.
Tak w barze dla potępionych będę czekała.
Osobiście znam to czekanie. Ludzie z dobrym charakterem umieją czekać. Wiersz mówi o czymś co nie można skleić, raz się rozwiązuje ten supeł innym razem jest luźny. Rozluźnia się w ruchu.
Czuje się w tym wierszu szczerość. Co tylko świadczy o tym, że czystość z jej strony jest dwuznaczna. Tylko czy podmiot tego wiersza zrozumie?
Zygmunt Jan Prusiński
Ustka. 20.3.2014
Dziennik pisarza Karola Zielińskiego z Krakowa
02.11.2011 22:25
@Mar Canela
Książka pt. MADRYCKIE ŚCIEŻKI POEZJI
Ależ ja to wszystko wiem i z Panią się zgadzam, tyko proszę pamiętać, że nie może mięć pretensji literat do zecera, który składa czcionki jego tekstu i co chwilę się myli. Dlaczego się myli? - bo tekst źle skonstruowany, napisany, zredagowany etc. W klasycznym przykładzie, to literat widząc błędy na "szczotce" mówi sobie, muszę jeszcze popracować nad tekstem, bo się zecer myli a potem czytelnik się będzie mylił. Otóż literat wini siebie, nie odbiorcę. Tekst "drukowany" jest bardzo trudnym "przekazem" trudniejszym niż "tekst słowny".
Pani nie bierze pod uwagę, tego, że Pani pisze, a gospodarz Pani poematu nadaje mu sens niekoniecznie zgodny z Pani intencjami. Pani pewnie powie, że pieprzę trele morela, bo przecież Pani sama wie najlepiej, o czym pisze. Otóż myli się Pani, bo często autor nie do końca wie, co pisze i o czym. Szczególnie tak się dzieje w niektórych formach poezji pisanych "pod presją okoliczności". Nie wolno rozumować, w tym wypadku, jak naiwny realista. W poezji jest często jak na wojnie w tym trywialnym powiedzeniu, że żołnierz strzela a Pan Bóg kule nosi. Im poemat bardziej skomplikowany, tym treść bardziej niejasna i zagmatwana. A wasz poemat jest skomplikowany i zagmatwany z powodu ezopowej kryptografii i freudowskiego stłumienia. Autor i poeta musi panować nie tylko nad tym, co mówi jego bohater, ale również nad tym, jaką interpretację nadaje temu gospodarz poematu w ramach całości narracji.
Pisząc do mnie tę odpowiedź ma Pani na myśli ciągle siebie, kobietę z krwi i kości, a przecież mówimy o kobiecie, która w pewnej chwili, w poemacie, leży na zmiętej pościeli w hoteliku (z jakimś mężczyzną?), boli ją głowa od rumu i dymu cygar, ale dozwala mężczyźnie na "odczucie bliskości". Przecież to nie Pani leży na tej zmiętej pościeli i poprzez opis poetycki, wysłany do pana Zygmunta Prusińskiego, rozpala jego wyobraźnię (aż skuczy). To ona, ta kobieta w poemacie, poetycka Mar Canela jest odpowiedzialna za to, że pan Zygmunt sobie pomyślał, skoro ona ma takie pragnie, ma takie wizje w związku ze mną (jako kochankiem - nie wiadomo czy wyobrażonym!), to ja muszę na to jakoś pozytywnie odpowiedzieć. I dalejże smalić cholewki!
Pani jako Osoba realna jest również pośrednio odpowiedzialna za "wyczyny" swojej bohaterki "na zmiętej pościeli", ale nie tak bardzo, jak Pani Canela, jako poetka i autorka poematu, która w swej twórczej (i ludzkiej) niezawisłości odczuwa pragnienia, udzielenia takiej wolności decyzji i wyboru podmiotowi lirycznemu. Podmiotowi, który wcale nie musi być alter-ego autora a tym bardziej alter-ego Osoby ludzkiej zwanej Mar Canela. Jeżeli jest Pani psychologiem, jak pisze, to Pani powinna się zetknąć z książką (nie pamiętam autora), "Psychologia twórczości", czy coś takiego. Książka trochę marna, ale podnosi fakt, że twórca się różni w wielu aspektach od normalnego człowieka. I może zdobyć samoświadomość wielu niezależnych od siebie "pasm komunikacyjnych" swojej osobowości, które mogą się realizować jako manifestacje aktów wolnej woli, poza siatką determinant i przymusów społecznych. Często to, czego nie możemy realizować w rzeczywistości, musimy zrealizować zastępczo, ale kultura odpłaca nam (jako społeczeństwu) w ten sposób, że dzięki sztuce i refleksji poszerza się zakres naszego globalnego człowieczeństwa.
Mówiąc o tym czego nie możemy realizować w rzeczywistości a realizujemy zastępczo, mam tu na myśli ową kobietę, która się kładzie na zmiętym prześcieradle w hotelu, z głową wirującą od nadmiaru rumu i dymu cygar i oddaje się w akcie wyobrażonej miłości; kobietę, która nie jest ani Panią, ani Pani alter-ego, a jednak jest powołana do tego czynu i aktu wolnej przez Pani wolę, która obdarowuje ją wolnością działania. To jest wielki dar. I to jest piękne., i to się tylko w ludzkiej psychologi zdarza, żeby twórca chciał się podzielić własną wolnością i zrealizować swoją wolność w ten sposób, że udziela tej wolności komuś na wpół realnemu, żeby sobie "pokochał, pożył i odczuł rozkosz wolnej woli". Jest to osoba na "wpół realna", do której pan Zygmunt dostał "głupiego oka" i się zapalił, a zresztą, skoro o niej mówimy, że jest przyczyną "tego lub owego", to musi być jakoś realna, bo nierealność nie może być przyczyną "tego czy owego". Gdyby Pani mnie np. ofiarowała mi taki wiersz, też bym sobie pomyślał: "Psiakość, czyżby miała ochotę na romans albo dawała mi jakieś znaki"? Ale to by było, gdyby ten wiersz funkcjonował poza poematem.
A to, że się w tym galimatiasie pogubił pan Zygmunt, to już inna para kaloszy.
Wiem, że ja w ogóle nie powinienem się odzywać, a ludzie niech sobie czytają i widzą w tym "co każdy chce i może". Właściwie ludzie niewiele widzą i często czytają sami nie wiedzą co. Stąd się bierze pytanie, "dlatego to takie piękne"? Bo nie "wiedzą co tam jest napisane". Ale z takim głupim odczytywaniem łączy się niebezpieczeństwo, że cześć czytelników faktycznie może powiedzieć: "On ją tak kochał, a ona nagle, bez powodu wyjechała".
Proszę spojrzeć na swój poemat przez pryzmat bohaterki która mieszka w poemacie a nie w Madrycie. Oni spotykają się w poemacie, on ją spotkał w muzeum, które jest w poemacie, bo i Madryt jest w poemacie. Ale to nie jest Madryt i to nie jest Malaga. Pomieszanie prawdziwego Madrytu z Madrytem wyobrażonym grozi konsekwencjami takimi samymi jak pomieszanie wuja żony, który został zabity przez jej męża, bo mu wuj się pomylił z Kwiatkowskim, urojonym kochankiem.
Tak tu sobie gadamy, choć nie wiem, czy ma Pani skłonność do filozofii, bo przecież twórczość literacka, jeśli jest traktowana podmiotowo, to jest działalnością filozoficzną o wielu wektorach zasadniczych dla ludzkiego bycia. I można by długo snuć refleksje i przekazywać sobie uwagi o nieporozumieniach i fałszywych wyobrażeniach na temat sytuacji i osób tego poematu. A bierze się to wielowarstwowości narracyjnej, nie tylko w tym poemacie, ale myślę że w ogóle w naszym życiu. Pod tym względem poemat wasz bardzo naśladuje życie.
Co zaś do nudy (jaka się wkradła do poematu - to by się nie wkradła, gdyby...?), dlaczego nie ma Pani przekonania (że się wkradła), że było nudno... to ja odpowiem tak. Pani sama czuje problem i zgadza się, że aforyzm: "Nie jest ważne, czy ja potrafię wypieprzyć kobietę, ale to, czy kobieta potrafi wypieprzyć mnie"... że ten aforyzm działa w obie strony. Bowiem kobieta może wypieprzyć mężczyznę ale pod warunkiem, że będzie interesujący i będzie tego wart! Zrozumieliśmy się?
Zygmunt Jan Prusiński Kobieta i rosa.


Komentarze
Pokaż komentarze