Wybitny poeta przegrywa proces ze spółką Agora, a (mainstreamowe) media na ogół milczą. Czyżby obojętny był im los wolnego słowa? Czy już dziennikarz i jego bezpośredni szef nie mają żadnej możliwości podać choćby krótką informację o ważnym wydarzeniu?
Bo to jest ważne wydarzenie. 76-letni zasłużony poeta jest wzywany do sądu. Wzywany po to, by nauczony został posłuszeństwa i karności. My zaś musimy się przekonać, że zadufanie i pewność sfer zawiadujących krajem przekracza już granice rozsądku i przyzwoitości. Sam Jarosław Marek Rymkiewicz pisał w październiku ub.r.:
"Władza, także medialnych oligarchów, nic nie może zrobić literaturze, nic nie może jej odjąć, w żaden sposób nie może jej zaszkodzić. A jeśli może komuś zaszkodzić, to tylko sobie. (...) Proces, który niebawem się rozpocznie, wygrałem więc, zanim się rozpoczął. I wygram go - nawet jeśli przegram w sądzie. Adam Michnik jest skończony. To jest koniec jego fałszywego mitu. Ten proces to jest koniec Adama Michnika".
Wielki poeta się nie myli. Bo poeta (wielki) widzi głębiej i dalej. Czy jego myśli i słowa trafiają pod strzechy? - Na pewno tak. I trafiają też na stadiony.
"To będzie proces, który pokaże, na czym polega i jak wygląda wolność słowa w tym państwie, w którym teraz żyjemy, a które miało być niepodległą Polską" - mówił J. M. Rymkiewicz. Wiedział na pewno, jaki będzie wyrok sądu w III RP. Ponad rok temu przecież, zwracając się do Jarosława Kaczyńskiego, pisał:
"To co nas podzieliło - to się już nie sklei,
Nie można oddać Polski w ręce jej złodziei,
Którzy chcą ją nam ukraść i odsprzedać światu,
Jarosławie! Pan jeszcze coś jest winien Bratu!"


Komentarze
Pokaż komentarze (30)