I znów się nie zgadzam z Jastrzębowskim… W kwestii Pratasiewicza

Przemysław Harczuk
Przemysław Harczuk
Wywiad nie zrobił się sam. Nie przeprowadził go Pratasiewicz sam ze sobą. Byli dźwiękowcy i operatorzy, którzy zapewne, gdy reżim upadnie, bronić się będą, że przecież „nic takiego nie robili”. Był wreszcie „dziennikarz”, który pytania w interesie reżimu mu zadał, biorąc za swoją pracę pieniądze. I to tacy ludzie są solą tego reżimu i ich, nie skatowanego opozycjonistę, oceniać trzeba w pierwszej kolejności.

Poczytałem w weekend internety i o zgrozo – znów nie zgadzam się z redaktorem Sławomirem Jastrzębowskim. I nie chodzi tym razem o sprawę opłaty reprograficznej – istotną, ale jednak nie życia i śmierci, a o rzecz kluczową najbardziej, bo życia, śmierci, moralnych wyborów dotyczącą. A chodzi o Romana Pratasiewicza i jego wywiad dla reżimowej białoruskiej telewizji.

Sławek, jak zresztą wielu zacnych i zasłużonych skądinąd komentatorów, napisał, że Pratasiewicz to żaden bohater, bo dał się złamać. W podobnym duchu wypowiedziało się wielu ekspertów i osób wspierających Białoruś. A z drugiej strony podniósł się głos oburzenia osób twierdzących, że nikt nie ma prawa osądzać człowieka, który został brutalnie pobity, być może zastraszony, złamany na całe życie.

To prawda – Pratasiewicz został brutalnie pobity, bez wątpienia złamany. Na ile jego zeznania zaszkodziły innym, nie wiem. Podobnie jak nie wiem, jak zachowałbym się w jego położeniu. Dlatego jak najbardziej doceniajmy tych, którzy wytrwali do końca. Nie potępiajmy tych, których brutalnymi torturami, biciem, upodlono i złamano.

Dobrym przykładem w takich sytuacjach jest Pismo Święte, księga nie tylko religijna, ale niezwykle mądra od strony tak zwyczajnie ludzkiej. Wyraźnie mamy pochwałę Jana, który pod krzyżem wytrwał do końca, nie mamy jednak potępienia pozostałych apostołów, którzy jedynie bojąc się cierpienia, uciekli, a najważniejszy z nich wbrew buńczucznym zapowiedziom zaparł się przyjaciela. Potępiony jest tylko jeden apostoł, ten, który za pieniądza od początku zdradę planował.

I w tej smutnej historii z Pratasiewiczem Judaszem nie jest na pewno młody, pobity przez bezwzględnych bandziorów człowiek. Jakoś wszyscy oglądający ten wywiad, zarówno obrońcy opozycjonisty, jak i jego krytycy mało uwagi poświęcają innym osobom dramatu. A przecież wywiad nie zrobił się sam. Nie przeprowadził go Pratasiewicz sam ze sobą. Byli dźwiękowcy i operatorzy, którzy zapewne, gdy reżim upadnie, bronić się będą, że przecież „nic takiego nie robili”. Był wreszcie „dziennikarz”, który pytania w interesie reżimu mu zadał, biorąc za swoją pracę pieniądze. I to tacy ludzie są solą tego reżimu i ich oceniać trzeba w pierwszej kolejności.

Przemysław Harczuk

Lubię to! Skomentuj73 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka