Tej sprawiedliwej Szwecji już nie ma

Trening szwedzkiej drużyny przed meczem Polska - Szwecja. Fot. PAP/EPA/Adam Ihse/TT
Trening szwedzkiej drużyny przed meczem Polska - Szwecja. Fot. PAP/EPA/Adam Ihse/TT
W teorii Szwecja to kraj równości i przedmiot westchnień oraz powód wiecznych kompleksów polskiej lewicy. A rzeczywistości podobny do nas prymus neoliberalnych przemian. Tyle, że przeprowadzonych po cichutku, tak żeby nikt się nie połapał.

Państwo zaczyna się cofać

Neoliberalizm miał w każdym kraju swoją lokalną specyfikę. W Szwecji zrodził się z narzekań na dominację dużych firm i karteli w gospodarce, na zbyt duży rozmiar sektora publicznego, oraz na brak korelacji płac z produktywnością indywidualną. „Świat zaczyna nam uciekać. Musimy się dostosować” - przekonywali zwolennicy zmian. Tak, jak w innych krajach potrzebny był jeszcze dobry pretekst. U Skandynawów stał się nim kryzys na rynku nieruchomości, który pociągnął za sobą kryzys bankowy. To był ten moment. Centroprawica premiera Carla Bildta sięgnęła po zestaw neoliberalnych: zaczęła się presja na równoważenie budżetu kosztem okrajania państwa dobrobtu. Ruszyły kolejne rundy podatkowych obniżek. Neoliberalny trend mogli przerwać wracający do władzy w połowie lat 90. socjaldemokraci. Ale tego nie zrobili. Premier Szwecji w latach 1996-2006 Goran Persson płynął wtedy w jednym nurcie z innymi ówczesnymi przywódcami eurolewicy. Zgodnie z zaleceniami tzw. raportu Lindbecka szwedzką gospodarkę zaczęto więc przebudowywać. Państwo zaczęło się cofać. Zderegulowano sektor pocztowy, kolejowy oraz rynek taksówkarski. Państwo zaczęło też dużo mocniej pilnować, by nie rosła inflacja. Nawet gdyby miało się to odbyć kosztem troski o pełne zatrudnienie.


Efekty? W 1993 Szwedzi wydawali na państwo dobrobytu 67 proc. PKB. Dziś poziom wydatków spadł do 48 proc. Podatki dla najbogatszych przeszły tę samą tendencję co w innych zachodnich krajach. Z ok. 80 proc. w latach 60, 70 i 80. spadły do ok. 50 proc. Z kolei podatki majątkowe, od nieruchomości oraz spadków zostały albo zniesione albo ograniczone. Mantra oszczędności zawitała do systemu opieki zdrowotnej oraz edukacji. W ciągu dwóch pierwszej półtorej dekady XXI wieku Szwecja miała najszybciej rosnące nierówności dochodowe w całej OECD. Dobrze to widać na tle innych państw nordyckich. W roku 2000 szwedzkie nierówności były niemal najniższe (drugiej miejsce) wśród wszystkich państw nordyckich. Dziś (dane za rok 2017) są najwyższe. 

Uderzenie w klasę robotniczą

Jednocześnie w ostatnich latach Szwecja była tym krajem, który najmocniej w regionie otworzył się na napływ migracji zarobkowej. Trend rozpoczeły rządy liberalne premiera Reinfeltdta widząc w nim szansę na napływ taniej siły roboczej dla gospodarki i tanie usługi dla klasy średniej. Kontynuowali go (mimo początkowych oporów) rządzący znów od 2014 roku socjaldemokraci premiera Lofvena. Pryncypialne przywiązanie do polityki otwartych granic doprowadziło Szwecję do konfliktu społecznego tak dobrze znanego z innych zachodnich krajów. To sytuacja, w której lewica nie może (z obawy przed zarzutem ksenofobii) ograniczyć napływu migrantów. Choć wie jednocześnie, że proces ten jednocześnie rozsadza od środka to co jeszcze zostało ze starego dobrego państwa dobrobytu. Najmocniej uderzając w tych, którzy zawsze stanowili bazę społeczną lewicy czyli w klasę robotniczą. W efekcie lewica traci jej poparcie stając się partią niemal wyłącznie klasy średniej. Coraz bardziej oderwaną od swojej tradycyjnej bazy oraz jej problemów. 

Tej sprawiedliwej Szwecji już nie ma

I tak dochodzimy do czasów zupełnie współczesnych. Na zewnątrz Szwedzi są dalej uważani za wzór „lepszego i bardziej sprawiedliwego kapitalizmu”. Wiadomo - etykietki mogą oklejać butelkę jeszcze długo po tym, jak zwietrzała z niej niemal cała zawartość. Ale spójrzcie bliżej. Wiecie pewnie, że w tych dniach upadł mniejszościowy rząd socjaldemokraty Stefana Lofvena. A wiecie czemu upadł? Poszło o kontrolę wysokości czynszów. Lofven obiecał jednemu swojemu (liberalnemu) sojusznikowi, że zniesie ograniczenia czynszów w nowobudownej mieszkaniówce. A drugiemu (lewicowemu), że ich nie ruszy. W końcu nadział się na votum nieufności. Mam wrażenie, że podobne „sprawdzam” powinno dotyczyć całego „szwedzkiego modelu”. Który od dawna nie jest już tym, czym był kiedyś. I co stanowiło przez lata tak wielką inspirację dla co bardziej progresywnie myślących. Ale to już było. Bo tej sprawiedliwej Szwecji już nie ma.  

Czytaj też:

Lubię to! Skomentuj38 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka