0 obserwujących
2 notki
1868 odsłon
  1649   1

UEFA pływa w morzu apolityczności

Wielkie turnieje zawsze są wyzwaniem organizacyjnym i logistycznym. Ten, na którego półmetku jesteśmy skalą problematyczności przerasta poprzednie. Sama impreza miała odbyć się w poprzednim sezonie. Została przełożona, a trwająca wciąż pandemia długo stawiała nawet rok 2021 pod znakiem zapytania. Organizatorzy zgotowali sobie i wszystkim uczestnikom logistyczny koszmar w postaci rozrzucenia rozgrywek na całym kontynencie. O ile te decyzje da się obronić. Przesunięcie o rok mistrzostw Europy było obowiązkowym pokazem odpowiedzialności - tego nie dało się uniknąć. Swoista decentralizacja zaś w dużej części zdaje egzamin - wielość gospodarzy dodaje lokalnego kolorytu. Korzysta na tym wielu także dzięki podziałowi kosztów organizacji imprezy.

Wielkie turnieje zawsze są też doskonałą sceną do promowania pozytywnych postaw społecznych, rozwiązywania długo tlących się problemów za pomocą szybkich, ale także przemyślanych i empatycznych decyzji. Tutaj już UEFA nie jest tak skuteczna.

Ostatnie tygodnie układają się tutaj w niepochlebny dla europejskiej federacji ciąg problemów polityczno - społecznych. Przy każdej z tych sytuacji rachunek ekonomiczny i odruchowe wręcz umywanie rąk wzięły górę nad zwykłą przyzwoitością czy poczuciem odpowiedzialności i sprawiedliwości społecznej. Wystarczy tutaj wymienić:

- Milczenie po gwizdach i obraźliwych gestach kibiców wobec zawodników klękających przed meczem w geście sprzeciwu wobec rasizmu.

- Stanięcie po stronie Rosji w sporze o wzór koszulek reprezentacji Ukrainy. Trykoty zawierały patriotyczne hasło oraz zarys granic państwowych wraz z Krymem. Wywołało to ostry sprzeciw federacji rosyjskiej. Ostatecznie pomimo nakazu zmiany wzoru Ukraińcy zagrali w tak zaprojektowanych strojach.

- Reakcja w meczu Finlandia - Dania i parcie do dokończenia meczu najpóźniej następnego dnia pomimo szokujących wydarzeń.

- Wszczęcie śledztwa wobec Manuela Neuera i niemieckiej federacji piłkarskiej po założeniu przez niego opaski kapitańskiej w tęczowych barwach w geście poparcia dla osób LGBT.

A przecież do tej listy trzeba również dodać decyzję o rozgrywaniu niektórych meczów w Baku i tym samym przyzwolenie na sportwashing Azerbejdżanu. Dwa lata temu to samo miasto gościło finał Ligi Europy. Reprezentujący wówczas barwy Arsenalu Henrik Mchitarjan odmówił wyjazdu na mecz. Ormianin miał pełne prawo obawiać się o swoje bezpieczeństwo w stolicy kraju będącego w niemal stałym konflikcie z jego ojczyzną.

Dzisiaj tą wyliczankę możemy powiększyć o kolejną decyzję UEFA. Federacja w oficjalnym komunikacie nie wyraziła zgody na podświetlenie stadionu w Monachium (Niemcy vs. Węgry) w tęczowych barwach tłumacząc to „niewątpliwie politycznym podłożem“ tego zamiaru.

Zgoda, próba takiego podświetlenia stadionu akurat na ten mecz ma podłoże polityczne. Poza tym jednak jest to gest poparcia wobec nie tylko wobec swojego kapitana, ale przede wszystkim wobec całej społeczności. Społeczności, która zwłaszcza na Węgrzech ma prawo czuć się wykluczona. Niedawno w Budapeszcie przegłosowano nową legislację, która wprost zakazuje tzw. „propagandy LGBT“, a w trakcie niedawno rozgrywanych na Puskas Arena spotkań dało się zobaczyć na trybunach kartony z napisami taki jak choćby „Anti LGBT“. Oczywiście UEFA ogłosiła wszczęcie odpowiednich procedur w reakcji na obrazki ze stadionu (opieszale w porównaniu do reakcji na opaskę Neuera). Czy jest to jednak wystarczająca reakcja? Wszak Europejska Federacja Piłkarska statutowo ma być inkluzywna i popierać inicjatywy oparte o sprawiedliwość społeczną czy równość.

Zwolennicy takiego obrotu spraw w tym miejscu powiedzą, że UEFA ma być również apolityczna. Tylko czy ta odmowa jest właśnie tego wyrazem, czy wpisuje się w narrację węgierskiego rządu? Węgierski MSZ w swoim komunikacie chwiali organizację piłkarską za zdrowy rozsądek i nie uleganie politycznym prowokacjom.

Zdrowy rozsądek jak widać jest czymś płynnym w Nyonie. Udało się go okazać, gdy po wszczęciu śledztwa wobec Manuela Neuera i jego opaski za chwilę je zakończono tłumacząc że gest Niemca był w „dobrej sprawie“. Oświetlenie stadionu w tych samych barwach już tym samym jednak nie jest. Czyżby ta „dobra sprawa“ miała jedynie wymiary zakładanej na ramie opaski kapitańskiej, która od kartonu z napisem „Anti LGBT“ jest o wiele mniejsza?

Sławetna apolityczność jest również czymś płynnym. Nie możemy mieć co do tego wątpliwości. Kończy się ona gdy spece od marketingu i słupków w excelu naciskają na rozegraniu finału Ligi Europy w Baku albo gdy wszyscy trzymają buzię na kłódkę przy okazji zbliżającego się Mundialu w Katarze. Nigdy też apolityczność nie przeszkadzała w bronieniu własnego interesu. Wiemy jak wyglądały liczne przywileje, które otrzymała UEFA na czas Euro 2012 - niemal eksterytorialność, albo co się dzieje, kiedy do danej krajowej federacji piłkarskiej wkracza państwo pod postacią komisarza.

Wielkie turnieje zawsze są wyzwaniem. Nie tylko dla reprezentacji, które mogą zawieść oczekiwania kibiców. Stawiają one również trudne zadania przed organizatorem, na którym ciąży presja gigantycznej społeczności. Na półmetku rozgrywek nie jestem pewien, kto jest większym przegranym - reprezentacja Turcji, która miała być czarnym koniem czy UEFA. Moje obawy budzi fakt, że ci drudzy wciąż są w grze.

Lubię to! Skomentuj83 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Sport