Krytykujcie Unię. Jesteście dorośli. Nareszcie!

"Coraz większe jest zagrożenie utratą przez Polskę energetycznej niezależności na rzecz Niemiec". Fot. PAP/EPA
"Coraz większe jest zagrożenie utratą przez Polskę energetycznej niezależności na rzecz Niemiec". Fot. PAP/EPA
Po latach chodzenia wokół tematu Unii Europejskiej na paluszkach mamy wreszcie początek porządnej rozmowę na temat modelu jej funkcjonowania oraz sensu naszego w niej członkostwa. To zmiana dobra, zdrowa i naturalna. Cieszmy się z niej, zamiast nad nią biadolić.

Ale też nie jest tak, że odpowiada im wieczna rola ubogiego krewniaka, który nie może się nawet odezwać w obawie przed „narobieniem wiochy”. Zmienia się też polski potencjał gospodarczy. Zmienia się to, co (jako wspólnota) wytwarzamy i możemy sprzedawać. A także siła nabywcza naszego społeczeństwa za granicą. Na tym polu (choć wciąż ubożsi od Niemców czy Austriaków) nie jesteśmy już jednak aż tak bardzo biedni i zahukani. Polska jest silniejsza i w sposób naturalny będzie w Europie prostowała kark. Domagając się uczciwego, partnerskiego traktowania.

Zmienia się stosunek Europy do Polski

Trzeci czynnik, który się zmienia to stosunek Europy do nas. Tu też następują duże przesunięcia. Ostatnio bardzo gwałtowne. Widać, że euroestablishment nawet już nie ukrywa, że ma jakieś większe poszanowanie dla suwerennych decyzji demokratycznie wybranego polskiego rządu. Ten etap mamy już dawno za sobą. Ogromna część euroestablishmentu nie może się wręcz doczekać, by zobaczyć w Polsce polityczną zmianę. Czyli odsunięcie PiSu od władzy.

Ta reakcja jest oczywiście wynikiem szoku poznawczego. Elity w Berlinie czy Brukseli nawykli do tego, że Polskę reprezentują politycy potulni i zahukani. Tacy, których łatwo jest przekonać do swojej narracji i swoich pomysłów. Czasem nawet tacy, którzy te zachodnią narracje kupili jeszcze zanim Berlin czy Bruksela zaczęli je im… sprzedawać. Teraz zaś pojawili się inni. Mniej pokorni. Drażniący. Wywołujący w Europie oburzenie i agresję.

Stare miary już nie pasują

I tak rysuje się nam świat, w którym nie da się już przyłożyć starych miar. Podzielić ludzi na dobrych euroentuzjastów i złych eurosceptyków. A tych drugich zestawić w jednym szeregu z antyszczepionkowcami, płaskoziemcami, nazistami i wyznawcami latającego potwora spaghetti. Nie da się już wykluczać z debaty naukowców albo dziennikarzy, którzy podejmują temat, że Unia to nie jest tylko i wyłącznie czyste dobro. To se - jak mówią bracia Czesi - ne vrati.

Nadchodzą czasy gdy zdrowy eurosceptycyzm stanie się opcją zupełnie normalną. Czy większościową - to zależy od wielu czynników. I już widać jedno: dziś w dobrym interesie wszystkich sił politycznych jest otworzyć się na eurosceptycyzm. Oznacza to, że swoich eurosceptyków powinna mieć nie tylko prawica. Ale także liberalne centrum. A nawet lewica (o eurosceptycznych korzenia brytyjskiej lewicy pisał niedawno w świetnym tekście politolog Richard Johnson https://unherd.com/2021/09/when-labour-believed-in-brexit/ )

Kto będzie udawał, że nadal mamy rok 2004 (zamiast 2021) i że można wciąż zadowalać się ckliwą balladą o wujku Schumanie. I że można członkostwo w UE np. wpisać do konstytucji, ten sam pozbawia się kontaktu ze sporą częścią społeczeństwa. I zostanie na dwumetrowym spalonym.

Rafał Woś

Czytaj dalej:

Gowin ma pomysł na odebranie władzy PiS. Hołownia mówi, że nic o tym nie wie

Duda w Nowym Jorku: Biden ma pilniejsze problemy niż relacje z Polską

"Solidarność" z Turowa: szykujemy drastyczne akcje protestacyjne

Poseł PiS o Turowie: Niedługo w Unii uznają, że loty samolotami są szkodliwe dla powietrza

Policjanci przyjęli ofertę MSWiA. "Takich propozycji się nie odrzuca"

Lubię to! Skomentuj144 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka