Premier Jaki - wicepremier Zandberg. Koalicjanci w 2027 roku

Adrian Zandberg i Patryk Jaki, fot. Facebook/zdjęcia profilowe ww. polityków
Adrian Zandberg i Patryk Jaki, fot. Facebook/zdjęcia profilowe ww. polityków
Tak właśnie odpowiem, jeśli ktoś mnie zapyta mnie, kto będzie rządził w Polsce za 5-6 lat. Paradoksalnie zbliży ich wywołany właśnie temat Polexitu.

Pisałem kilka miesięcy temu, że Lewica i PiS są na siebie skazani. Zwłaszcza po dołączeniu obozu Jarosława Gowina tam, gdzie przynależy. Czyli do liberalnego antyPiSu. Doszło jednak do małego nieporozumienia. Nieporozumienie polegało na tym, że ktoś mógł sobie wyobrazić, że misję rządzenia krajem biorą na siebie wspólnie Beata Szydło i Włodzimierz Czarzasty. Albo Mateusz Morawiecki i Robert Biedroń. Nie, to oczywiście nie jest możliwe i do tego nigdy nie dojdzie. Wyżej wymienionym politykom (oraz środowiskom politycznym, które reprezentują) nie jest (i raczej nigdy nie będzie) na rękę przekroczyć wzajemne uprzedzenia i zauważyć, jak wiele ich łączy.

Pisząc o nieuchronnej (moim zdaniem) współpracy szeroko rozumianego PiSu z szeroko rozumianą Lewicą, miałem raczej na myśli współpracę, której symbolem mogliby się stać z jednej strony Patryk Jaki, z drugiej strony na przykład Adrian Zandberg. W przypadku tego drugiego nazwisko jest raczej symboliczne, bo polityczna przyszłość „duńskiego drwala” nie wydaje mi się taka znów oczywista. Dlatego w jego miejsce można spokojnie podstawić - na przykład - Jana Śpiewaka. Albo jeszcze kogoś innego. Kogoś, kto może już na lewicy jest. A może dopiero się objawi.

Polecamy inne teksty Rafała Wosia:

Dlaczego piszę o tym akurat teraz? Nieprzypadkowo. W ostatnich tygodniach wydarzyło się coś, co - moim zdaniem - będzie nową duuuuużą linią realnego podziału w polskiej polityce. To oczywiście sprawa tzw. Polexitu. Jak przedstawiają to media kupujące narrację powracającego Donalda Tuska. Albo - co mnie wydaje się dużo bardziej trafną oceną sytuacji - ostrego ataku na polską suwerenność i dobrobyt polskiego społeczeństwa, jaki przypuściły Komisja Europejska, TSUE i niektóre państwa starej Unii. Wstrzymanie Polsce pieniędzy z Funduszu Odbudowy, wyrok w sprawie Turowa oraz coraz bardziej dotkliwe dla Polek i Polaków (drożejący prąd i gaz) konsekwencje „zielonych ambicji” starej Unii. Wszystkie te wydarzenia nastąpiły w jednym bardzo szybkim ciągu wywołując rodzaj przesilenia. Oczywiście emocje w końcu opadną. Ale głębszą konsekwencją tego przesilenia będzie pojawienie się nowej linii politycznego podziału. Podziału wokół naszego miejsca i roli w Unii Europejskiej.

To, co widzimy dziś jest już melodią przeszłości. Rozumiem strategię Donalda Tuska, który na oparach naiwnego dziecięcego euroentuzjazmu chce ugrać parę punktów w sporze z PiSem. Może nawet mu się to uda i stanie się niepodzielnym liderem antyPiSowskiej opozycji. Naszym Europejczykiem. Ale to gra na krótką metę. Gra nieuwzględniająca przemian generacyjnych. W Polsce dorastają i dorastać będą kolejne roczniki, które nie mają tego poczucia niższości wobec Europy, który jest (i zawsze był) podstawą naszego okołoakcesyjnego euroentuzjazmu. Wchodźmy, bierzmy dudki i siedźmy cicho żeby nas z raju nie wygnali. Na tym jedzie dziś Tusk i na tym polega nakręcana przez niego teoria spiskowa zwana Polexitem. To produkt, który może łatwo sprzedać pokoleniu 50+. No, może jeszcze części aspirujących do bycia liberalną elitą młodszych. Ale nie jest to żadna - absolutnie żadna - oferta dla pozostałych. Dla tych, co nie mówią bynajmniej, że Unia to dla Polski koniec świata i najgorsze, co mogło nam się przytrafić.

Ale jednocześnie nie są niewidomi i nie mogą nie widzieć jak Unia bezczelnie miesza się w nasze polskie sprawy. Jak najpierw się z nami na coś umawia (transformacja energetyczna) a potem każe nam natychmiast zamknąć ważną elektrownię. Jak próbuje nas wpędzić w totalną zależność energetyczną od nadwyżek niemieckiej energii. Jak nie chce słuchać argumentów o tym, że ludzie po prostu tak gwałtownych podwyżek cen prądu nie wytrzymają. No może poza najbogatszymi, którzy nawet nie wiedzą, ile kosztuje energia, bo mają ją ściąganą z konta na zasadzie „polecenia zapłaty”. I wreszcie, jak przechodzi do porządku dziennego nad faktem, że dostęp do należącym się nam pieniędzy z Funduszu pocovidowej Odbudowy blokuje nam… uwaga… Holandia. Ta sama Holandia, która od lat buduje swoją konkurencyjność w ramach Unii na byciu de facto podatkowym rajem.

Ta druga grupa będzie zasądzać takie pytania. I ona będzie bardzo szeroka. Kto ją zagospodaruje? Z jednej strony na pewno bój o nią stoczą ze sobą PiS oraz konfederacyjna prawica. Na tym polu najmocniejszym zawodnikiem wydaje mi się - z wielu powodów - europoseł PiS Patryk Jaki. Te powody to: jego duża ambicja, suwerenność, polityczny spryt (pamiętacie, jak chcieli go wyśmiać przy pomocy zdjęć w dresie z czasów młodości i jak on to potrafił przekuć na swoją korzyść?) i dość młody wiek połączony z dużym już doświadczeniem w prawdziwej polityce. Ale przede wszystkim to, że Jaki zdaje się rozumieć procesy, o których tutaj napisałem. Świadczy o tym na przykład jego polityczny patronat nad różnymi próbami oparcia tego eurosceptycyzmu na mocniejszych argumentach niż tylko emocje (patrz raport Grossego i Krysiaka). Takie rzeczy będą mu procentowały.

Ale wiadomo, że Jaki nie ogarnie całego spektrum politycznego. Bo w grze będą jeszcze inne tematy. A lewica też ma w Polsce (i też wśród młodych) wielu sympatyków. Jednocześnie także na lewicy zachodzi (może nawet już zaszedł) proces dorastania do Unii. Lewica też ma wiele dobrych powodów, żeby Unię krytykować za to, co robi. Za to, że jest zabawką bogatych (krajów i koncernów) i że ze wszystkimi swoimi neoliberalnymi dogmatami UE stała się w ostatniej dekadzie wehikułem do produkowania strukturalnych nierówności. Słowem - jakiś eurosceptycyzm albo eurokrytycyzm na lewicy będzie się rozwijał. To nieuchronne. Kto go zagospodaruje? Na pewno nie dzisiejsza Lewica. Ona właśnie jest trawioną w brzuchu drapieżnika Donalda. Radośnie w tym brzuchu wymachuje flagą UE. Ale nie zmienia to faktu, że jest trawioną.

Ale Tusk nie zdoła pożreć całej lewicy. Mówię o środowisku. Nie o partii. Jest na to za słaby. Coś się uchowa. Kto będzie umiał to „coś” zagospodarować. Tworząc wehikuł polityczny łączący w sobie lewicową wrażliwość z umiejętnością obrony szerokich mas Polek i Polaków przed nowym kolonializmem UE. Bez totalnego odrzucenia idei eurointegracji jako takiej. Kto? Wymieniłem Zandberga jako symbol. Nie wiem, czy będzie miał na tyle politycznej wyobraźni, by to zrobić. Nie upieram się. Może będzie to ktoś inny. W życiu nigdy nie ma próżni.

Ale jedno wiem na pewno. Taka koalicja może powstać już bardzo niedługo. I będzie - jak to mówią Anglosasi - następną dużą rzeczą. Obserwujcie uważnie sytuację...

Rafał Woś

Czytaj także:

Lubię to! Skomentuj65 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka