Dzięki, panie Gierek

Premiera filmu "Gierek". Fot. PAP
Premiera filmu "Gierek". Fot. PAP
Gdybym miał wskazać jedną jedyną rzecz, która sprawiła, że jestem tym, kim jestem. To byłaby nią… pewna gierkowska inwestycja z lat 1971-1977.

Na ekrany kin w całej Polsce wszedł właśnie długo oczekiwany film „Gierek”. Jako tego filmu współscenarzysta nie zamierzam psuć Państwu zabawy i zdradzać szczegóły fabuły ani - broń Boże - narzucać takiej czy innej interpretacji obrazu. Najlepiej byście wybrali się do kina i wyrobili sobie własną opinię. 

Jak Gierek wpłynął na życie każdego z nas

Ale jak już z filmu wrócicie, to zadajcie sobie pytanie: jak Edward Gierek wpłynął jakoś na wasze życie? Czy coś mu zawdzięczacie? Czy raczej przeciwnie. Uważacie, że bez jego „przerwanej dekady” Polska byłaby lepszym krajem. A w czasie, gdy będziecie się nad tym zastanawiać ja sam dam wam moją własną i dość osobistą odpowiedź. Bo akurat na moje życie Edward Gierek miał wpływ bardzo istotny. 

Zobacz: 

Chodzi o… Centralną Magistralę Kolejową (czyli tzw. CeEmKę) - jedna z ważniejszych gierkowskich inwestycji zbudowana w latach 1971-1977. Powstała jako linia kolejowa, którą miał być transportowany do pozostałych części kraju śląski węgiel. Planowano nawet jej przedłużenie linii do Gdańska i do Olsztyna. Potem jednak zaczęła służyć także do przewozu pasażerów.

Co ma CMK do Wosia? Otóż, bardzo wiele. Bez ceregieli mogę nawet powiedzieć, że gdyby nie było Ceemki to, nie byłoby mnie. A przynajmniej nie byłbym tym, kim jestem dziś.

Ale po kolei. Pochodzę z Myszkowa. 40-tysięcznej miejscowości położonej między Częstochową a Katowicami. W latach 90. XX wieku mieszkał sobie w Myszkowie nastolatek Woś. Ten Woś już wtedy wiedział, że chce być publicystą. Może nie używał jeszcze tego słowa, ale tak z grubsza ubzdurał sobie, że właśnie tym się chciał zajmować w życiu. Kiedyś do Myszkowa przyjechał Marcin Meller. Wtedy słynny już trochę dziennikarz „Polityki”.

Był w szkole Wosia i zbierał materiały do artykułu „jaka jest dzisiejsza prowincjonalna młodzież”. Woś złapał Mellera za rękaw. Zapytał „co trzeba zrobić, żeby pracować w poważnych mediach”? Ale Meller nie był chyba w dobrym humorze. Zmierzył Wosia srogim spojrzeniem, wygiął po mellerowsku wargi. I odpadł: „to trudne, na pewno ci się chłopcze nie uda”. 

Ale Woś się nie zrażał. Wiedział jednak, że realizacja planu o byciu publicystą wymaga przenosin z Myszkowa do Warszawy. Dla światowca może się to wydawać dziecinnie proste. Ale nastolatek Woś światowcem nie był. Nie latał na weekend do Pragi, Londynu ani nawet do Rygi. Co najwyżej jeździł z kolegami pociągiem do McDonald’sa w Częstochowie. Potem na dyskoteki do Huty Starej. Taki to był myszkowski high life. 

Natolatek Woś przemierzał kilometry

Z Myszkowa do Warszawy jest 250 km. Dla Wosia nieświatowca to byłoby bardzo daleko. Mentalna bariera trudna do pokonania. Możecie się z tego śmiać, ale w życiu bywa tak, że nawet najlepsze plany rozbijają się w praktyce o technikalia. Logistyka jest jednym z kluczowych. I tu nastolatek Woś miał szczęście. Miał pod nosem (10 kilometrów) miejscowość o nazwie Zawiercie. W Zawierciu swój początek ma wspomniana Centralna Magistrala Kolejowa.

Leci po niej pociąg bez zatrzymania (potem dodano po drodze przystanek we Włoszczowie) aż do Warszawy Zachodniej. Wtedy (przełom lat 90. i 2000) pociąg PKP te 250 km łykał w niecałe 2 godziny. Alternatywą była podróż samochodem (odpadała), albo alternatywną linią kolejową (via Częstochowa, Piotrków i Koluszki). Ale trwająca już znacznie dłużej. I tu wchodzi psychologia. Gdyby nie było CeEmki to Woś, by pewnie machnął ręką. Pomyślał, że to za daleko i że w ogóle nie warto.

Ale magistrala była. I dało się nawet wyhaczyć taki przejazd (na przykład wieczornym pośpiechem „Batorym” do Budapesztu), który był bardzo tani. Dopiero potem rząd Millera podwyższył ceny biletów dla studentów. Ale nadal się dało. Fakt, że czasem trzeba było przepękać te 2 godziny w korytarzu. Ale się jechało. Przynajmniej na początku to było bardzo ważne. Kluczowe dla podjęcia decyzji o wytoczeniu z rodzinnego gniazda. Oczywiście po drodze było milion okoliczności. Ale jedno nie ulega wątpliwości. Bez CMKi nie byłoby Wosia, którym jest dziś. 

Zobacz rozmowę w Salonie24 z Rafałem Wosiem o "Gierku": 


To wspomnienie we mnie zostało. Myślę, że dzięki temu osobistemu doświadczeniu z magistralą zawsze miałem wobec Gierką dużo szacunku. I nie tylko do Gierka osobiście, ale w ogóle do tego sposobu prowadzenia polityki publicznej, który stawia na inwestycje. Pewnie dlatego, że na własnej skórze doświadczyłem, że to są realne sprawy. Że jak postawisz coś w miejscu, gdzie wcześniej nie było nic. Albo jak stworzysz program społeczny, który zaje ludziom szanse na zrealizowanie jakiegoś pomysłu, to tak naprawdę tworzysz coś niesamowicie ważnego. 

Krytycy o filmie "Gierek"

Oczywiście zawsze znajdą się krytycy. Tacy, co powiedzą, że gigantomania, że można taniej, albo że populizm pod publiczkę. Szczerze? Nie dbam o to. Oczywiście w międzyczasie poznałem wiele bardziej zniuansowanych i wyrafinowanych analiz przydatności inwestycji (tych w infrastrukturę i tych społecznych w ludzi). Wiem, co to keynesowski mnożnik. Rozumiem, jak budując coś można (kontrcyklicznie) wyciągnąć się ze uszy z największego kryzysu. 

Czytaj: 

Znam historię krajów rozwijających się, które podjęły w swej historii śmiałe „skoki cywilizacyjne” w nadziei na lepsze jutro. Teraz już umiem argumentować inaczej. I dopiero z czasem nauczyłem się szanować rozmach inwestycyjny gierkowskiej dekady, gdy stopa inwestycji sięgała 38 proc. PKB (dla porównania w III RP była zawsze w okolicach 20 proc.)

Ale to wszystko ma swoje korzenie właśnie tam. Stoi młody Woś na dworcu w Zawierciu. W plecaku ma bigos od mamy na cały tydzień. Jedzie zawalczyć o marzenia. Patrzę na niego dziś i cieszę się. Cieszę się z tego, że miał w co wsiąść na tym zawierciańskim dworcu. Dzięki, panie Gierek.

Rafał Woś

Lubię to! Skomentuj152 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka