Czy Tomasz Lis zostanie symetrystą?

Tomasz Lis, były redaktor naczelny "Newsweeka".
Tomasz Lis, były redaktor naczelny "Newsweeka".
A dlaczego nie? Skoro za symetrystów uchodzą już podobno Dominika Wielowiejska czy Marcin Meller? Skoro Roman Giertych jest zupełnie na serio obrońcą liberalnej demokracji, a niegdysiejszy „trzeci bliźniak” Ludwik Dorn był przed śmiercią przez kilka lat komentatorem „Polityki”? Dlaczego wiec nie „Lis symetrysta”? Patrząc, jak działa nasza medialna machina to absolutnie wykluczone nie jest.

Jestem autorem, który za „odchylenie symetrystyczne” zapłacił w ostatnich latach wymierną cenę wylatując parę razy z roboty. I właśnie jako stary wiarus od dłuższego już czasu nie wiem jak odnieść się do faktu, że pod sztandarem „symetryzmu” staje tak wielu uczestników naszej publicystycznej debaty. Zwłaszcza tych funkcjonujących na co dzień w ramach liberalnego uniwersum Gazety Wyborczej/Krytyki Politycznej/ OkoPress/ Newsweeka czy Onetu.

Czy mam się z tego cieszyć, czy raczej przeciwnie: smucić i irytować? Jak myślicie? 

Zobacz: 

Kto tu używa propagandy 

Bo z jednej strony to przecież niby dobrze. Taki na przykład admirał Nelson – poległ wprawdzie pod Trafalgarem. Ale w nagrodę mógł sobie potem z nieba popatrzeć na Brytanię, która nie została podbita przez Napoleona i utrzymała panowanie na morzach jeszcze przez sto lat z okładem.

Ja też pamiętam, jak gdzieś koło roku 2016 koledzy-redaktorzy z „Polityki” puścili w obieg hasło „symetryzmu”. Zrobili to właśnie po to, by zdyskredytować i ośmieszyć takich jak ja wtedy. To znaczy autorów jeżących się na to, jak na ich oczach rozkręca się machina propagandowa mająca przekonywać Polaków, że PiS jest najgorszym nieszczęściem, jakie się mogło w tym kraju wydarzyć.

A gdy mówiłeś, że przecież: 500+, stawka godzinowa, wzrost płac, płaca minimalna, zakaz handlu w niedzielę, podatek bankowy, obniżka wieku emerytalnego, więcej regulacji rozbisurmanionego kapitalizmu, więcej państwa w gospodarce. Na co oni reagowali jak królowa angielska znużona przedłużającą się i nieidącą po jej myśli audiencją. Dzwoneczek w dłoń, dzyń dzyń i już lokaj wyprowadza symetrystę z pałacu. Tam, gdzie miejsce pożytecznych idiotów PiSu.

Fakt, że symetryści przyjęli za swój ten sztandar symetryzmu i dumnie się nim teraz wymachują powinien cieszyć starego kombatanta. Prawda? Prawda???!!! 

Fala komentarzy po zatrudnieniu Sekielskiego w Newsweeku. Gratulacje i wątpliwości

Wykastrować symetryzm

No właśnie nie do końca prawda. Bo z drugiej jednak strony coraz częściej wydaje mi się, że ci co chcieli wtedy wykastrować symetryzm, to swój cel osiągnęli. I to w stu procentach.

Bo niestety ten nowy symetryzm nie ma z tamtym symetryzmem (za którym ja się opowiadałem) zbyt wiele wspólnego. Coraz częściej myślę niestety, że stał się listkiem figowym przykrywającym (zresztą niezbyt udanie) stronniczość mediów liberalnych.

Skąd tak gorzka ocena? Bo symetryzm miał być wyrwaniem się z myślenia środowiskowego i blokowego. Ale nie tylko na chwilę. Nie wobec jednej sprawy („wielokrotnie broniłem 500+” – powie ci niejeden liberał będąc przekonanym, że to stanowi zaświadczenie o byciu prawdziwym symetrystą). W symetryzmie – tym z moich marzeń – chodziło o wolność permanentną. O możliwość opisywania polskiej polityki i gospodarki bez przyjętych uprzednio założeń. By patrzeć na rzeczywistość taką, jaka jest. A nie jaką każe nam widzieć pokolenie ojców założycieli III RP.

A tego w mediach liberalnych symetrysta robić nie mógł i nadal niestety nie może. Mechanizm działa na przykład tak: każdy tekst chwalący jakiś aspekt przemian w Polsce po roku 2015 (czy to w polityce społecznej, zagranicznej czy jakiejkolwiek innej) musi być opatrzony olbrzymią ilości przypisów. Zbudowanych na zasadzie, że „przecież nie możemy zapominać, że…".

Bo ma być – jak u Barei – żeby nam te plusy nie przesłoniły minusów. W drugą stronę to jednak nie działa. Teksty o cieniach PiSowskich rządów nie są opatrywane analogicznymi przypisami wspominającymi blaski. Tu zasada „pokazania drugiej strony” już nie działa. Tu można jechać po bandzie. Bo to jest zgodne z antypisowską linią.

W efekcie mamy tu od lat coś jakby autostradę-potworka. Jedna jezdnia (ta w kierunku krytyki PiSu) jest szeroka czteropasmowa i dopieszczona w każdym calu. Po drugiej stronie dźwiękoszczelnego ekranu mamy zaś wąską, kręta i dziurawą drogę gruntową. Jest po czym jechać? No niby jest! „No przecież chwalimy 500+”.

To nie jest żaden symetryzm. To jest jego pozór. W wielu mediach prawicowych z resztą wygląda to dość podobnie. I nawet wielu prawicowców wam to przyzna – spór o symetryzm to nigdy nie była ich kłótnia. Ale liberałowie mitu o swojej zasadniczej odmienności od mediów prawicowych będą bronić do końca.  

Oto nowy naczelny "Newsweeka". Zastąpi Lisa, będą zmiany

Lis też może dołączyć do symetrystów 

Po co więc cała ta mistyfikacja z symetryzmem? Trochę dla poprawienia sobie samopoczucia. W końcu liberałowie lubią myśleć o sobie dobrze jako o tych lepszych od prawicy. Na dodatek symetryzm jest potrzebny do tworzenia pozorowanego ruchu we własnych szeregach. To nawyk wyniesiony jeszcze chyba ze starych czasów medialnej hegemonii – gdy jeden autor ‘Wyborczej” kłócił się z drugim a cała Polska wstrzymywała oddech.

Dziś mamy więc coś na kształt wspomnienia dawnej chwały. W postaci – na przykład - sporów o Balcerowicza (w roku 2022! Sic!) gdzie red. Gadomski bije się z „młodymi” z „Krytyki Politycznej” (przy czym każdy młody jest w wielu inżyniera Karwowskiego). Spory te szerszej publiczności raczej nie zajmują, ale tworzą wrażenie bogatego i pluralistycznego życia wewnętrznego. Podczas gdy mamy tu raczej dość schematyczny taniec, którego kluczowym elementem jest to, by za żadne skarby nie przekroczyć czerwonych linii antypisizmu.

Dynamikę nadaje tym pląsom także ciągłe ciecie skrzydeł. To też logiczne. Z biegiem czasu z obozu liberalnego wydalani lub uciszani byli co bardziej pyskaci. Ale potrzeba posiadania skrzydeł pozostała. W efekcie w ich rolę - chcąc nie chcąc - wcielić się musieli ci, co jeszcze do niedawna siedzieli w bezpiecznym centrum. Tak symetrystką została na przykład Dominika Wielowiejska. Na tej zasadzie wczorajszy jastrząb Tomasz Lis też może się stać symetrystą.

Bo przedstawienie toczyć się będzie dalej...

Rafał Woś 


Lubię to! Skomentuj62 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka