Antypisowska opozycja bez oferty dla ludzi

Opozycja uważa, że Polska jest w "ruinie".
Opozycja uważa, że Polska jest w "ruinie".
Do wyborów mniej niż rok. A opozycja wciąż nie ma żadnej (powtarzam „żadnej”) oferty dla tych, co mają czelność nie podzielać (co najmniej w 150 procentach) ich radykalnej narracji o „pisowskiej Polsce w totalnej ruinie”.

Od roku 2015 polska opozycja pompuje jeden i ten sam balonik. Jest na nim napisane „PiS = wielka katastrofa”. Przy tym baloniku zmieniają się tylko pompujący. Dęli weń i cwany Grzegorz i niewyraźny Borys i złotousty Donald. Swoje dwa czy trzy chuchy dociskali Ryszard (nieco już zapomniany) Ekonomista, sprawiedliwy Adrian, koncyliacyjny Władysław i święty Szymon z TVNu. 

Dmuchają balonik na całego swojski Włodek razem z nieodłączną Anną Marią. Ich wysiłki byłyby oczywiście niewielkie, gdyby nie poparcie jakiego stale udzielają im wielkie miechy medialne, które od dawna nawet nie udają, że próbują to wszystko obiektywnie relacjonować. Balonik więc rośnie, rośnie i rośnie. A opozycja liczy, że uczepiona u jego sznureczka pofrunie już niedługo do wielkiej władzy i zaszczytów.  

Czytaj: Nieciekawa sytuacja na Węgrzech, brakuje paliwa. Obajtek: "Ostrzegałem przed tym"

"Antypis" musi być głośny 

Czy tak będzie? Moim zdaniem nie. Ale trzeba przyznać, że jedno się polskiej opozycji udało. Osiągnęli imponująca jednomyślność i brak rozdyskutowania. Kłócić się tam u nich można jedynie o to, kto dopompował balon antyPiSizmu mocniej. I kto w związku z tym może zająć sobie lepszą pozycję strategiczną do startu po frukta. Z intelektualnego, moralnego czy nawet politycznego strasznie ich ten jedynie słuszny pomysł na totalną opozycyjność wyjałowił. Oni już tego oczywiście nie widzą (tak jak człowiek w samolocie wysoko nad ziemią nie czuje prędkości z którą się porusza). Przez tych już prawie osiem lat zbudowali sobie na opozycji (politycznej i medialnej) bezpieczny świat, z którego usunięto jakiekolwiek wolnomyślicielstwo. W efekcie nie ma tam już nikogo, kto mógłby im ten balonik przekłuć. Zmusić do autorefleksji, samonaprawy czy nawet do zwykłej innowacyjności. Takich śmiałków już dawno wygnano albo zastraszono do tego stopnia, że siedzą cicho jak mysz pod miotłą.

Oglądaj: Jastrzębowski z Wosiem. "Wzrór na Wielką Polskę"


Wszystko to sprawia, że problem opozycji pozostaje niezmienny od wielu wielu miesięcy. Polega on na tym, że zatwardziali antyPiSowcy są w jej szeregach znakomicie dopieszczeni i obsłużeni na wszelkie możliwe sposoby. Donald zapewnia ich, że znów będą Europejczykami. Szymon mówi, że są tymi lepszymi chrześcijanami. Zaś Adrian spieszy rozmasować bóle fantomowe po braku w Polsce „państwa dobrobytu na wzór Szwecji z lat 70.”. 

Czytaj: Młodzieżowe Słowo Roku 2022. Oto zwycięzca, słyszałeś ten wyraz?

Zero diagnozy 

I wszystko ładnie pięknie i cudownie. Tyle nie ma tam żadnej (Ż-A-D-N-E-J) oferty dla tych, co nie podzielają leżącej u podstaw radykalnego antyPiSizmu diagnozy o totalnym upadku Polski pod rządami Kaczyńskiego.

A teraz wyobraźmy sobie wyborcę, który nieszczególnie lubi Zbigniewa Ziobrę i sposobu w jaki ten (nie)przeprowadził reformę sądownictwa - martwi go (lub ją) też chaos prawny, który z tego całego bigosu będzie dla polskiego państwa wynikać. Albo weźmy takiego wyborcę, co nie uważa by było konieczne zaostrzenie przepisów antyaborcyjnych. Albo kogoś, kto jest przekonany, że propaganda w mediach publicznych powinna być robiona inaczej - bardziej po TVNowsku czyli w białych rękawiczkach - a nie tak, jak robił ją Jacek Kurski. Albo może jeszcze zwizualizujmy sobie takiego wyborcę, co uważa, że PiS przesadza z wychyleniem polityki kulturalnej w kierunku patriotycznym. I niepotrzebnie antagonizuje różnych starych i próżnych mistrzów.

Są tacy? Są. Powiedziałbym nawet, że jest ich wielu. 

Czytaj: Nerwy w programie Olejnik, poszło o Lecha Kaczyńskiego. "Co Pan mi tu będzie opowiadał"

Sukcesy PiS? Też są 

A teraz załóżmy, że każdy z tych wyborców jednak za coś ten cały PiS jednak ceni. Jeden za politykę ekonomiczną: za 500plus, które zmniejszyły odsetek dzieci żyjących w biedzie. Albo za podwyżki płacy minimalnej, które zmniejszyły trochę nierówności dochodowe neoliberalnej Polski. Jeszcze inny może cienić PiS za sposób walki z inflacją (osłanianie skutków najbardziej narażonym na wzrost cen bez uderzania obuchem radykalnych cięć i rozwiązać w stylu balcerowiczowskim). Jeszcze inny doceni za szereg ustaw ograniczających samowolę branży lichwiarskiej. Ktoś inny za to, że jednak mieli sporo racji krytykując politykę Niemiec wobec Rosji. Albo bezalternatywność polityki klimatycznej opartej tylko i wyłącznie o gaz od Gazpromu.

Czy są tacy? Owszem. I też jest ich wielu.

A co słyszą ci wyborcy od naszej opozycji? Jaką dostają od niej ofertę? W najlepszym razie żadnej. Oni są dla Tuska, Hołowni, Zandberga czy Czarzastego niewidzialni. Albo jest jeszcze gorzej. Wojowniczy antyPiS w swej binarnej logice uznaje ich po prostu za wrogów. Wedle zasady „kto nie z nami, ten przeciw nam”. Słyszą więc, że „spisane będą słowa i uczynki”. Że po odzyskaniu władzy i uratowaniu demokracji przez złym PiSem nastąpi wielkie tropienie, kto i jak się w czasie „Pisowskiego faszyzmu” zachowywał.

Jak działa na nich taka atmosfera symbolicznego terroru? Myślę, że tak, jak działa na większość ludzi, nieustanne ich straszenie i pohukiwanie. „A idźcie wy wszyscy w cholerę..” - może być jedną z najczęstszych reakcji na taką postawę. I ja się temu nie dziwię.

Patrząc na sprawy zupełnie racjonalnie trudno to zrozumieć. Ja przynajmniej nie potrafię pojąć dlaczego opozycja tak bardzo zaniedbuje normalsów. Ale co ja tam wiem o polityce. W porównaniu z takimi Napoleonami jak Donald, Szymon czy Anna Maria.

Czytaj: Artur Rojek do Łukasza Minty: Spotkamy się w sądzie


Rafał Woś 

Lubię to! Skomentuj174 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka