Handel zwłokami i podsłuch w prosektorium. Wstrząsające sekrety Szpitala Południowego

Redakcja Redakcja Zdrowie Obserwuj temat Obserwuj notkę 45
Afera wokół warszawskiego Szpitala Południowego zatacza coraz szersze kręgi. Po kontrowersjach związanych z wynagrodzeniem byłego koordynatora SOR Dawida Kacprzyka pojawiły się nowe doniesienia. Według ustaleń Onetu w szpitalnym prosektorium przez lata mogło dochodzić do nielegalnego pobierania opłat za usługi związane z wydawaniem ciał zmarłych i organizacją pogrzebów. Portal opublikował również nieoficjalny "cennik", który miał obowiązywać w placówce. Ekspert Onetu mówi wprost, że afera przypomina tę z "łowcami skór" w Łodzi.

Nieoficjalny "cennik" prosektorium Szpitala Południowego

W Szpitalu Południowym funkcjonowało stanowisko koordynatora pracy prosektorium, które zajmował Artur Habowski, co pierwszy ujawnił portal Zero.pl. Według źródeł Onetu to właśnie z jego działalnością mają być związane opisywane nieprawidłowości. To ta osoba prowadziła profil "balsamista eu", na którym publikowano zdjęcia zwłok i kursów z pielęgnacji ciał po śmierci - prawdopodobnie ze Szpitala Południowego. Wczoraj skasowano jego zawartość. 

Z ustaleń Onetu wynika, że w podziemiach szpitala miało dochodzić do pobierania nieoficjalnych opłat za czynności związane z przygotowaniem ciał do pochówku oraz ich wydawaniem rodzinom. Portal dotarł do nieoficjalnego "cennika". Zgodnie z jego treścią zgoda na wydanie ciała miała kosztować 100 zł, przygotowanie zwłok i zabiegi kosmetyczne – od 500 zł, balsamacja – 1000 zł, natomiast za polecenie konkretnego zakładu pogrzebowego rodzina miała zapłacić od 1500 zł.

Byli dyrektorzy Szpitala Południowego, cytowani przez Onet, podkreślają, że wykonywanie takich usług w prosektorium było zabronione. Według ustaleń portalu tylko w ciągu dwóch miesięcy ubiegłego roku w prosektorium przygotowano do pochówku ponad 80 ciał. Przy najniższej wskazywanej stawce oznaczałoby to ponad 40 tys. zł przychodu z samej usługi ubierania zwłok.

Rodziny opisują sposób odbierania ciał. "Nasikał na zwłoki"

Rozmówcy Onetu twierdzą, że rodziny zmarłych były kierowane po kartę zgonu nie do sekretariatów oddziałów, lecz bezpośrednio do prosektorium. Jedna z kobiet opowiedziała, że rozwiązanie to było dla niej szokiem, ponieważ wcześniej w innym szpitalu wszystkie formalności załatwiała na oddziale.

Inna rozmówczyni relacjonowała, że przez długi czas oczekiwała na wydanie ciała bliskiej osoby, podczas gdy do gabinetu koordynatora wchodziły kolejne rodziny, a przed prosektorium pojawiały się następne karawany. – Nie wytrzymałam i zaczęłam głośno mówić, co tu się wyprawia. Zrobiła się awantura. Zaczął straszyć nas ochroną. Nie mogę pojąć, że tak traktował ludzi w żałobie – powiedziała w rozmowie z Onetem.

Kolejna osoba twierdzi, że odbiór ciała miał zostać przyspieszony dopiero po przekazaniu 100 zł pracownikowi zakładu pogrzebowego. Według jej relacji pieniądze miały zostać przekazane bez wystawienia jakiegokolwiek pokwitowania. Inny informator ujawnił, że kierownik prosektorium miał oddać mocz na zwłoki bliskiego, gdy wybrał inną ofertę zakładu pogrzebowego. "Klientka się uparła i zabraliśmy ciało z prosektorium w Południowym. Otwieramy worek — siki. Normalnie nasikał na zwłoki, zapakował i nam przekazał. Jak mi moi pracownicy o tym powiedzieli, zadzwoniłem do niego, a on do mnie: "wy robicie usługi, to sobie umyjcie". To jest skur…" - pisze Onet. 

Zarzuty o faworyzowanie wybranych zakładów pogrzebowych

Źródła Onetu z branży funeralnej twierdzą również, że koordynator prosektorium miał preferować wybrane zakłady pogrzebowe. Firmy, które nie korzystały z dodatkowych usług oferowanych w prosektorium, miały napotykać utrudnienia przy odbiorze ciał.

– Te zakłady, które odbierały od niego gołe ciała, czyli nie dawały mu zarobić nawet na ubieraniu, od razu stawały się jego wrogami – twierdzi rozmówca Onetu.

Prezes Polskiego Stowarzyszenia Pogrzebowego Krzysztof Wolicki ocenił w rozmowie z portalem, że problem nie dotyczy wyłącznie jednej placówki. – To, co się dzieje, to jest handel zwłokami. Prywatne firmy wchodzą w układy z ratownikami pogotowia, lekarzami i szpitalami. To jest handel zwłokami, trzeba to powiedzieć wprost – ocenił. 

Prokuratura bada już jeden z wątków

Od około miesiąca sprawą zajmuje się Prokuratura Okręgowa w Warszawie. Obecnie postępowanie ma jednak dotyczyć wyłącznie podejrzenia fałszowania dokumentacji medycznej w prosektorium. Zawiadomienie w tej sprawie złożył sam Artur Habowski. Według informacji przekazanych przez rzecznika warszawskiej prokuratury koordynator twierdzi, że ktoś ukradł jego pieczątkę i posługiwał się nią do wystawiania nieprawdziwych dokumentów.

Rozmówcy Onetu przedstawiają jednak zupełnie inną wersję wydarzeń. Ich zdaniem Habowski miał zgłosić sprawę do prokuratury, próbując ubiec prokuraturę i przerzucić odpowiedzialność na byłych współpracowników.

Szpital nie komentuje afery 

Onet zwrócił się do władz Szpitala Południowego z pytaniami dotyczącymi zasad funkcjonowania prosektorium oraz sposobu udostępniania chłodni. Placówka nie odpowiedziała jednak na szczegółowe pytania. W przesłanym portalowi komunikacie szpital ograniczył się do stwierdzenia, iż: "Sprawy opisywane w ostatnich dniach dotyczą godności osób zmarłych oraz ich rodzin i dlatego traktujemy je z najwyższą powagą". 

Fot. Szpital Południowy w Warszawie/East News 

Red. 

Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj45 Obserwuj notkę

Komentarze

Pokaż komentarze (45)

Inne tematy w dziale Rozmaitości