Z artykułu dowiesz się:
- Jakie kroki podjęła warszawska prokuratura i o jakich zachowaniach opowiedziały byłe współpracowniczki posła
- Jakie zarzuty dotyczące przemocy, poniżania i narkotyków przedstawił Kanał Zero
- Dlaczego w sprawę zaangażował się detektyw Krzysztof Rutkowski i jak jego obecność może być odbierana przez kobiety
- Jak na aferę Kołodziejczaka zareagowały władze klubu KO oraz minister Marcin Kierwiński
Redaktor Monika Krześniak w Kanale Zero ujawniła, że zgłaszają się do niej kolejne kobiety, które miały zostać brutalnie potraktowane przez Michała Kołodziejczaka. Oskarżenia dotyczą manipulacji i straszenia w miejscu pracy, a te poważniejsze - zażywania narkotyków w czasie zbliżenia intymnego i gróźb śmierci, jeśli ktokolwiek dowie się o patologicznych zachowaniach parlamentarzysty i byłego lidera Agrounii.
Prokuratura wszczyna czynności sprawdzające
W poniedziałek Prokuratura Okręgowa w Warszawie zarejestrowała z urzędu materiały i wszczęła czynności sprawdzające dotyczące zachowań posła Michała Kołodziejczaka. Sprawa dotyczy doniesień o zmuszaniu do określonego zachowania oraz nielegalnym udzielaniu substancji odurzających. Jak informowaliśmy wczoraj, gdy prokuratura oficjalnie zajęła się sprawą posła, decyzja organów ścigania zapadła po publikacjach medialnych dotyczących jego zachowań. Śledczy badają wątki, które w ostatnich dniach wywołały potężne poruszenie na polskiej scenie politycznej.
Wstrząsający reportaż Kanału Zero
Początkiem lawiny był materiał wyemitowany 9 października przez Kanał Zero. W reportażu Moniki Krześniak zatytułowanym „Przemoc, narkotyki i polityka: kobiety oskarżają Kołodziejczaka” dwie byłe współpracownice polityka przedstawiły swoje relacje. Kobiety zarzuciły posłowi przemoc fizyczną i psychiczną, poniżanie, groźby oraz nakłanianie do zażywania narkotyków.
Według słów jednej z kobiet polityk namawiał ją do przyjęcia substancji, którą przedstawiał jako kokainę. Sam miał w jej obecności zażyć bardzo dużą ilość. W opublikowanych przez Kanał Zero nagraniach rozmów telefonicznych słychać, jak była współpracownica zarzuca mu wielokrotne namawianie do narkotyków.
– Wiesz, co jest, ka, przerażające? Jak ty mi proponowałeś narkotyki, 10 razy ci, ka, powiedziałam, że nie, jak i napisałam wiadomości i ty mnie za to przeprosiłeś – mówiła do polityka. Kobieta opisała także agresywne zachowania i groźby. Jak relacjonowała, w trakcie znajomości z posłem miała czuć się zastraszana. – Usłyszałam, że jak komukolwiek powiem, to mnie zabije – relacjonowała przed kamerami.
Opowiedziała również o incydencie, w którym poseł miał rzucić w jej kierunku puszką. Gdy zwróciła mu uwagę, sytuacja miała się pogarszać. Sygnalistka wspominała: „Była sytuacja, że wstał i rzucił obok mnie puszką. Powiedziałam mu, żeby we mnie nie rzucał, bo to jakaś patologia. On wziął nóż i powiedział: 'gdybym chciał, to bym trafił".
Z materiału wynika ponadto, że poseł regularnie poniżał pracownicę i traktował ją z wyższością. Miał jej mówić, że jest nikim więcej niż niewolnikiem. Twierdził, że płaci jej tylko tyle, by przetrwała miesiąc, ale zbyt mało, by mogła rzucić pracę. Z powodu traumatycznych przeżyć kobieta podjęła leczenie psychiatryczne i zdiagnozowano u niej zespół stresu pourazowego (PTSD). Z rozmów ujawnionych przez stację wynika również, że gdy kobieta zarzuciła politykowi posiadanie nagrań ich intymnych zbliżeń, poseł oferował jej kwoty 10, 20 lub 30 tysięcy złotych.
Wstrząsające relacje kolejnych poszkodowanych
Na tym nie koniec. Do Kanału Zero zgłosiły się kolejne kobiety, które oskarżają Kołodziejczaka o zażywanie narkotyków, nakłanianie do tego, groźby i szantaże. Jedna z asystentek polityka opowiedziała, że zażywała zakazane środki z ówczesnym wiceministrem rolnictwa, po czym doszło między nimi do stosunku. W jego trakcie Kołodziejczak zachęcał, by wyjawiła, ile chce zarabiać na stanowisku. - Usłyszałam, że jak komukolwiek powiem, to mnie zabije - relacjonowała w Kanale Zero. Druga z pracownic resortu rolnictwa żaliła się na fatalne traktowanie i pomiatanie przez Kołodziejczaka.
Wizyta w ABW i zadziwiająca rola Rutkowskiego
Michał Kołodziejczak stanowczo odrzuca wszelkie stawiane mu zarzuty i przekonuje, że stał się ofiarą zaplanowanej prowokacji. W niedzielę 11 października poseł pojawił się przed delegaturą Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego w Łodzi. Towarzyszył mu detektyw Krzysztof Rutkowski, co opisywaliśmy szerzej w tekście o tym, jak Kołodziejczak złożył zawiadomienie w ABW w asyście detektywa.
Parlamentarzysta zgłosił podejrzenie popełnienia przestępstwa na swoją szkodę, argumentując, że jest zmuszany do określonego zachowania. Rutkowski oświadczył, że poseł zgłosił się do jego biura już 4 września. Według detektywa polityk miał być szantażowany przez dwie dawne wolontariuszki ze sztabu wyborczego. Według Moniki Krześniak, tego dnia Kołodziejczak został poinformowany przez rodzinę jednej z kobiet, że ta próbowała odebrać sobie życie z powodu posła KO.
KO odcina się od Kołodziejczaka
Polityczne konsekwencje wybuchu afery okazały się natychmiastowe. Już 9 października władze klubu podjęły decyzję o izolacji parlamentarzysty, o czym pisaliśmy tuż po tym, jak Kołodziejczak został zawieszony w prawach członka klubu KO. Parlamentarzyści Koalicji Obywatelskiej zadeklarowali, że nie ma zgody na przemoc.
We wtorek do sprawy odniósł się szef MSWiA Marcin Kierwiński. W rozmowie na antenie TVP Info stwierdził, że poseł musi wyjaśnić ciążące na nim zarzuty. Zaznaczył, że mandat poselski, funkcja ministra ani przynależność partyjna nie zwalniają z odpowiedzialności karnej i społecznej.
Fot. Skandalista Krzysztof Rutkowski z ochroniarzem, łudząco przypominającym policjanta/East News
Red.





Komentarze
Pokaż komentarze (28)