Z artykułu dowiesz się:
- Dlaczego klub KO odsunął Michała Kołodziejczaka na 3 miesiące i jak poważne są wobec niego zarzuty
- Jak obciążają polityka byłe współpracowniczki posła
- Co Krzysztof Rutkowski zapowiadał w sprawie kompromitujących materiałów i
- Na jakim etapie są postępowania prokuratur w Łodzi oraz Warszawie
Wstrząsające relacje w Kanale Zero
Kryzys wybuchł po publikacji materiałów Moniki Krześniak dla Kanału Zero. Byłe współpracowniczki zarzucały w nich Michałowi Kołodziejczakowi przemoc fizyczną i psychiczną, agresję, wyzwiska, poniżanie oraz groźby. Poseł, który wcześniej stał na czele Agrounii, miał wielokrotnie poniżać podwładnych.
W reportażu opisano między innymi sytuację z udziałem jednej z asystentek. Według jej relacji Kołodziejczak rzucił obok niej puszką, a gdy kobieta zwróciła mu uwagę, sięgnął po nóż i powiedział: "Gdybym chciał, to bym trafił”. Byłe współpracownice oskarżyły go także o zażywanie narkotyków oraz nakłanianie kobiet do przyjmowania kokainy.
Michał Kołodziejczak odrzucił zarzuty i nazwał je pomówieniami. Klub Koalicji Obywatelskiej zawiesił posła na 3 miesiące ze skutkiem natychmiastowym. Szef klubu Zbigniew Konwiński poinformował, że formacja oczekuje weryfikacji doniesień medialnych przez właściwe służby.
Ofensywa Rutkowskiego. Zapowiedź ujawnienia kompromatów
W obronie posła stanął Krzysztof Rutkowski. Na antenie wPolsce24 przedstawił się jako jego pełnomocnik, doradca do spraw bezpieczeństwa oraz prywatnie - kolega posła. Jak twierdzi detektyw, Kołodziejczak zgłosił się do jego biura 4 września i mówił o rzekomym szantażu ze strony kobiet, które miały oczekiwać stanowisk i korzyści. Rutkowski zapowiedział pozew na milion złotych przeciwko redakcji Kanału Zero, zarzucając dziennikarzom rozpowszechnianie nieprawdy.
Odnosząc się do nagrania z udziałem posła, Rutkowski przyznał, że jest autentyczne. – Oczywiście, że to głos Michała Kołodziejczaka. Jest to głos, który jednak został zarejestrowany w sposób nielegalny [...] Kobieta ta zdobyła ten dowód w sposób nielegalny – stwierdził detektyw w studiu telewizyjnym.
Kołodziejczak złożył zawiadomienie w łódzkiej delegaturze ABW w niedzielę, 11 października, w towarzystwie Rutkowskiego. Dotyczyło podejrzenia popełnienia przestępstwa na jego szkodę. Następnego dnia Rutkowski wystąpił podczas konferencji prasowej w Sejmie, gdzie przedstawił swoją wersję wydarzeń dotyczącą byłych współpracowniczek posła. Zapowiadał też ujawnienie materiałów, które – jak twierdził – uderzą w polityków obozu władzy.
– Gdy Michał Kołodziejczak wyjdzie już z KO, dojdzie do przekazania kontaktów i wielkiego skandalu [...] Informacje, które ostatecznie przekaże Kołodziejczak, skończą się politycznym trzęsieniem ziemi! – ostrzegał Rutkowski.
W rozmowie z tygodnikiem "Wprost” detektyw przekonywał, że poseł nie zamierza czekać na decyzje partyjnych władz. – On mentalnie nie jest już w klubie. Wkrótce złoży oficjalne pismo o rezygnacji, nie będzie żadnych wyjaśnień. Niewykluczone, że będzie starał się z innymi niezależnymi parlamentarzystami założyć koło poselskie – tłumaczył Rutkowski. Według niego Kołodziejczak może odejść z klubu i dołączyć do niezależnych parlamentarzystów.
Prokuratura bada aferę z Kołodziejczakiem
Zawiadomienie złożone przez Kołodziejczaka w łódzkiej delegaturze ABW trafiło do Prokuratury Okręgowej w Łodzi, ponieważ agencja uznała, że nie ma kompetencji do prowadzenia sprawy. Łódzcy śledczy prowadzą czynności sprawdzające dotyczące zmuszania posła do określonego zachowania i analizują obszerny materiał.
Jak poinformowała Prokuratura Okręgowa w Warszawie, śledczy podjęli oficjalne kroki i sprawdzają sprawę z urzędu. Ich działania dotyczą zarówno zmuszania do określonego zachowania, jak i podejrzenia udzielania środków odurzających. Według deklaracji prokuratury i pełnomocników do Prokuratury Okręgowej w Warszawie zgłosiła się jedna poszkodowana osoba. Formalnego śledztwa w stolicy na razie nie wszczęto, a sprawa pozostaje na etapie czynności sprawdzających.
Fot. Krzysztof Rutkowski/East News
Red.





Komentarze
Pokaż komentarze (30)