Z artykułu dowiesz się:
- Dlaczego samolot Austrian Airlines lądował w Sofii
- Ile osób podróżowało samolotem lecącym z Izraela do Wiednia
- Jak bułgarskie siły powietrzne wykorzystały myśliwiec MiG-29
- Co wydarzyło się we wrześniu podczas lotu na lotnisko Ben Guriona
Dramatyczne chwile na pokładzie. Pilot nadał kod alarmowy
Do niebezpiecznego incydentu doszło wczoraj. Airbus A320 linii Austrian Airlines o rejestracji OE-LZE realizował rejs OS82 z lotniska Ben Guriona w Tel Awiwie do Wiednia. Airbus wzbił się w powietrze o godzinie 18:46 czasu lokalnego.
Samolot leciał do Wiednia, gdy ogłoszono alarm bombowy. Jak wynika z danych Flightradar24, maszyna wleciała w rumuńską przestrzeń powietrzną około godziny 21:10, po czym zawróciła w kierunku Bułgarii. Załoga nadała kod squawk 7700, określający ogólny stan zagrożenia.
– Podczas lotu, na granicy z Rumunią, załoga zgłosiła sygnał o zagrożeniu bombowym i podjęła decyzję o awaryjnym lądowaniu w Sofii – przekazał bułgarski resort transportu. Piloci skierowali samolot do bułgarskiej stolicy. Według doniesień izraelskiej agencji KAN News austriackie władze otrzymały zgłoszenie o podłożeniu bomby. Alarm uruchomił działania służb, choć obecność ładunku wybuchowego nie została potwierdzona.
Myśliwiec MiG-29 poderwany do akcji
W reakcji na zgłoszone zagrożenie bułgarskie lotnictwo wojskowe poderwało myśliwiec MiG-29. Wojskowa maszyna przechwyciła Airbusa i eskortowała go podczas podejścia do lądowania w Sofii. Według doniesień medialnych operacja była koordynowana z Połączonym Centrum Operacji Powietrznych NATO w Hiszpanii.
Samolot wylądował w Sofii o godzinie 21:43 czasu lokalnego. Na płycie lotniska czekały na niego bułgarskie służby. Z samolotu ewakuowano 51 pasażerów i 6 członków załogi. Żadna z 57 osób nie odniosła obrażeń. Służby powołały na miejscu specjalny sztab kryzysowy i wszczęły dochodzenie. Jednostki pirotechniczne szczegółowo sprawdziły samolot oraz bagaże. Nie potwierdzono obecności ładunku wybuchowego, a Austrian Airlines zapowiedziały zapewnienie pasażerom alternatywnych połączeń do Wiednia po zakończeniu kontroli maszyny.
Incydenty lotnicze
Niedzielny alarm pojawił się miesiąc po innym groźnym incydencie związanym z lotem do Izraela. We wrześniu, podczas lotu Flydubai z Dubaju do Tel Awiwu, drugi pilot Hammam al-Hammami zaatakował kapitana Smita Machchhara – według części doniesień siekierą pokładową, a według innych nożem – i próbował przejąć kontrolę nad samolotem. Według doniesień najprawdopodobniej planował rozbić maszynę na lotnisku Ben Guriona. Samolot lądował awaryjnie w Tabuku w północno-zachodniej Arabii Saudyjskiej.
Kapitan stawiał opór, a pasażerowie i członkowie załogi obezwładnili napastnika. O sprawie pisaliśmy, gdy samolot do Izraela nadał alarm i został skierowany do Arabii Saudyjskiej.
Po wrześniowym incydencie rząd Izraela nakazał szczegółową weryfikację przeszłości wszystkich pilotów wykonujących loty do tego kraju. W przekazanych informacjach nie podano, jakimi konkretnie metodami miały być sprawdzane ich życiorysy. Zarządzenie dotyczyło pilotów obsługujących połączenia do Izraela.
Fot. Airbus A320 Austrian Airlines/East News
Red.





Komentarze
Pokaż komentarze (1)