Z artykułu dowiesz się:
- O powodach rozstania minister z rządem
- O kulisach chłodnej reakcji premiera na dymisję
- Jakie są nazwiska na giełdzie potencjalnych następców
- Szczegółów sejmowego starcia o limity kadencji
Echa dymisji Pełczyńskiej-Nałęcz
Decyzja o rezygnacji zapadła po burzliwych wydarzeniach w parlamencie. Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz jako pierwsza poinformowała o odejściu z rządu Donalda Tuska we wpisie na platformie X, opublikowanym w czwartek. Wraz z rezygnacją ze stanowiska ministerialnego ustąpiła także z funkcji przewodniczącej Polski 2050.
Bezpośrednią przyczyną rezygnacji szefowej resortu było czwartkowe głosowanie w Sejmie w sprawie dwukadencyjności samorządowców. Sejm odrzucił wówczas projekt PSL dotyczący zniesienia limitu kadencji włodarzy. Przeciw zagłosowało 215 posłów, przy 213 głosach poparcia i 9 wstrzymujących się.
Minister funduszy ostro zareagowała na przebieg sejmowego starcia i postanowiła opuścić gabinet. – Wartości są dla mnie ważniejsze niż stołki – napisała w oświadczeniu w mediach społecznościowych. O kulisach tego sporu informowaliśmy już, gdy Sejm utrzymał dwukadencyjność, a Pełczyńska-Nałęcz ogłosiła odejście z rządu.
Tusk o "pogubieniu” Pełczyńskiej-Nałęcz
Do decyzji minister premier odniósł się w piątek podczas rozmowy z dziennikarzami. Na konferencji padło pytanie o tę rezygnację. Szef rządu zamilkł na kilka sekund, po czym ocenił swoją podwładną. Zaznaczył, że współpraca z Pełczyńską-Nałęcz od dłuższego czasu "nie była najłatwiejsza", a trudności nie dotyczyły wyłącznie jego relacji z szefową resortu.
Premier nie szczędził mocnych słów pod adresem odchodzącego członka Rady Ministrów. Stwierdził, że Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz jest "politycznie bardzo pogubiona". Dodał, że forma rozstania z gabinetem mogła wyglądać inaczej.
– Myślałem, że zanim odejdzie to zadzwoni chociaż i powie, że się znudziła ta praca – powiedział Tusk. Według premiera ta rezygnacja nie będzie miała żadnego znaczenia dla dalszej pracy koalicji. W obozie władzy dymisja bowiem - jak stwierdził - nie wywołała nerwowości, a premier zaznaczył, że koalicja będzie dalej pracować.
O nastrojach po decyzji ministry mówił w piątek na antenie radia RMF FM poseł Bartosz Romowicz z Polski 2050. – Słyszałem, że strzeliły korki szampana – przyznał parlamentarzysta, komentując reakcję na odejście Pełczyńskiej-Nałęcz. Romowicz ocenił również, że głosowanie w sprawie dwukadencyjności było jedynie pretekstem do rezygnacji.
Kto przejmie resort funduszy?
Odejście minister Pełczyńskiej-Nałęcz otworzyło dyskusję o obsadzie wakatu w resorcie odpowiedzialnym za środki europejskie. Poseł Bartosz Romowicz wskazał, że Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej powinno pozostać w rękach Polski 2050, a premier Donald Tusk zaakceptuje kandydata wskazanego przez koalicjanta. Szef rządu poinformował już, że ma dwie kandydatury.
Giełda nazwisk ruszyła bardzo szybko. Jak wynika z ustaleń portalu Wirtualna Polska, wśród potencjalnych następców Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz wymieniani są obecni wiceministrowie: Jan Szyszko oraz Jacek Karnowski. Obaj politycy pełnią obecnie funkcje wiceministrów w resorcie funduszy i polityki regionalnej.
Rozmowy dotyczące obsady ministerstwa toczą się w koalicji. Polska 2050 ma wskazać kandydata, którego zaakceptuje premier. Donald Tusk zapowiedział, że nazwisko nowego ministra poda wkrótce do publicznej wiadomości.
Fot. Donald Tusk, premier RP/East News
Red.




Komentarze
Pokaż komentarze (81)