Hołownia stawia warunek koalicji. Kolejna dymisja w rządzie

Redakcja Redakcja Rząd Obserwuj temat Obserwuj notkę 77
Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz złożyła w czwartek wieczorem rezygnację ze stanowiska ministra funduszy i polityki regionalnej oraz z funkcji szefowej Polski 2050. Jej decyzja wywołała w piątek natychmiastowy efekt domina i kolejne odejście z resortu. Szymon Hołownia w piątek uspokoił wyborców, że jego partia pozostanie w koalicji, a czarny scenariusz jest "nikły". Natomiast Polska 2050 wyjdzie z rządu, jeśli partnerzy nie dotrzymają umowy, związanej m.in. z podziałem resortów.

Z artykułu dowiesz się:

  • Jak czwartkowe głosowanie w Sejmie wpłynęło na dymisję minister
  • Dlaczego Jan Szyszko natychmiast odszedł z resortu
  • Co o rezygnacji Pełczyńskiej-Nałęcz powiedział Donald Tusk w Indiach
  • Jakie ultimatum koalicjantom postawił marszałek Sejmu Szymon Hołownia

Bunt w Ministerstwie Funduszy

Bezpośrednią przyczyną politycznego trzęsienia ziemi stało się czwartkowe głosowanie w Sejmie nad projektem Polskiego Stronnictwa Ludowego. Dotyczył on zniesienia limitu dwóch kadencji dla wójtów, burmistrzów i prezydentów miast. Sejm ostatecznie odrzucił tę propozycję wynikiem 213 głosów za, 215 przeciw oraz 9 wstrzymujących się.

Projekt ludowców poparła jednak większość posłów koalicji rządzącej. W tym gronie znalazła się również znaczna część parlamentarzystów Polski 2050 – z 15 głosujących posłów tej formacji za utrzymaniem dwukadencyjności opowiedziało się zaledwie trzech. Na reakcję szefowej partii nie trzeba było długo czekać. PSL oskarża teraz Lewicę i Polskę 2050 o łamanie ustaleń koalicyjnych. 

W czwartek późnym wieczorem Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz opublikowała na platformie X oświadczenie, w którym ogłosiła odejście z rządu oraz rezygnację z kierowania ugrupowaniem.

- Odchodzę z rządu Donalda Tuska, bo wartości są dla mnie ważniejsze niż stołki – podkreśliła była już minister. Dodała również gorzką ocenę postawy swoich sojuszników: – Koalicja, w tym niestety znaczna część posłów Polski 2050, stanęła przeciw ludziom, a za politykierskimi układami. To nie pierwsza taka decyzja koalicji, ale fundamentalnie ważna.

Motywem do podjęcia takiej decyzji było również narastające napięcie wokół pozycji samej minister. Pełczyńska-Nałęcz miała bezskutecznie ubiegać się o fotel wicepremiera, podczas gdy funkcję tę miał objąć Andrzej Domański. Jej stosunki z Donaldem Tuskiem od początku jej współpracy w ramach rządu były fatalne. Media i sama minister sugerowały, że zachowania premiera na posiedzeniach gabinetu noszą cechy mobbingu. - Wszystkie światła na panią - rzucił Tusk w świetle kamer, podczas przywitania szefów resortów na jednym z posiedzeń rządu.  


Jan Szyszko idzie w ślady Pełczyńskiej-Nałęcz

W piątek resortem wstrząsnęła kolejna dymisja. Rezygnację złożył wiceminister Jan Szyszko, prosząc premiera o odwołanie go z funkcji sekretarza stanu. W opublikowanym na platformie X obszernym oświadczeniu ostro podsumował dotychczasową działalność koalicji.

- Nasz rząd miał być nową jakością: skończyć z kolesiostwem, rozliczyć łamanie prawa, naprawić sądy, uzdrowić budżet. Ówczesny lider mojej partii mówił o zabraniu tłustym kotom kuwet i braku powrotu do 2015 r. Trzeci rok rządzenia jest dla tych obietnic brutalny – napisał Szyszko.

- Kolesiostwo – afera szpitalna jest jego symbolem, Mateccy śmieją się sprawiedliwości w twarz, a do odbierania TK z rąk polityków nie znaleziono nikogo bardziej apolitycznego niż prawa ręka Premiera RP – dodał wiceminister.

Wiceszef resortu uznał czwartkowe głosowanie za logiczny etap porzucenia wyborczych zobowiązań na rzecz partykularnych interesów partyjnych. - Koalicja jest dziś w innym miejscu niż 15 października 2023 roku. Nienawiść, jaką wielu polityków tej Koalicji wylało z siebie po odejściu Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz tylko utwierdziła mnie w tym wniosku. To nie jest moje miejsce. W tej sytuacji złożenie rezygnacji jest jedynym uczciwym zachowaniem – podsumował Szyszko.

 


Tusk z Indii: "Politycznie pogubiona”

Do rezygnacji Pełczyńskiej-Nałęcz odniósł się przebywający z oficjalną wizytą w Indiach Donald Tusk. Podczas briefingu prasowego w Bengaluru premier nie krył krytycznego stosunku do byłej minister. Tusk reagował na dymisję Pełczyńskiej-Nałęcz właściwie z satysfkacją i zaznaczył, że współpraca z nią od dłuższego czasu nie należała do najłatwiejszych.

Szef rządu ocenił odchodzącą minister jako osobę politycznie bardzo pogubioną. W swojej wypowiedzi pozwolił sobie także na uszczypliwy komentarz dotyczący formy rozstania. - Myślałem, że zanim odejdzie, to zadzwoni chociaż i powie, że się znudziła tą pracą – stwierdził Donald Tusk.

Jednocześnie premier poinformował, że wytypował już dwie kompetentne kandydatki na stanowisko nowego szefa Ministerstwa Funduszy i Polityki Regionalnej. Premier ogłosi nazwisko nowej minister natychmiast po powrocie do kraju. Nie konsultował tych kandydatur z Polską 2050. 

Hołownia stawia ultimatum

Sytuację stara się opanować lider Polski 2050 Szymon Hołownia, który wystąpił na konferencji prasowej w Sejmie. Najpierw podziękował Katarzynie Pełczyńskiej-Nałęcz za jej pracę w rządzie. Następnie poinformował dziennikarzy, że do Kancelarii Premiera, Kancelarii Sejmu ani władz partii wciąż nie wpłynęły żadne oficjalne dokumenty dotyczące dymisji Pełczyńskiej-Nałęcz.

Marszałek Sejmu zadeklarował, że partia nie zamierza opuszczać koalicji rządzącej, jednak postawił twarde warunki dotyczące obsady zwolnionego stanowiska. Ocenił szanse na "czarny scenariusz" jako "nikłe". Jeśli jednak funkcja szefa resortu funduszy nie przypadnie przedstawicielowi Polski 2050, Hołownia zarekomenduje wycofanie wszystkich ministrów partii z Rady Ministrów. Oznaczałoby to w teorii dalsze popieranie rządu w parlamencie, ale bez zasiadania przy stole Rady Ministrów.  

 

Fot. Szymon Hołownia w Sejmie/East News

Red. 

Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj77 Obserwuj notkę

Komentarze

Pokaż komentarze (77)

Inne tematy w dziale Polityka