Jakiś czas temu niejaki M. Meller, prowadzący w TVN-ie dość głupawy program, w liście otwartym „przyłożył” premierowi. W jego ślady poszło kilku celebrytów.
TVN podchwycił temat i urządził weekendowy„show”.
Do „śniadania” zaproszono najbardziej „niezadowolonych” i samego Tuska.
Zaskakujące, że Premier był wyjątkowo zdenerwowany. Trzeba było popatrzeć na to jak wygląda, a nie co mówi.
Ale adwersarze mu bardzo pomogli. Spanikowani Lipiński i Meller od razu „dali ciała”. Po jakimś czasie także Kukiz „zaplątał się w zeznaniach”, w czym wybitnie pomagał mu prowadzący.
Najlepiej wypadł Hołdys. Widać, że „trenuje” (felietony we „Wprost”). Tyle, że Tusk – odpowiadając na jego najważniejszy zarzut – bronił się, używając argumentów „nie na temat”. Przecież nie o dotacje partyjne chodziło, a o profity wynikające z bycia kimś w PO. Hołdys nie skontrował i wyszło, że premier ma rację.
Zupełną porażką były „pytania” widzów. Najważniejsze dotyczyło karania posiadaczy niewielkiej ilości narkotyków na własny użytek. Zresztą w tym momencie Meller był już "po stronie władzy".
Dzieła dokonały skwapliwe przytakiwania Kukiza i Lipińskiego (po co on tam poszedł?), że w pewnych kwestiach zgadzają się z premierem.
No i bezczelne stwierdzenie premiera: MY PROWADZIMY WŁASNE ŚLEDZTWO W KATASTROFIE SMOLEŃSKIEJ!
I CO??? Któryś "odważny" to skontrował?


Komentarze
Pokaż komentarze (24)