Pańskie refleksje w ostatniej notce " Cholernie szkoda koalicji PO-PiS" są krótkie i precyzyjne, toteż krótko i możliwie precyzyjnie popolemizuję. Ale nie z zasadniczym tematem wypowiedzi, bo zgadzam się z komentarzami, przede wszystkim Kataryny i Venissy, że Tusk nie ma dziś problemów z Pawlakiem, tylko z samym sobą. Nie bójmy się sięgać do naszej ludowej mądrości i przypomnijmy chociażby to przysłowie: "z kim przestajesz, takim się stajesz". A już wiemy z jakimi przyjaciółmi i kolegami przestaje Premier.
Ale do rzeczy - Pańska książka pójdzie fałszywym tropem, jeśli nie zwróci Pan uwagi na istotną różnicę w tym niby podobnym zestawieniu: "PiS poszło w smugę populizmu, PO w smugę postkomunizmu. (...) Jedna (formacja) zaczęła flirtować z populizmem, druga z postkomunizmem".
Otóż z flirtu z populizmem można łatwo wyjść, populizm można ucywilizować, wchłonąć, w ostateczności unicestwić (stało się to ostatnie - na własne życzenie populistów ). Z flirtu z postkomunizmem się nie wychodzi tak prosto, jeżeli w ogole się wychodzi. Ani ucywilizować nie można, ani unicestwić. Bo ten flirt zakłada powrót twardych służb. Pamiętamy to szczególne zainteresowanie Tuska w 2005 roku resortami siłowymi. Zarzadzając resortami siłowymi szybciej by "rozwalił" PiS, nawet niewykluczone, że w sensie dosłownym, w bardzo krótkim czasie. Szybciej niż załatwił Kamińskiego - czy raczej zdaje mu się, że załatwił, bo ja należę do tych, co nie tracą nadziei.
I to jest zasadnicza różnica między PO i PiS i przyczyna, dla której nie mogło być PO-PiSu. Chociaż nie - zasadnicza była i jest w innym postrzeganiu Państwa i Narodu przez przywódców tych dwóch formacji.
Pozdrawiam



Komentarze
Pokaż komentarze (2)