Trwa przesłuchanie Chlebowskiego. Nie mam możliwości śledzić wszystkiego od początku do końca – oglądam tylko dłuższe fragmenty – ale jakiś ogólny obraz całości z tych ułomków mi się składa.
„- Proszę mi wierzyć, szanowna pani poseł, szanowny panie pośle.
- Proszę przyjąć do wiadomości, że nie wiem, nie pamiętam.
- Proszę do mnie nie apelować” – z tych zwrotów Chlebowskiego, pierwszy, „proszę mi wierzyć”, padł chyba ze sto razy i stał się myślą przewodnią organizującą podstawową linią obrony przesłuchiwanego.
To odwoływanie się do osobistego zaufania jest w jego przypadku zrozumiałe – naprzeciwko dokumentów, stenogramów, tajemnych rozmów i spotkań mamy magiczne zaklęcie „proszę mi wierzyć”. Jak w klasycznej baśni, gdzie zawsze występują źli antagoniści i życzliwi donatorzy, przekazujący dobremu lecz zazwyczaj nieszczęśliwemu bohaterowi środek magiczny lub magiczne zaklęcie (np. „sezamie otwórz się”), tak i tutaj ten magiczny zwrot ma pomóc bohaterowi wybrnąć szczęśliwie z trudnej sytuacji i pokonać antagonistów.
Gdy piszę te słowa, słucham i oglądam jednocześnie ostatnie minuty przesłuchania. I słyszę co chwilę, jak najważniejszym argumentem w krzyżowym ogniu pytań obecnych już na sali tylko Kempy, Wassermanna i Arłukowicza staje się magiczna formuła „proszę mi wierzyć”. A przew. Sekuła, jak dobry donator w baśni, utrudnia antagonistom życie.
Czy skończy się to jak w baśni – rządzili długo i szczęśliwie?
Mam nadzieję, że nie, bo to co widzimy, to zła baśń. Z odwróconymi rolami. Donator nie jest dobrym darczyńcą, antagoniści jacyś sympatyczni w większości, a bohater w żaden sposób nie przypomina dziewczynki z zapałkami.



Komentarze
Pokaż komentarze (17)