Dzisiaj przez krótką chwilę – kilkanaście minut – pełniłem wartę przy trumnach Marii i Lecha Kaczyńskich. To, być może, była najważniejsza chwila w moim życiu. Z trudem ukrywałem wzruszenie.
Przede mną w milczeniu przesuwali się ludzie. Wszyscy ze znakiem krzyża, wielu przyklękało, niektórzy szeptali słowa modlitwy.
Czasem ktoś zaszlochał, ktoś inny zasłabł (z rozpaczy, ze wzruszenia), jeszcze ktoś na dłużej się zamyślił, delikatnie przywołany do rzeczywistości przez porządkowych.
Przede mną przechodzili Polacy - młodzi i starzy, dzieci i dorośli, zdrowi i chromi. Przechodzili w skupieniu, nabożnie, dostojnie.
Zobaczyłem Polskę. Tę prawdziwą. Znam tę Polskę. To nie Polska salonów Wojewódzkiego, Majewskiego i wirtualnych obrazków telewizyjnych.
Tę Polskę kochał Lech Kaczyński, Prezydent Najjaśniejszej Rzeczpospolitej. Na tę Polskę był chory.



Komentarze
Pokaż komentarze (79)