Mają mi niektórzy za złe, że się nie zmusiłem do uczestniczenia w uroczystościach beatyfikacyjnych Księdza Jerzego na Placu Piłsudskiego. Że wolałem te chwile przeżywać samotnie
Po prostu nie mogłem. Także i dlatego, że wiedziałem , że nie opanuję wzruszenia. A wzruszenie nie jest na pokaz.
Z ogromną siłą wrócił do mnie dziś tamten czas. Zwłaszcza te miesiące po śmierci Księdza Jerzego, gdy wydawało się, że peerel trwać już będzie do końca naszych dni, moich dni, a może i moich dzieci. Kto z młodych, nawet tych niewiele młodszych od mojej generacji, może sobie wyobrazić, jak potwornie przygniatająca była ta świadomość. Jak mogła odbierać siły i nadzieję. Żyć w peerelu do końca swoich dni!
Po śmierci Księdza Jerzego, po tych koszmarnych dniach niepewności, lęku i nadziei, że może żyje, dostałem konspiracyjną prośbę o kolejne spotkanie z młodzieżą. Znów, jak od dwóch lat, pod wyszeptany na ucho adres, przez podwórka, zakamarkami, szedłem na ostatnie tajne spotkanie z kilkunastoma gliwickimi uczniami szkół średnich. Chcieli porozmawiać o Księdzu Popiełuszce, o śmierci i przyszłości.
A ja już wiedziałem, że będzie to ostatnie spotkanie, że nie mam prawa ich dalej narażać, bo się krąg wobec mnie zaciska – dopiero co musiałem opuścić kolejne liceum, a jeszcze po miejskich demonstracjach biją moich uczniów, nieumiejących mnie rozpoznać na podsuwanych im zdjęciach. I że w studium nauczycielskim, w którym mi łaskawie pozwolono mieć zajęcia z literatury dla dzieci, też długo nie pouczę, bo okazuje się, że bajki i baśnie mają nieprzyjemne i bardzo współczesne przesłania.
Z ogromną siłą wrócił do mnie tamten czas i nałożył się na ciężar współczesnych wydarzeń. Mogłem mieć prawie pewność, że Święto Księdza Jerzego będzie układne i grzeczne. Że nie będzie miało nic z ducha i klimatu Jego nauczania; że nikt nie odważy się choćby delikatnie odnieść do istoty Jego przesłania i zapytać, czy mamy aby pewność, że nie dajemy się dziś zwyciężać złu.
Szczęściem, przejmujące i mądre były słowa przedstawiciela Benedykta XVI, abp. Angelo Amato. Kiedy słuchałem, jak mówi: „Oprawcy z pogardą odnosili się także do śmierci”, myślałem o tych, przecież nie oprawcach, którzy bez szacunku odnoszą się do śmierci smoleńskiej.
I jakbym słyszał zmęczony, ale mocny, upominający bez nienawiści głos Kapłana z Żoliborza: „Naród ginie, gdy brak mu męstwa, gdy oszukuje siebie, mówiąc, że jest dobrze, gdy jest źle, gdy zadowala się tylko półprawdami”.
Czy też to słyszycie? Ktoś tam słyszy.



Komentarze
Pokaż komentarze (19)