Wszystko rozegrało się w szatni. Gruchła wiadomość o możliwości zwycięstwa Greków z Rosją. Nikt o tym wcześniej nie pomyślał. Z Rosją w ćwiećfinale już wcześniej wszyscy się pogodzili. A tu nagle...?
O czym pomyśleli piłkarze, no, o czym? Zwłaszcza polscy. Że jest szansa wyeliminować "ruskich". Bo w zwycięstwo już zwątpili. 45 minut harówy w pierwszej połowie i nic, a sił nie ma. Można grać na remis, tylko po co. Ani nam, ani Czechom do niczego to niepotrzebne. A otworzy Rosjanom drogę do drugiej tury i może nawet na podium, bo o takich słyszało się u nich apetytach. Przejdą lepszą różnicą bramek, przy tej samej ilości punktów, co Czesi. Niech więc nasi południowi sąsiedzi wygrają.
I zagrało się na porażkę. Ale: "Polacy, nic się nie stało..." - bo Moskwę pociągnęliśmy za sobą. Jest się z czego cieszyć.
Do czego to prowadzi rusofobia! I piesoogrodnictwo. I historia w szkole!
Apeluję do rządzących, do min. Szumilas w szczególności - jeszcze mniej historii w programach nauczania, zwłaszcza tej o polsko-rosyjskich relacjach. Wymazać Żółkiewskiego, zapomnieć o ks. Skorupce. Wielbić Berię. No i oczywiście konieczny adres parlamentarzystów z pewnego Ruchu do Rosjan. Izwinitie.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)