Gdzie byłby dziś śp. Prezydent Lech Kaczyński?
Tam, gdzie być powinien Prezydent RP. W Kijowie. Razem z głowami państw Litwy, Łotwy, Estonii, może Słowacji, Czech i Rumunii.
I powiedziałby to, co zawsze mówił w takich chwilach, w Gruzji, na Westerplatte, że jest tu, by bronić niepodległości Polski. Bo niepodległość Ukrainy, to również niepodległość Polski. I pozostałych, niegdyś satelickich krajów sowieckich.
Demonstracja jedności państw Europy Środkowej stanowiłaby siłę, zdolną uruchomić poważną aktywność Zachodu i USA. I przekonać Ukraińców, że naprawdę nie są sami.
Gdyby żył. I przez ostatnie cztery lata umacniał „sojusz jagielloński”. Ale go nie ma. Zginął pod Smoleńskiem. Nawet ostatni głupcy przyznają dziś, jeszcze szeptem, jeszcze tylko przed sobą, że tragedia na Siewiernym nie była żadnym przypadkiem.
Dziś tylko przed sobą. Jutro...?


Komentarze
Pokaż komentarze (30)