Sitcom Tomasza Lisa oglądam rzadko. Jeśli decyduję się na oglądanie ,to nie z powodu Lisa, ale z powodu gości , których zaprasza. Tak się stało wczoraj ,gdy dowiedziałam się o uczestnictwie w jego programie Lecha Wałęsy .Wałęsa uczestniczył ze studia w Gdańsku, a w Warszawie rozmówcą Lisa był profesor Zybertowicz. Tematem dyskusji była oczywiście książka historyków IPN. Wcześniej, w programie Moniki Olejnik , Gromosław Czempiński (zastrzegając się ,że jedna teczka Bolka zniknęła ) ironizował ,że wszystko to, co jest w dostępnych dokumentach Bolka ,które widział w 1990 r. , to fałszywki. Po dzisiejszej publikacji Rzepy na temat książki Cenckiewicza i Gontarczyka wiemy więcejna temat jej zawartości cyt. z onet.pl „ W swojej książce wymieniają m.in. kwestionariusz ewidencyjny internowanego Wałęsy. Napisano w nim, że Wałęsa był "29.12.1970 pozyskany do współpracy z SB. W okresie 1970 – 1972 przekazał szereg informacji dotyczących negatywnej działalności pracowników stoczni". Wiemy też, że historycy skupili się na losach teczek Bolka po roku 1990.
Próba powtórzenia wywodów Wałęsy musi spalić na panewce. Inwektywy pod adresem por. Zybertowicza ,(ja mam dwa tytuły profesora i jakieś tam śmieci ..nie będą mi tu..). oraz w stosunku do wszystkich, którzy mają wątpliwości co do roli Wałęsy w przeszłości (: to wy jesteście ub-ekami ) , nieczytelne wypowiedzi. Jednakże w jego wywodach dwie odpowiedzi na pytania red. Lisa i prof. Zybertowicza wprawiły mnie w prawdziwe osłupienie. Pierwsza to odpowiedź na pytanie Lisa , dlaczego Wałęsa wycofał swoje oświadczenie telewizyjne w 1992 r , w którym przyznawał się do współpracy z SB . kto mu to doradził?Wałęsa: ja sam ..w pierwszym oświadczeniu powiedziałem nie tak, za dużo, pogmatwałem i musiałem poprawić..
Drugie pytanie dotyczyło sprawy kapitana Hodysza, który współpracował z Solidarnością (via Borusewicz ) , a którego Wałęsa w poprzez Milczanowskiego , odwołał z funkcji szefa Delegatury UOP w Gdańsku . Na pytanie prof. Zybertowicza , dlaczego odwołał z urzędu człowieka, który 6 –letnim wiezieniem zapłacił za pomoc Solidarności ,a na jego miejsce powołał oficera, który go „gnębił” Wałęsa powiedział:Z potoku słów wyłaniam sam powód:” –bo Hodysz organizował ścieżki zdrowia, i nie był taki czysty...potem się naprawił......Profesor Zybertowicz zapytał wiec : dlaczego Pan, Panie prezydencie nie powiedział tego wcześniej? Odpowiedź Wałęsy: bo nic nie mogłem udowodnić, nie mogłem powiedzieć...Hodysz zdążył wyczyścić papiery, a ja swoich nie ....”No, bo nie musiałem!!! (poprawił się sprytnie)
Co powiedział nam Wałęsa? Przejęzyczenie, zła konstrukcja wypowiedzi czy „za dużo” tak jak w pierwszym , telewizyjnym oświadczeniu w TV w 1992 roku, po ujawnieniu listy Macierewicza? Każda praktycznie wypowiedź Wałęsy wymaga tłumaczenia przez „wałęsologa”. Powtórzę ,wpisany w jakimś komentarzu ,dowcip syna Wałęsy , który wysłał sms-do swego kolegi: co łączy mojego ojca z papieżem Benedyktem XVI- odpowiedź; obaj źle mówią po polsku.
Lis poruszył także sprawę słynnego „obiadu Drawskiego” („afera drawska” gdy generałowie, zachęceni przez prezydenta Wałęsę, głosowali, czy chcą ówczesnego ministra obrony). Odpowiedź Wałęsy byłą mniej więcej taka: Panie, pojechałam do Drawska, powiedziałem żeby sobie tych dwóch dało po jednym....potem wróciłem do Warszawy ,a oni dalej tam....po kilku kolejnych banałach, z których nie wynikała żadna odpowiedź na pytanie -Lis przerwał wypowiedź Wałęsy. Przytoczę w przypisach za Przeglądem(50/2001) z dnia 17.12.2001 r artykuł Marcina Pietrzaka kulisy” obiadu w Drawsku.”
W notce „Kto chwieje pomnikiem Wałęsy” uznałam ,ze najskuteczniej robi to on sam. Podtrzymuję to w całej rozciągłości .Postument mocno skruszał . Im więcej rozmów z Wałęsą, im więcej pytań o niewygodne dla niego zdarzenia z przeszłości, tym więcej rys. Pisałam też o nieprzewidywalności Wałęsy. Postawiłam też tezę , że Wałęsa dla ochrony własnego mitu zdolny jest do nie liczenia się z kimkolwiek. Że , prowokowany- będzie „kopał” innych .Wczoraj udowodnił to w stosunku do kapitana Hodysza. Na kogo padnie następnym razem?Gdyby nie choroba Wałęsy – nie byłyby potrzebne książki do wyjaśniania zdarzeń na podstawie ich dokumentalnego tłą z przeszłości. Wystarczyłby do tego same rozmowy z Wałęsą. Jednak świadomość tej choroby , nie pozwala mi na sugestię na stosowanie tego typu metody. Ile emocji musi bowiem budzić konieczność ukrywania prawdy w trakcie takich pytań??? Postawa Wałęsy , chroniącego za wszelką cenę „idealnego portretu indywidualnego pogromcy komuny” wpisuje się w opis otoczenia Wałęsy jesieni roku 1994 r.cyt. za Przeglądem „, a więc na rok przed wyborami prezydenckimi, Lech Wałęsa wespół z najbliższymi współpracownikami zaczęli grzebać koło ustroju państwa, nie kryjąc się wcale z chęcią przerobienia go na prezydencki. Z poświęceniem pomagali mu w tym dziele starzy oficerowie dawnej Służby Bezpieczeństwa oraz zaadaptowani do nowych czasów generałowie silnie zakorzenieni w nie do końca przecież odrzuconych strukturach Ludowego Wojska Polskiego. Ten militarno-policyjny dwór kokietował Wałęsę bezwstydnie, wmawiając mu, że jest mężem opatrznościowym Polski, czyli neoPiłsudskim ni mniej, ni więcej...”
Czy po ustaleniu wszystkich faktów dojdziemy do wniosku,ze Wałęsa w 1970 roku, wraz z innymi stoczniowcami , jako główny cel protestu uznał podwyżki mięsa? A w 1980 jego celem były, jak pisze w komentarzu ktoś w portalu onet :Chciał żeby jego wnuki uczyły się i leczyły za darmo, jeździły na wczasy z FWP i dostały mieszkanie z Spółdz.Mieszk. za 10%wartości. Miał takie marzenia i tyle..” Nie sądzę.
Czy będzie to konstatacja z ostatniej homilii ze mszy dla Polonii ks. arcybiskupa Głódzia „ Św. Paweł był najpierw Szawłem...ale późniejszym swoim życiem z nawiązką odkupił swoje błędy”? (Należy tutaj wspomnieć o tej homilii, bo to z Gdańska arcybiskup Głódź dawał wskazówkę wiernym Polakom na całym świecie jak traktować „błędy” i pokazywać nawrócenia. Na kilka dni przed publikacją książki.) Mogłaby być. Gdyby oświadczenie Wałęsy w 1992 roku nie zostało wycofane.
Dzisiaj pozostaje pytać tych, którzy byli uczestnikami tych wydarzeń. Borusewicza, Hołdysza, Lecha Kaczyńskiego, Joanne i Andrzeja Gwiazdów , Wyszkowskiego i wielu innych .Czytać dokumenty, szperać po publikacjach z okresu lat 90 tych. Uważnie czytać analizy historyków. Bez charyzmatycznego Lecha Wałęsy możliwość zwycięstwa widział Jacek Kuroń , który chciał ujawnić jego przeszłość w roku 1980 , w nocnej naradzie poprzedzającej zjazd władz związku. Chyba nie miał racji. Ruch potrzebował przywódcy z ludu, nie Kuronia , nie kogokolwiek z inteligencji...Potrzebował prostego robotnika z charyzmą. Wałęsa do tego był idealny. Potrafił przemawiać prostym językiem do mas, a masy były potrzebne, aby ruch nie podległ klasyfikacji kolejnego ruchu rewizjonistycznego w partii (większość jej przedstawicieli to ludzie z przeszłością w PZPR). Bo ani robotnicy , ani inteligencja pracująca , która masowo przystępowała do protestów „partyjniakom” nie ufała bezgranicznie. Mogła zaufać Wałęsie.
Czy Wałęsa to zaufanie zawiódł ? I kiedy? Moim zdaniem , nie wtedy gdy jako młody robotnik współpracował z SB. W czasach studenckich śpiewaliśmy na rajdach przewrotna piosenkę; Bo myśmy przyszłością narodu, i pierś nasza pełna jest sił. I wciąż zasuwamy do przodu, nie oglądając się w tył.. Wezwanie do zostawienia historii samej sobie wciąż aktualne. Ale niesłuszne.
Przyp.Czkawka po obiedzie
Jesienią 1994 r., a więc na rok przed wyborami prezydenckimi, Lech Wałęsa wespół z najbliższymi współpracownikami zaczęli grzebać koło ustroju państwa, nie kryjąc się wcale z chęcią przerobienia go na prezydencki. Z poświęceniem pomagali mu w tym dziele starzy oficerowie dawnej Służby Bezpieczeństwa oraz zaadaptowani do nowych czasów generałowie silnie zakorzenieni w nie do końca przecież odrzuconych strukturach Ludowego Wojska Polskiego. Ten militarno-policyjny dwór kokietował Wałęsę bezwstydnie, wmawiając mu, że jest mężem opatrznościowym Polski, czyli neoPiłsudskim ni mniej, ni więcej...
Resorty prezydenckie muszą być prezydenckie, mówiono na dworze Wałęsy. Proponowano nawet ustrój, w którym głowie państwa oprócz MSW, MON i MSZ podlegałoby również Ministerstwo Sprawiedliwości. Rząd odpowiadałby jedynie za finanse, gospodarkę, opiekę socjalną i byłby całkowicie na pasku prezydenta. Pierwszym krokiem na tej drodze miało być podporządkowanie mu wojska. Jednak ówczesny minister obrony narodowej, Piotr Kołodziejczyk, żadną miarą pójść na to nie chciał. Wałęsa postanowił więc go usunąć. Bardzo mu w tym pomógł trawiony ambicją i pozostający w konflikcie z Kołodziejczykiem gen. Wilecki. Szef Sztabu nie miał najmniejszego kłopotu z przekonaniem do planów Wałęsy najważniejszych dowódców.
30 września 1994 r. pod pretekstem wizytowania wojska Wałęsa zjechał do Drawska. Był jakiś pokaz, potem śniadanie, potem drugi pokaz, a od 13.45 do 15,10 obiad w pałacu w Karwicach. Wałęsie towarzyszyli: min. Wachowski, min. Kołodziejczyk, bp polowy Głódź, gen. Wilecki, gen. Bołociuch, gen. Zalewski, gen. Komornicki, gen. Gotowała, adm. Waga, gen. Ornatowski, gen. Bazydło, gen. Lewiński i gen. Bryk. W trakcie obiadu nastąpiła niespodziewana, około półgodzinna przerwa w podawaniu dań. Podczas tej przerwy generałowie skazali Kołodziejczyka. Kwiat wojska wypowiedział posłuszeństwo ministrowi legalnie wybranego rządu. Pachniało juntą.
Ale żeby tam, w Drawsku, można było spokojnie Kołodziejczyka zarżnąć, na zapleczu operacji, w Warszawie, działali oficerowie, którzy zarówno w jej trakcie, jak również potem organizowali m.in. spontaniczne akty poparcia biesiadników.
http://pl.wikipedia.org/wiki/Adam_Hodysz
http://www.rp.pl/artykul/149668.html
http://www.aferyprawa.com/index2.php?p=teksty/show&dzial=polityka&id=1134


Komentarze
Pokaż komentarze (32)