Powódź roku 1997 wstrząsnęła wszystkimi. Skala nieszczęścia , która dotknęła wtedy ludzi, przerażała. Miałam zapalenie płuc i bez przerwy śledziłam wiadomości telewizyjne.
W jednej z sekwencji filmowych zobaczyłam dwoje starych ludzi , którzy utracili wszystko. Nie zrozpaczonych...otępiałych z bólu. Stracili dom i wyposażenie zbierane pewnie przez całe życie...Jakąś wersalkę , o której mówili jak o Mercedesie...obraz z Aniołem Stróżem, kuchenkę gazową.. Wiedzieli, że nie mają czasu na rozpoczynanie wszystkiego od nowa...
Dla nich słowa Premiera Cimoszewiczna „trzeba się było ubezpieczyć „ –nie znaczyły dosłownie nic. Oni nawet nie czuli brutalności tego oświadczenia... Nie mogłam znieść tego ogromu bólu i tej beznadziejności.. nie chciałam być tylko obserwatorem.
Przypomniałam sobie rozmowę sprzed pół roku przyjacielem z Niemiec , który opowiadał, mi, że u jego szefa na placu parkingowym stoi „poenerdowska” szkoła złożona z włoskich modułów kontenerowych _I, że szef ma problem-płaci sporo za składowanie ...słowem: kłopot. Marek wtedy pytał, czy może znam kogoś, kto by kupił sobie te kontenery np na domki letniskowe. .
Nagle mnie olśniło. Oczami wyobraźni zobaczyłam tych dwoje Starych Ludzi w takim domku... Zadzwoniłam z pytaniem ,czy te kontenerowe domki jeszcze na placu są. Były. Marek, z którym w czasach Solidarności wspólnie pomagaliśmy różnym ludziom, wiedział o skali klęski w kraju. Zaoferował współpracę od razu. Moja propozycja była następująca: szef ma oddać te kontenery za darmo: ma plac wolny i niech zgłosi to jako darowiznę, przez co „sprzeda” domki (odpisując sobie darowiznę z dochodów.)Za 20 minut miałam zgodę. Pozostała organizacja transportu kontenerów do Brzegu. To tam widziałam Starych Ludzi ,których tragedia poruszyła mnie do głębi..
Zadzwoniłam do p. minister Waniek , która była w tym czasie szefową utworzonego przy Kacelarii Prezydenta Komitetu Pomocy. Zaproponowałam 12 domków gotowych do postawienia (z ogrzewaniem, instalacjami ,armatura itp.z alarmem przeciwpożarowym) –warunek: muszą zorganizować transport. 2 dni cisza. Dzwonię ponownie, skontaktują się „niebawem” Nie czekając dzwonię do Jurka Owsiaka. Jurek mówi”chętnie pomogą , ale oni nie maja funduszy na transportL
Zaczynam dzwonić do posłów ziemi gdańskiej. Dodzwaniam się do kogoś w biurze poselskim w Słupsku (UW) Dyżur ma akurat kolega posła , a równocześnie członek jakiejś organizacji polsko-niemieckiej. Obiecuje pomoc.
Rzeczywiście wieczorem słyszę w TVP w ramach relacji z Sejmu , interpelacje posła– który zwraca się do ministra Transportu o środki na domki kontenerowe Bingo! Następnego dnia rano telefon od pani Minister Waniek : to my przywieziemy domki, załatwiamy transport! Ucieszyłam się. Za chwilę telefon z biura posła, że są na dobrej drodze do załatwienia transportu, że była interpelacja i minister transportu powinien dać na to kasę.. Za godzinę telefon z Biura Waniek : te domki są nasze , a nie posła .X .
Zgłupiałam.. grzecznie zwróciłam uwagę, że te domki są dla Powodzian.. I, że jak będzie transport to nieważne, kto go zorganizuje. Byle zrobił to szybko. Bo ludzie czekają.Informuję także , kto jest osoba odpowiedzialną za wydanie domów w Berlinie, podaję telefon.Za kilkanaście minut dzwoni do mnie Marek ,że miał idiotyczny telefon z Biura Bezpieczeństwa Narodowego, żeby nie wydawać domków ludziom z UW , tylko im, .. Marek powiedział krótko: proszę dzwonić do Gdańska, te domki wyprosiła przyjaciółka i ona ma prawo nimi dysponować. Ale z tego co wiem , to są domki dla powodzian...I on nie rozumie , dlaczego ma nie wydać ich komuś , kto może przyjechać wcześniej..
Informuję posła X, że istotny jest czas, więc niech miedzy sobą w Warszawie ustalą ,czy transport zorganizuje Minister Transportu czy BBN 3 dni minister Waniek wiedziała, że są domki. Interpelacja posła spowodowała, że zaczęli działać. Nie można oddać sukcesu we wraże ręce..
Organizacja transportu zajmuje się Marek Dukaczewski. Za trzy dni jest zorganizowana pierwsza ekipa – transport oferuje znajomy Dukaczewskiego ( prywatny przewoźnik).12 ciężarówek o szerokich osiach . Ustalamy z Markiem wszystkie szczegóły techniczne związane z transportem i posadowieniem gotowych domów. Marek sporządza szkice , robimy listę działań, W tym konieczność wylewek na miejscu posadowienia domów. Sygnalizujemy konieczność zabrania 2 instalatorów etc. Wysyłam to do Kancelarii Prezydenta i BBN. .Później kopię także do Konsulatu Polskiego w Berlinie. Mają wszystko logistycznie zaplanowane. Przerywam w ten sposób ciąg telefonów z pytaniami o każdy drobiazg.
12 kierowców oraz 2 instalatorów, którzy mieli dokonać później połączeń instalacji już w Brzegu ,wyrusza z Polski. Kilku kierowców nie ma paszportów i wiz. Razem z Markiem załatwiamy pomoc ze strony niemieckiej: asystę policji od granicy .
W Berlinie leje. Grupa ludzi zorganizowana przez Marka ( syn i przyjaciele), dokonuje rozłączeń , robi oznakowania umożliwiające łatwy montaż na miejscu ,zabezpiecza wyposażenie na okres transportu .Ciężarówki docierają na miejsce późnym popołudniem. Marek dzwoni do mnie- ci ludzie nie mają pieniędzy, kilku nie ma paszportów. Trzeba ich nakarmić...dzwonię do Dukaczewskiego i proszę o pomoc konsularną w Berlinie. Otrzymuję upoważnienie do bezpośredniego kontaktu. Sama proszę o pomoc., przedstawiam sytuację polskiej ekipy, konieczność nakarmienia wieczorem i rano -uzyskując zapewnienie ,że wszystko będzie zaaranżowane.
Po dwóch godzinach dowiaduję się do Marka, że przed chwila przyjechał kierowca z konsulatu i przywiózł około 200 DEM na jedzenie na 14 osób , na minimum dwa posiłki .Marek prosi o zakup i przywiezienie jedzenia. Kierowca wymawia się koniecznością odwiezienia kogoś z konsulatu. To nie były pieniądze wystarczające na jakikolwiek catering , Akcja na placu trwa już 12 godzin (grupa niemiecka) .Są przemoczeni. Marek musi wsiąść w samochód i sam jedzie po zakupy ,. Dzwonię z protestem do Konsulatu. Jest tylko portier, reszta na jakimś przyjęciu. W tym konsul Oleksy (brat Oleksego) Tak pracowała tzw korporacja fachowców GeremkaJ Odpuszczam portierowi i czekam na sygnał o załadunku. Informuję Dukaczewskiego o skandalicznej postawie ludzi z Konsulatu.(później okazało się ,ze oczywiście nikt nikogo nie ganił, pozostało w rodzinie). Załadunek gotowy był nad ranem. Ponieważ samochody maja ponad standardową wysokość – niemiecka policja wytycza trasę przejazdu przez Berlin. Muszą ominąć przejazdy przez torowiska(linie wysokiego napięcia) . Po kilku godzinach objazdu policyjnych samochodów trasa jest wyznaczona. Ciężarówki zaczynają opuszczać plac i formować konwój.
Przy wyjeździe ,jeden z kierowców zahacza o dwa samochody osobowe, lekko je uszkadzając. Policja żąda gwarancji zapłaty za uszkodzenia. Marek dzwoni do mnie , radzę mu zadzwonić do Konsulatu , szybciej będzie gwarancja na miejscu. Marek mówi w Kosulacie , aby skontaktowali się s z Biurem Waniek albo Dukaczewskim..Za kilka minut telefon ..do mnie z Konsulatu w Niemczech, z pytaniem : a kto zapłaci za te uszkodzone samochody ????
N drugiej linii mam w tym momencie telefon od Dukaczewskiego: z pytaniem jak transport. Mówię szybko o szkodach ,informuję go też ,że do mnie z konsulatu w tej sprawie , że szkody wycenione „na oko” to kilkaset marek – Dukaczewski obiecuje załatwić pieniądze z Kancelarii Prezydenta. Przekazuję to do drugiej słuchawki , gdzie jest rozmówca z Konsulatu. W odpowiedzi słyszę- to niech Pani przyśle mi to zapewnienie faxem na piśmie...
Nie wytrzymałam :odpowiedziałam , na (tyle głośno aby w drugim telefonie na pewno było słychać ): Panowie, to wy jesteście ludźmi odpowiedzialnymi za pomoc swoim obywatelom za granice, a nie ja. Ja gwarantuje darmowe domki dla powodzian, a waszym psim obowiązkiem , z którego wyraźnie sobie nie zdajecie sprawy , jest kontakt z odpowiednimi władzami. Jeśli nie macie w Berlinie telefonu do kancelarii Prezydenta RP , to służę pomocą Ale to są kpiny, kto u was pracuje? jakie są wasze kwlifikacje..? Dla ułatwienia dodam: obecnie dzwonicie do Gdańska, do mojego prywatnego mieszkania , a nie do Kancelarii Premiera bądź Prezydenta. Czy teraz sprawa jest jasna? I odłożyłam słuchawkę.
Nie muszę chyba dodawać, że dla przyspieszenia wyjazdu ,szef Marka dał policji niemieckiej gwarancję zapłaty za szkody ,potem zapłacić ..a potem jeszcze musiał dłuższą chwilę czekać na zwrot..(Kancelaria Prezydenta via Konsulat)To był mój ostatni kontakt bezpośredni z Konsulatem .I jego fachową ekipą Anno Domini 1997.
Po godzinie wrócili kolejni policjanci, którzy sprawdzali wysokość wiaduktów na trasie przejazdu w okolicach Berlina .Czekano na podobny raport z trasy do granicy. Raport jest niedobry -porażka. Jeden wiadukt jest krytyczny. Drogi objazdowej nie ma. Policja wstrzymuje konwój i nakazuje powrót ciężarówek na plac. Kierowcy negocjują z niemiecka policją sami. Wpadają na pomysł, (Polak potrafi)że dla obniżenia wysokości samochodu pod wiaduktem, spuszcza powietrze z kół i przeciągną samochody ... (różnica jest niewielka 5 cm) Policja jednak zdecydowanie odmawia i następuje rozładunek . O fiasku informuje mnie Marek, a ja informuje o tym Dukaczewskiego. Marek i jego ekipa słaniają się ze zmęczenia na nogach. Do końca jednak pomagają przy rozładunku. Po 30 kilku godzinach na placu ,wracają do domów. Kierowcy konwojowani przez policję opuszczają Niemcy.
Dzwonię do Dukaczewskiego i mówię, ,że może wojsko ma odpowiednie ciężarówki- wspomniał mi Marek ,że ktoś z policji niemieckiej powiedział ,żeby zwrócić do niemieckiego wojska... Po godzinie już wiadomo ,ze to właściwy kierunek. W kilka dni później profesjonalny wojskowy (mieszany) konwój dociera na plac., Tym razem załadunek idzie sprawniej .Jesteśmy z Markiem w stałym kontakcie . Konwój wyrusza. Dzowni do mnie ktoś z Brzegu z pytaniem kiedy będą domy , bo ludzie koczują w oklicy w bardzo złych warunkach.. Pytam ich o stan przygotowań , czyli o wylewki. .Są prawie gotowi. Jeden z kierowców informuje mnie na bieżąco z trasy o tym , gdzie się znajdują. Wreszcie nadchodzi meldunek na granicy. Teraz wiem, że w Brzegu stanie 12 domków .
Kilka razy jeszcze interweniowałam w związku z rozliczeniami (uszkodzone samochody , zaświadczenie o przyjęciu darowizny )
Kiedy minęło szaleństwo związane z koordynacją działań i ochłonęłam ,przyszedł czas na refleksje. Informację o możliwości postawienia gotowych 12 domów (6 po78 m2 i 6 po 90 m2)przekazałam w drugim dniu powodzi. .
Dopóki sprawa nie zrobiła się „partyjna’ nikt nie był tym zainteresowany. Mimo ,iż ze strony nieprofesjonalistów otrzymali: spis rzeczy do załatwienia, szkice , wymogi ect. –profesjonaliści nie potrafili tego porządnie zorganizować.(logistyka –mniej niż zero..) Reakcja Jurka Owsiaka - milutka i beznadziejna . Ja jestem od orkiestry :leków i wyposażenia dla służby zdrowia.
Mentalność ludzi z Konsulatu potwierdzała tylko moja opinię o tych ludziach: żadnych predyspozycji dyplomatycznych, banda „posadkowiczów”,
Dukaczewski , który podkreślał wielokrotnie swoja harcerską przeszłość – gładki w kontaktach, ale załatwiający „po łebkach.” Z perspektywy ostatnich wydarzeń i wiedzy o Dukaczewskim (której nie miałam w roku 1997!) powiem tak : każdy może być w określonym momencie tzw” ludzkim paniskiem...” Maleszka dla kumpli był przecież.... kumplem.
Wiedziałam, że te domki mogą stanowić doskonałe ‘ dacze letniskowe „łatwe do przewiezienia i łatwe do ustawienia w dowolnym miejscu. Chciałam mieć pewność, że dotarły do moich Starych Ludzi. Nikt jednak nie powiedział mi jaki był dalszy los domów. W 1999 r zadzwoniłam do Brzegu, nikt nie umiał mi powiedzieć, gdzie stanęły . Podobno w okolicy. W 2000 roku, po udzielonej pomocy dla pogorzelców z sąsiedniego domu , sąsiedzi chcieli podziękować mi w prasie. Przyszedł do mnie dziennikarz , który od sąsiadów wiedział, że kiedyś pomogłam powodzianom. Pytał mnie , czy dostałam podziękowanie za pomoc . Powiedziałam, że nie , ale nie robiłam tego dla podziękowań .Nie chciałam, aby o tamtej i bieżącej pomocy pisać w prasie.
Dziennikarz musiał jednak zadziałać. Bo w kilka dni później zadzwonił do mnie ktoś z BBN Powiedział, że wysłał podziękowanie” ponownie” , bo pewnie nie dotarło poprzednie.. Zapytałam o domki, odpowiedział, że nie wie czy jeszcze, ani gdzie stoją.
Wróciłam do tamtych dni , bo skala sprzedaży medialnej różnych zasług naszych polityków wzrasta . Ile w tych zasługach przyczyn podpisania się pod czyimś pomysłem?
PS Może ktoś z okolic Brzegu przeczyta ten tekst i dopowie historię domków z Berlina?


Komentarze
Pokaż komentarze (29)