Bali-wyspa demonów i bogów. Jest tu ich tak wiele, że na każdym kroku bogom stawia się ofiarne talerzyki z posiłkami, a wejścia do domów na Bali, mają swoistą pułapkę na złe duchy.
Do domu prowadzi furtka, ale biada temu który pójdzie na wprost …Wejścia na podwórze chroni ściana , która należy ominąć skręcając w prawo lub w lewo po przejściu przez furtkę. To odwieczna zapora dla złych duchów.
Demony balijskie nie mają wyobraźni… Pułapka bowiem , stosowana od wieków , nadal „działa”
Kiedy wejdzie się na teren otoczonego murem domostwa, centralnym miejscem jest otwarte pomieszczenie z łożem małżeńskim, w którym również rodzi się dzieci , a także dokonuje żywota…W głównym domu wydzielone są pomieszczenia dla mieszkańców. W jednym obejściu często są trzy albo cztery budowle. W zakątku podwórca stoi kapliczka poświecona bogom, a także rodzinnym duchom tych, którzy z tego domu odeszli. Jeśli wokół domu nie ma miejsca na kapliczki - od czego jest dach?
Wokół domu ofiarne talerzyki , z których bezceremonialnie wyjadają ziarenka czy ciasteczka ,domowe zwierzęta.(kury, koty).Często rankiem można zauważyć gospodarzy rozstawiających daniny ofiarne, a ślad z nimi idące kury ,koty albo psy.
Mieszkańcy Bali mówią, że ich wsypę stworzył Bóg, umieszczając ją na głowie ogromnego żółwia Bedawang. Na Bali dominująca religią jest hinduizm. Architektura na wyspie fascynuje kamiennymi rzeźbami ,z bardzo bogatą ornamentyką (o symbolice hinduistycznej).
Niewysokie budowle ,ze starego kamienia, (często pamiętające całe stulecia)pokrytego zielonym nalotem,,,z wymyślnymi, bogato zdobionymi głowami bogów i zwierząt, z elementami kwiatów, często ozdobione przybrudzonymi, kolorowymi wstążeczkami – po kilku dniach oglądania zaczęły mnie przytłaczać.
Wszechobecne są , otwarte bramy balijskie, prowadzące do nich kamienne schody, misterne, bogate –podobnie jak domy-w rzeźby oraz dachy kryte (czerwoną dachówką lub czarnymi włóknami palmy cukrowej). Bramy te oddzielają poszczególne dzielnice, prowadzą także do miast. One, w przeciwieństwie do samych ciężkich domostw, nadawały sympatycznego kolorytu otoczeniu.
Na Bali ,osadzono po odzyskaniu niepodległości przez Indonezję ,wyznawców hinduizmu. Dlatego na wyspie życie jest podporządkowanie ceremoniałom hinduistycznym. Centralnym miejscem w każdej miejscowości jest plac, gdzie zbierają się mieszkańcy i odprawiają rytualne obrzędy. Stąd wyruszają barwne pochody, na biało ubranych Balijczyków ,z kropką na czole oznaczającą, że uczestnik dokonał rytualnego oczyszczenia. Pochód pełen wymyślnych girland z kwiatów i misternie ułożonych piętrowo, kompozycji z miejscowych owoców.
Podobnie jak na Jawie- praktycznie cały ,dostępny teren wykorzystany jest na wyspie pod uprawy ryżu, Zielone tarasy na wzgórzach, u stóp wulkanów , gdzie ziemia jest niezwykle żyzna- stanowią cudowny kontrast dla szarzyzny domostw. To tarasy zieleni i majestatyczne stożki wulkanów najbardziej utkwiły mi w pamięci z tej wyprawy. Oraz plaże z drobniutkim, białym piaskiem.. prawie jak na Helu.
Nie obyło się oczywiście bez przygody. Lenistwo plaży, urozmaicone wschodnim masażem (niezwykle odprężającym) przerywaliśmy pływaniem. Tego dnia, zauważyliśmy w odległości około 100 metrów ,grupę ludzi skaczących na falach na jakiejś łasze. To miejsce obraliśmy na cel eskapady pływackiej. Kiedy dopłynęliśmy na miejsce, okazało się ,ze łacha „znika pod naszymi stopami. Zaczął się przypływ. Zamiast planowanego kilkunastominutowego wypoczynku, musieliśmy rozpocząć natychmiastowy powrót. Tyle, że do przepłynięcia zostało nam nie 150 ,a 250 m.
Kiedy bardzo zmęczeni dopłynęliśmy do miejsca, gdzie był grunt , obydwoje z Leszkiem stanęliśmy w miejscu. Leszek bliżej brzegu, ja nieco dalej. Kiedy zaczęłam podchodzić do niego ,:krzyknął: uważaj wąż! Rzeczywiście, ,między nami płynął wąż koralowy... Krok dalej i pewnie bym „zahaczyła „ o niego.Najpierw strach, czy uda mi się dopłynąć do brzegu, a kiedy się udało –kolejne zagrożenie. Wyraźnie jednak byłam chroniona dobrze przez balijskie duchy!
Bali to także tańce, kilkudziesięcioosobowych zespołów. Tańce, będące spektaklem odtwarzającym legendy i wierzenia tubylców. Monotonny śpiew wprawia tancerzy w stan ekstazy . I nieodłączne dla tańców maski i przebrania. W rytm muzyki gongów, bębnów i ksylofonów. Na wyspie jest bardzo duża liczba świątyń. Największe wrażenie wywierają świątynie posadowione na małych wysepkach na jeziorach bądź pobudowane na palach.
Najwyższa góra to czynny wulkan Agung. Sporo jest także nieczynnych wulkanów, na stokach których są tarasy ryżowe. W pobliżu jednego z nich , u stóp którego jest spore jezioro , jest na Bali miejsce szczególne. Mała, trudno dostępna plaża , na której dochodzi do „słonecznej kremacji „ Panują w tym miejscu wyjątkowe warunki mikroklimatyczne, umożliwiające spopielenie zwłok .
Obrzęd kremacji zwłok bliskich jest ceremonią bardzo kosztowną, na którą nie wszystkich balijczyków stać. Na Bali drewno, niezbędne do budowy wieży pogrzebowej jest bardzo drogie . Dlatego bardzo często biedni balijczycy chowają sowich zmarłych do tymczasowych, ziemnych grobów , a rytualna kremacja kilku bliskich dokonywana jest wspólnie przez 2,3 rodziny. Zdarza się, że „najstarszy” kremowany czeka w ziemnych grobie na ceremonię nawet rok! Żeby dostąpić oczyszczenia duszy , każdy wyznawca hinduizmu musi być skremowany. W grobach ziemnych natomiast mogą być chowane dzieci do 2 roku życia.
Bali było naszym miejscem wypoczynku. I bazą do podróży na Jawę oraz wyprawy na Borneo, czyli Kalimantan. Wyprawy organizowaliśmy na miejscu .Wydawało nam się , z wcześniejszych doświadczeń , że realizacja naszych zamierzeń będzie prosta , podobnie jak to było np. w Afryce.Nic bardziej błędnego. Okazało się, że rezydent biura podróży w hotelu oferował nam różne wycieczki, ale absolutnie nie był w stanie podać nam kontaktu do biura podróży, które umożliwiłoby wyjazd na Borneo. Wreszcie, po kilku dniach bezowocnego oczekiwania na działania rezydenta i recepcjonisty hotelu – sami zadzwoniliśmy do biura podróży. Tam dowiedzieliśmy, że wyjazd na Borneo może nam zorganizować tylko jedno miejscowe biuro podróży!
Leszek doszedł do wniosku ,że indonezyjczycy nie mają wyobraźni i trudno im wyjść poza standardy myślenia ,ponieważ w całej swojej historii nie musieli „kombinować” jak przeżyć. Podstawą ich wyżywienia jest ryż, a wiec i praca monotonna na polu ryżowym. W przeciwieństwie np do murzynów, którzy zawsze musieli umieć znaleźć (upolować)swoje wyżywienie ,umieć schronić się przed zwierzętami – słowem –„kombinować”
Z lotniska w Denpasar polecieliśmy na Jawę. Pierwsze lądowanie w Surabaya ,gdzie znajdują się duży port lotniczy i morski. Lot był niezwykły. Pilot najprawdopodobniej musiał się poprzedniego dnia przesiąść z samolotu wojskowego na pasażerski. Postanowił bowiem omijać chmury , leciał płynnie zakosami , a lądowanie...cóż. Po prostu nagle gwałtownie obniżył wysokość i z fasonem wylądował. http://portalwiedzy.onet.pl/49125,1,1,1,galeria.html Stamtąd polecieliśmy do Samarangu. Tam zatrzymaliśmy się na jeden dzień. C.d.n.



Komentarze
Pokaż komentarze