Dźwigi stoczniowe towarzyszyły mi przez całe moje życie. Kiedy byłam dzieckiem, moimi sąsiadami i przyjaciółmi były dzieci stoczniowców .
Moje liceum sąsiadowało ze Stocznią Gdańską.
Grudzień 1970 , już na studiach ... Byłam i widziałam z bliska wydarzenia z dnia , kiedy płonął Komitet Wojewódzki.
Stocznia towarzyszyła mi także później, kiedy trafiłam do pracy w centrali hz ,podlegającej ZPO (Zjednoczeniu Przemysłu Okrętowego). Byłam świadkiem, jak za tzw „psie pieniądze” sprzedawaliśmy setki statków dla Wielkiego Brata. Ale polskie stocznie były potęgą. Szczególnie Gdańska .
Wydawało mi się wtedy, że polskie stocznie będą istniały do końca świata. Będzie lepiej lub gorzej, ale statki Polska budować będzie zawsze.
Rok 1980 . Za bramą stoczniową – stoczniowcy i pracownicy zakładów Gdańska. Przed bramą – gdańszczanie. Kto żyw. Z nadzieję, że im nas więcej pod Stocznią, tym mniejsze zagrożenie tragicznymi konsekwencjami grudnia 1970.To była nasza Stocznia. Duma i miejsce pracy tysięcy ludzi.
Rok 1989 – wolność. Euforia. Dla stoczniowców jednak zaczynają się trudne czasy.
Młode związki zawodowe tak opisują rok 1993 „ „Stosują ją (metodę „dziel i rządź” przypis aut.) dziś ci ludzie, którzy niezbędne i nieuniknione przemiany ustrojowo-gospodarcze w Polsce - podporządkowując je obcym interesom - chcą, bez uzdrowienia i unowocześnienia naszej gospodarki i bez polepszenia warunków pracy i życia całego społeczeństwa wykorzystać do zdobycia olbrzymich fortun i bez żadnego wkładu finansowego ze swojej strony stać się właścicielami znacznej części naszego majątku narodowego. Resztę chcą sprzedać za bezcen lub przekazać za długi zagranicznemu kapitałowi, po uprzednim planowym doprowadzeniu nawet najlepszych przedsiębiorstw państwowych do kompletnego upadku.”
Stocznie borykały się z ogromnymi problemami finansowymi. Przejęły bowiem do wykonania nieopłacalne zupełnie kontrakty na budowę statków dla tzw Demoludów” , budżet Państwa nie był w stanie (nie chciał )dofinansowywać w stopniu umożliwiającym utrzymanie wysokiego statusu polskiego budownictwa okrętowego .
Polskie stocznie przez lata były także rozkradane. W myśl hasła „ wszystko jest własnością robotników” –przez całe lata na Wybrzeżu narzędzia i stal, śrubki, druty itp. wiele zakładów pracy nielegalnie kupowało do stoczniowców. Pewnie proceder ten nie zakończył się od razu wraz z transformacją.Wtedy można było podtrzymać rangę przemysłu stoczniowego.
Cóż na to Lech Wałęsa : Ano , jak pisali wówczas rozgoryczeni związkowcy :
„.... Lech Wałęsa najpierw wypreparował ze Związku całą elitę intelektualną przez organizacyjne wyodrębnienie jej i usamodzielnienie w ramach Komitetów Obywatelskich. Później umożliwił jej członkom robienie zawrotnych karier politycznych i zdobywanie równie oszałamiająco wielkich dochodów.”
Lech Wałęsa pojawił się ostatnio znowu ze stoczniowcami. W Sejmie. Na ostatnim posiedzeiu. Jako podpora dla Grada w oskarżaniu PiSu o tragiczną sytuację w stoczni.
Na terenach stoczni powstają jak grzyby po deszczu ,różne, nomenklaturowe spółki. Które skutecznie drenują kasę Stoczni. Nie są zainteresowane w niezbędnych nakładach na unowocześnienie parku maszynowego. To jest najostrzejszy okres tzw kapitalizmu po polsku (szczegóły znakomicie zostały opisane w książce prof. Jacka Tittenbruna „Z deszczu pod rynnę”)
Efekt-powoli stocznie stają się przestarzałymi zakładami pracy. Stare urządzenia powodują zmniejszenie tempa pracy. A czas budowy statku – to jeden z głównych czynników decydujących o dochodzie finalnym.
W roku 1996 pojawia się wybawca stoczni Gdańsk i Gdynia.Janusz Szlanta, członek sztabu wyborczego Tadeusza Mazowieckiego ,były szef radomskiej UD . W 1998 roku przejmuje upadłą Stocznię Gdańską.
Działalność Szlanty wg magazynu Manager :
”Szlanta rządził spółką sześć lat. Uratował ją od bankructwa i uczynił dochodowym przedsiębiorstwem. Stocznia była wtedy formalnie własnością kilku banków, które przejęły ją za długi. Rok 1996 był najtrudniejszy. Bank Handlowy i Pomorski Bank Kredytowy chciały sprzedać swe udziały, a kierujący grupą banków-wierzycieli Polski Bank Rozwoju - wycofać się z zarządzania akcjami. Szlanta - wówczas dyrektor oddziału PBR - zaproponował prezesowi banku, że sam zostanie prezesem stoczni. PBR przystał na to. Gdy Bank Handlowy i Pomorski Bank Kredytowy zdecydowały się sprzedać walory Stoczni Gdynia, kupił je Stoczniowy Fundusz Inwestycyjny (SFI), który został założony przez Szlantę i jego współpracowników.
W roku 1998 Stocznia Gdynia przejęła upadłą Stocznię Gdańską. SFI nie miał w niej większości akcji, ale był inwestorem strategicznym i faktycznie spółkę kontrolował, dysponując, aż do jesieni 2002 r., większością w radzie nadzorczej”
Po wygranych przez SLD wyborach, następuje zmiana w składzie RN stoczni , szefostwo jej obejmuje Bolesław Senyszyn ( dawni działacze PZPR pragnęli nie tylko rządzić Polską, ale i przejąć kontrolę nad kluczowymi dla gospodarki firmami- pisze Manager).
Wg opinii Szlanty to rząd przez brak poręczeń –doprowadził ponownie stocznie na skraj przepaści. ( Postać Szlanty nie jest postrzegana jednoznacznie. Były wobec niego zarzuty o wyprowadzanie pieniędzy przez spółki Synergia 2000 i Synergia 99. Zarzuty jednak nie znalazły potwierdzenia w jakimkolwiek wyroku sądowym.)
A lody można było kręcić , ponieważ perspektywy wzrostu zamówień były już wtedy znane .Szlantę odwołał ówczesny Minister Skarbu- Wiesław Kaczmarek. Ten sam, który jako Minister Prywatyzacji zmienił wstecznie bilans zamknięcia państwowej stoczni , a tym samym bilans otwarcia Stoczni Gdynia S.A.!!!!
Polska spada w rankingu potęg budownictwa okrętowego. Dodatkowo pogłębia kryzys finansowy stoczni –dekoniunktura na rynku frachtowym. Nie bez znaczenia jest także rosnąca siła stoczni dalekowschodnich . Stocznie ciągle potrzebują dofinansowania . Co nie przeszkadza zarządom oraz radom nadzorczym na pobieraniu kolosalnych uposażeń.
W latach 2002,2003 następuje przełom w zamówieniach dla stoczni. To wynik poprawy koniunktury światowej. Opracowana w 2003 r prognoza długoterminowa mówi o doskonałych perspektywach dla budownictwa okrętowego aż do 2020 r. Stocznie mają kontrakty .Ale... sporo kontraktów to kontrakty dolarowe, a niestety dolar mocno spadł. Równocześnie rośnie bardzo cena stali. Okazuje się, że np. Stocznia Gdynia –w miejsce dochodu- generuje powiększającą się stratę. Tam wyjątkowo źle wynegocjowano kontrakty i nie zabezpieczono się przed opisanymi zjawiskami.
W Gdyni w 2004 r dodatkowo mają problem z zamawiającym, który nie płaci w terminie za zamówione 3” samochodowce „ -jest nim izraelski biznesmen Ungar (ten sam, którego oferty poważnie nie potraktował minister Jasiński, co stało się jednym z powodów wystąpienie ministra Grada o postawienie poprzednika przed Trybunałem Konstytucyjnym sic!)
- Na pewno nikt nie mówił, że Ungar nie chce płacić stoczni, a jeśli tak, to robił to poza moimi plecami - odparł Senyszyn.
Bolesław Senyszyn dodał, że ma właśnie zaplanowane spotkanie ze związkami zawodowymi firmy, m. in. w sprawie Ungara.
- Izraelczyk skierował też do mnie korespondencję, z którą jednak nie zdążyłem się jeszcze zapoznać - mówi przewodniczący rady. - Po jej przeczytaniu będę mógł powiedzieć więcej. Chcieliśmy też jako rada nadzorcza spotkać się z Ungarem, ale wypadło mu coś i przełożyliśmy to na inny termin.
Kurtuazyjne, oficjalne wypowiedzi przedstawicieli stoczni nieoficjalnie komentowane są jednoznacznie.
- Każdy boi się teraz cokolwiek złego powiedzieć na temat Ungara, aby ponownie nie rozwścieczyć Izraelczyka - mówi pragnący zachować anonimowość przedstawiciel ścisłego kierownictwa zakładu. - Jeśli bowiem rzeczywiście na dłużej wstrzymałby finansowanie budowy statków, może tu dojść do wielkiego krachu, którego skutki dla polskiej gospodarki będą opłakane.”
http://www.wzz.org.pl/st/program-kraus.shtml http://gdynia.naszemiasto.pl/gospodarka/425308.htmlhttp://www.portalmorski.pl/caly_artykul.php?odw=39&ida=215http://prognozy.pan.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=49&Itemid=50 Stocznie balansują na krawędziBruksela mówi: "sprawdzam"Na upadłości stoczni straci 100 tys. osób


Komentarze
Pokaż komentarze (33)