1maud 1maud
110
BLOG

Błękitnoocy Haitańczycy walczą z kolejnym huraganem cz.3

1maud 1maud Polityka Obserwuj notkę 10

   Przewodnik tłumaczy nam sens przerażającego spektaklu voodoo. Wyjaśnia także, ze namalowane wokół ognisk bazgroły, to symbole ważnych duchów w religii ,zwane Loa .

   Wieloletni dyktator, znany pod imieniem Papa Doc (Francois Duvalier) był także kapłanem voodoo i upodabniał się do loa(czyli bóstwa ). Voodoo jest mieszaniną elementów religii katolickiej i rdzennych wierzeń animistycznych ,z Czarnego Lądu. Laleczki , które widzieliśmy służą do rzucania klątw na ludzi. Skuteczne jednak są w tylko w przypadku, gdy obrzucany klątwą jest rzeczywiście złym człowiekiem.

    Od amerykańskich oficerów dowiadujemy się że ze jesienią będą wybory ,Pierwsze od czasu ustąpienia junty wojskowej, a wcześniej -krwawej dyktatury Papa Doc i jego syna (1957-1986).

   Opowiadają o niewyobrażalnej nędzy w całym kraju oraz o ogromnym poziomie korupcji władzy i wysokiej bardzo przestępczości(głównie wynikającej z biedy). Ponieważ informacje , które otrzymują w bazie mają bardzo ograniczony charakter i są spóźnione , wypytują nas o wydarzenia na świecie z ostatniego miesiąca. Jeden z nich, lekarz mówi mi, że miał do wyboru misję w Kongo, albo na Haiti. Przekazuję mu o informację prasową sprzed kilku dni , że w Kongo wybuchła epidemia gorączki Ebola. Wybór Haiti okazał się więc mniej niebezpieczny.

    Wieczorem w pokoju  nie zasłaniamy rolet. Pierwsze promienie słońca budzą nas równo z chrypliwym głosem ptaków. To powitanie zgotowane nam przez rodzinę papug Ara.

   Tych kolorów nie można oddać. Każdy ptak jest inną kompilacją barw tęczy . Nie boją się, nie odfruwają. Czują się pewnie, mając za oręż potężne dzioby.

    Dzisiaj wyprawa do Cytadeli i San Souci. Obie budowle zbudowane zostały przez króla Henry 1. Wedle jego projektów i pod jego nadzorem. Zdumiewające jest to, że ten Jamajczyk nigdy nie był nigdzie poza dwoma wyspami –urodzenia i Haiti. Potrafił na podstawie zdjęć i książek odwzorować San Souci niemal idealnie. Cytadela natomiast była tworem jego architektonicznej wyobraźni i wiedzy żołnierskiej. Przyczyną dla realizacji projektów- obłędny lęk przed powrotem niewoli francuskiej. Henry I żył w przekonaniu, ze Francuzi będą chcieli wrócić na Haiti. Jedyną drogą powrotu była droga morska. Musiał więc zabezpieczyć port w Cap Haitien (dogodna do cumowania dla statków rozległa zatoka) . Dlatego w Cytadeli zamontowano ponad 200 dział.

   Dojeżdżamy dżipem do zabudowań San Souci. U podnóża wzgórza, na którym jest pałac ,znajduje się zniszczona przez trzęsienie ziemi Katedra. A także, czekająca na turystów ,grupa haitańczyków z niewysokimi końmi.

    Kilka miesięcy wcześniej miałam operację usunięcia dysku z kręgosłupa (2-gą w życiorysie) .Kiedy kolega-neurochirurg powiedział mi: pamiętaj , wybij sobie z głowy parę rzeczy, np. jazdę konną – to ostatnie ostrzeżenie uznałam dla siebie za absurdalnie nieprzydatne (jakoś bałam się wsiadać na konie)

   Dlatego wcześniej uprzedziłam przewodnika, że zostaję w rejonie San Souci ,Cytadelę do której trzeba wjechać na górę konno, pozostawiając pozostałym członkom grupy. Spacer kilkaset metrów pod gorę po kamienistej drodze również nie wchodził w rachubę.

   Kiedy zobaczyłam, że konie są niewiele większe od kuców, uznałam ,że na małego to mogę spokojnie wsiąść. Każdy koń miał dwóch opiekunów- jeden prowadził konia za cugle, drugi asekurował jeźdźca „od tyłu” ( w razie czego popychał...J ) . Wsiadłam, konik ruszył. I wtedy przekonałam się , co oznaczało ostrzeżenie mojego lekarza – boczny ruch konia spowodował natychmiastową eksplozję bólu w kręgosłupie. Krzyknęłam : stop !

   Moi „opiekunowie” zaczęli na wyścigi mnie uspokajać , że nic mi się nie stanie, że na pewno nie spadnę itp. Kilkakrotne stop nie przyniosło efektu, więc musiałam uciec się do demonstracji pełnej siły mojego głosu : zaczęłam wrzeszczeć jak opętana. Uznali na szczęście, że uspokojenie mnie wymaga zatrzymania konia, dzięki czemu spokojnie mogłam wytłumaczyć, że to nie strach ,a ból jest powodem mojej decyzji o rezygnacji z konnej wyprawy. Dla poprawienia ich humoru, wręczyłam opłatę za wynajęcie konia – i sprawa była załatwiona.

    Zostałam z moimi opiekunami. Po chwili , dołączyło do nas kilku tubylców, którzy kręcili się w pobliżu, licząc pewnie na datki od potencjalnych turystów. Zaczęliśmy rozmawiać. Opowiadali mi o swoim życiu , o zmianach politycznych na które liczą w związku z powrotem Aristide. O swoich dobrych kontaktach z żołnierzami NATO, którzy częstują ich różnymi delikatesami. Opowiedzieli mit też historię budowy Cytadeli.

   Budowla niezwykła, doskonały bastion obronny, który mógł wytrzymać oblężenie nawet roczne. Całkowicie samowystarczalny, ze zbiornikami do przechowywania zapasu wody deszczowej, z poletkami uprawnymi, i tajnym połączeniem z niedalekim Pałacem. Budowa trwała kilka lat. Sprowadzono wielu niewolników z Afryki do budowy. Ponad 200 ciężkich dział , wnoszonych na plecach na wysokość 900 m. Kamienne bloki, W trakcie budowy zginęły tysiące ludzi.

    Kiedy ustawiono działa – Henry I nakazał wystrzelenie pierwszych kul. Okazało się, że działa mają zasięg niewystarczający do ostrzału zatoki. W zasadzie były bezużyteczne . A już na pewno do celu obrony przez inwazją francuską, której się tak obsesyjnie obawiał.

   Moi rozmówcy twierdzili, że wtedy Henry I dostał szału i skierował działa na robotników wnoszących kolejne elementy budowlane. Że od bomb zginęły kolejne tysiące ludzi. Łącznie zginęło około 30 000 osób. Także o tym ,że od tej pory lęk przez inwazją francuską nasilał się , co w końcu doprowadziło do szaleństwa i samobójstwa króla, który miał wizję nacierających Francuzów i z obawy przed ich osądem – zabił się.

  Po trzęsieniu ziemi , Cytadelę odbudowano w całości. Do dzisiaj stoją poukładane w kupki, kule koło armat. Nie ma tablicy upamiętniającej śmierć tysięcy ludzi. Rolę informatorów pełnią opiekunowie koników. I przewodnicy.

   Kiedy zapaliłam papierosa, padła natychmiastowa prośba o poczęstunek. I zaczął się cyrk. Miałam spory zapas „dziesiątek” zakupionych na wyjazd , ale przy sobie w dżipie tylko 3 opakowania. Kiedy wyciągnęłam pierwsza paczkę – ustawiła się kolejka. „Opiekunowie” przejęli role porządkowych. Było: dla mnie i dla babci, dla brata, dla kolegi itp. Postanowiłam wydać wszystkie, które miałam żeby mieć później spokój.

   Wtedy usłyszałam, że mam bardzo ładne buty. O takich moja rozmówczyni marzyła. (były to dość przyzwoite tenisówki ). Gdyby miała takie buty, to może pojechałaby do miasta .Zdjęłam i oddałam.

   W ciągu następnych kilkudziesięciu minut pozbyłam się , po podobnych argumentach,: bluzki ,krótkich spodenek, chusteczek higienicznych, torebki cukierków, czapki na głowę oraz 10 USD w odcinkach jednodolarowych...Kiedy usłyszałam, że mam piękny opalacz,( w którym zażywałam obecnie nieskrępowanej kąpieli słonecznej), pod byle pretekstem ,salwowałam się ucieczką do dżipa.

   Na szczęście wrócili towarzysze wyprawy. Miny Leszka na mój widok nie będę opisywać. W autobusie ,na opalacz, założyłam zabrany ze sobą sarong.

   W drodze powrotnej do hotelu jechaliśmy przez wioski. Fatalna jakość drogi, powodowała ,ze jechaliśmy bardzo wolno. Koło autobusu pojawiły się dzieci. I widząc ich śliczne buzie i rączki wyciągnięte błagalnie w naszym kierunku , a także słysząc okrzyki bon –bon, bon –bon,please – złamałam się . Wyrzuciłam torbę cukierków.Za autobus, tak jak instruował przewodnik.

  Przejechaliśmy ponownie przez Cap Haitien. Kiedy jechaliśmy przez slumsy przedmieść , częstym widokiem były dzieci i starcy śpiący, bądź leżący na gazetach lub kawałkach tektury... Oczami wyobraźni widziałam repliki zwycięskiego zdjęcia World Press Photo.

   Pojechaliśmy także do dzielnicy, gdzie mieszka miejscowa bohema. Charakterystyczny styl naiwnego malarstwa . Wśród kupujących sporo błękitnych hełmów. Podobno w USA i w Europie jest moda na prymitywne oleje z Haiti.

  Następnego dnia pojechaliśmy na targowisko. Przewodnik powiedział, że jeśli uda mu się , to uzyskamy zezwolenie na wejście na halę, a może nawet na robienie zdjęć. Jak się okazało ,metoda handlu wymiennego pomiędzy sprzedającymi (w jednym miejscu dał ostatnia butelkę samogonu, za co dostał papierosy, papierosy „pamieniał” na ryż itd.) była bardzo skuteczna. Zostaliśmy wpuszczeni na hale i umożliwiono nam robienie zdjęć.

  Najpierw poszliśmy oglądać akcesoria do voodoo. Szmaciane laleczki, bez twarzy , szpilki i cienkie świeczki. Wszystko to sprzedawane spod lady, dla swoich Byliśmy tam w czasie ,gdy chwilowo handel akcesoriami była zakazany. Od 2003 voodoo ponownie jest religią oficjalną na Haiti. Kupujemy laleczkę mężczyzny i kobiety i świeczki.

  To, co zobaczyliśmy na targu dla tubylców, przekraczało jakiekolwiek wyobrażenia o granicy nędzy. Samo targowisko, to jedno wielkie skupisko brudu i biedy . Stragany z desek, tektur .Na wierzchu towary : raciczki kóz, obrana z mięsa żuchwa świńskiego ryja...Uformowane w wąskie walce , krojone na kawałeczki długości 2, 3 cm mydło, Zawiniątka cukru , po jakieś 10 dkg, kupki ryżu. Każdy z towarów w mikroskopijnych porcjach.

  Nieco lepiej wyglądają stragany z owocami czy rybami. Pod prymitywnymi „ladami” –mieszkania. Nocą targowisko przemienia się w jedna wielką sypialnię sprzedawców. Wszędzie smród i insekty. I bieda, bieda, bieda..

   Podchodzą do mnie dzieci. Dyskretnie wciskam im do rączek garści cukierków. Chowają je skrzętnie do kieszonek i z rozpromienionymi buziami odchodzą. Muszę wyjść z tego miejsca.

  Widziałam prymitywne domy Masajów. Biedne wioski murzyńskie. Widziałam slumsy Nairobi, widziałam biedę w Nigerii . Ale takiej nędzy i brudu jak tutaj –nie. Haitańczycy mają za dużo żywności ,aby umrzeć z głodu, a za mało, żeby żyć. Przed śmiercią głodową ratują ich ryby z rzek i oceanu oraz owoce. I konserwatywny model rodziny z poczuciem odpowiedzialności i wspólnoty.

   Dobrze, ze wyjeżdżamy z Haiti. Teraz rozumiem, dlaczego cruisy z USA , Kanady , dopływają do zatoki, a ich pasażerowie korzystają z uroku plaż ,dowożeni do zamkniętych enklaw na Coco Beach . Hotelem i restauracją jest statek. Wysoki żywopłot zaś skutecznie zasłania nędze. Po wizycie na targowisku długo nie można spokojnie jeść. *********************************************************

Dwieście lat od Konstytucji , 200 lat od odzyskania niepodległości. Pierwsza demokracja w Ameryce Środkowej, zaledwie w 30 lat po USA.

Dlaczego z takim fatalnym skutkiem?

  Zacytuję Bartka Królikowskiego :.”Jeśli chodzi o tolerowanie skrajności są dwa modele demokracji : taki, który ceni sobie tolerowanie wszystkiego i taki, który dla dobra tej demokracji pozbywa się elementów, które sieją spustoszenie.

  Haitańczycy po zniesieniu niewolnictwa na plantacjach cukrowych, które stanowiły ich główne źródło utrzymania , zaprzestali te plantacje uprawiać w ogóle. Potraktowali wolność bardzo dosłownie. Równocześnie uaktywniły się z okresu walki o niepodległość animozje pomiędzy „oliwkowymi” Mulatami oraz czarnymi (Murzynami). Te animozje skrzętnie wykorzystywali kolejni dyktatorzy .

   Pomoc światowa wędrowała do kieszeni skorumpowanych urzędników. Nieliczne elity ,konformistyczne wobec autorytarnych ,cynicznych władz, nie widziały potrzeby ani nie miały ochoty zmieniać wygodne status quo. Nie było klasy średniej. A biedne społeczeństwo , w myśl zasady- kłóć i rządź, było napuszczane na siebie w ramach animozji kulturowych.

  Powoli masy straciły punkt odniesienia i ugrzęzły w pełnej demoralizacji. Przez lata dominowała władza dyktatorska, wsparta siłami służb specjalnych bądź policji i wojska.

   Sąsiednia Dominikana (przez krótki okres czasu połączona z Haiti)miała podobne warunki naturalne. I podobny start polityczny. Do roku 1965 trwała zbrojna walka polityczna pomiędzy poszczególnymi ugrupowaniami. Po przejęciu władzy przez (nadal dyktatora ) konserwatystę Belaquera ,sytuacja się zaczęła normować. A gospodarka kraju weszła powoli w okres rozwoju. Dzisiaj Dominikana radzi sobie nieźle. Widziałam budowę autostrad na odcinkach ponad stukilometrowych naraz (można , naprawdę można!). Na Dominikanie byłam kilkakrotnie i miałam okazję widzieć zmiany. Potężny rozwój turystyki.

  Na Haiti dominuje ludność murzyńska. Dominikana – to przede wszystkim Mulaci, potomkowie mieszanych małżeństw hiszpańsko - afrykańskich.

 Czy przyczyna tkwi w mentalności społeczeństw? To pytanie zostawiam otwarte.   

  Jedno wiem z tej wizyty na pewno : demokracji nie tworzy ani dobra konstytucja, ani nazwa. Demokracja nie tworzy się z automatu, demokracji się nie dostaje , trzeba ją wypracować

http://pl.wikipedia.org/wiki/Fran%C3%A7ois_Duvalier

 P.S. Laleczki voodoo i dziwne świeczki przekazaliśmy koledze, który organizował wystawę dot. magii i czarów. Przy okazji powiedział nam ,że istnieje przesąd, mówiący o tym ,ze trzymanie tych akcesoriów domu nie przynosi szczęścia.

1maud
O mnie 1maud

Utwórz własną mapę podróży.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (10)

Inne tematy w dziale Polityka