Więc jestem.
Potomek bogów, Kopernika i Kowalskiego.
Wciąż żyję,
gonię za czymś, wciąż pytam dlaczego?
Żegluję szybko po oceanie życia
raz z falą a raz pod falę.
Czasami jestem głuchy na wichrów wycia
cichy szept jako dzwony chwalę
Przenoszę góry w odwiecznej udręce
i sypię kurhany swym marzeniom.
Odczytuję przyszłość z linii na ręce
choć wiedza i pewność nic nie zmienią
Buduję swe życie na bańce mydlanej
wierząc, ze będzie trwało wiecznie.
Marzę o przyszłości wielkiej i świetlanej
i mieć muszę wszystko. Koniecznie
Chociaż jesień życia przedsionkiem Hadesu
jeszcze radość i bóle liczę.
Zasypiając wiem, żem niedaleko kresu,
zapominam o tym o świcie
Więc jestem.
Prochem zamkniętym w ścianach glinianego garnka.
Więc byłem.
Jeszcze wczoraj. Nie doczekałem poranku



Komentarze
Pokaż komentarze (2)