„ Polscy rastamani w sposobie myślenia i zachowania demonstrują nonkonformizm oraz skłonność do bycia w drodze, w ciągłej podróży w poszukiwaniu przygód i dobrych ludzi. Wartości te są realizowane w grupie, komunie, małej wspólnocie, gdzie ceniona jest niezależność przekonań, barwna osobowość i indywidualność. Bycie sobą oceniane jest jako samoistna, absolutna wartość istoty ludzkiej. Dążą do tego, aby codzienne życie nie było zdominowane przez bezwzględne dążenie do sukcesu, egoizm. W miejsce wszelkich menedżerskich programów proponują humanistyczne treści: braterstwo, partnerski styl, odpowiedzialność i współdziałanie, walkę z fałszem.”
Tak w necie opisują polski ruch rastamanów..
Czytając wpisy Ras FUFU ,poruszające istotne problemy życia , opisujące rzeczywistość z punktu widzenia wyznawanej filozofii, zgodnej z własną subkulturą, w wielu ocenach mogłam powiedzieć zgodne „tak”
W samych założeniach, ale nie praktyce, która miała wieść do rozwiązania opisywanego problemu.
Nie zareagowałam, gdy w kilku wpisach przekonywał do legalizacji miękkich narkotyków , z lubością opisywał grupy nielegalnie palących , uzasadniał racjonalność i itp.
Ostanie dwa wpisy o dzieciach i dresiarzach osiedlowych i szkolnictwie , wstrząsnęły mną .(adminem wyraźnie nie)
Jest rok 1973 . Udaje mi się wyjechał na „lewe” zaproszenie do Anglii. Tam , w poszukiwaniu pracy ,umożliwiającej miesięczny pobyt, kontaktuję się z poznanymi w Polsce studentami, studiującymi w Brighton. Jadę i pierwszego wieczoru trafiam do uroczego, małego domu ,gdzie spotyka się grupa przyjaciół , jak się okazuje hippisów. Dom należy do jednego z nich, Właśnie jego żona powędrowała z inną grupą w świat, w poszukiwaniu dobrych ludzi , nie akceptujących zniewolonego świata .
W domu został mąż i 2,5 –letnie dziecko. Przyjaciele przyjmują mnie bardzo serdecznie. Siadamy wkrąg na podłodze. Zaczynają palić marihuane, którą oczywiście proponuj także mnie. Odmawiam, tłumacząc się, że jestem po locie , jestem zmęczona itp. Palą, rytualnie przekazując po dwóch „machach” skręta dalej. Rozmawiają o ważnych rzeczach...Po pół godzinie , co chwile ktoś wychodzi , po czym wraca jakby bardziej gadatliwy , z bardziej nieprzytomnymi oczami. W oparach dymu siedzi także 2,5 letni chłopiec. Zabieram go po 2 godzinach do innego pomieszczenia .
Po jakimś czasie słyszę dziwny krzyk, zamieszanie ...Przychodzi znajoma z Polski dziewczyna i mówi, żebym się nie denerwowała. Mają mały problem, ojciec dziecka trochę przeholował z innymi narkotykami.. Daję dziecku jeść , pić ,kładę do snu na kanapie. Około północy wracam z nimi do akademika. Wszyscy są pod wpływem marihuany , większość po wzmocnieniu innymi narkotykami. Rano , przerażona , pod byle pretekstem wyjeżdżam do Londynu. W grupie były dwie siostry. Starsza uzależniła się od narkotyków . Zmarła w wieku 29 lat. Przedawkowanie. Młodsza, po eksperymentach z marihuaną, po kilku latach dała sobie spokój .
Nie każdy palący marihuanę musi się uzależnić. Ale ma ogromna szanse. Ta szansa jest tym większa , im wcześniej dziecko zaczyna.
O czym pisze Ras-FUFU? Ano o wyjątkowo mądrym 13 latku, teraz ma już 15 lat...... „Ma chyba z 15 lat, a życie zna lepiej niż niejeden dorosły. Kiedyś go odbierałem z pociągu gdy miał jeszcze 13 lat, był cały upalony tak mocno jak ja jeszcze nigdy....” „Zabrałem owych gości po warsztatach sportowych do jedynego, nielegalnego zresztą klubu muzycznego gdzie mogliby wpuścić nieletniego z naszej paczki, i niestety, powiedzieli mu że za dwa lata. „”
Potem coś o kopie, lepszym od brazylijskiego mistrza, , w końcu kontestuje:„Polska to wciąż kraj psycho-rodzin wszystko kontrolujących i budujących nad dziećmi szklane klosze, psycho-matek które swoją nadopiekuńczością i toksycznością robią z dzieci pacjentów poradni psychologicznych. To wszystko jest standardem, spotykanym w niemal każdym polskim domu. Skoro tak jest w domach, to czemu nie w szkołach?”
Pisze o tym ,ze na osiedlach palą marychę , może za dużo, bo starczy dwa buchy z dżointa...Jemu starczy, nie im. „Upalony 13-15 latek” który ma oczy jak szparki , to nie kandydat do nielegalnego klubu, gdzie pewnie zapalić można. To już powinien być pacjent terapii odwykowej.A Ras tego nie widzi. Chociaż terenuje ich, a więc jest ich nauczycielem.
Pisz Ras Fufu, bo masz wiele do powiedzenia .Ale spójrz na świat nie poprzez opary marihuany. Nie usprawiedliwiaj, nie zachęcaj. Bezpośrednio i pośrednio. Bo to stwarza poczucie, czytającym nastolatkom, że dzięki gandżi będą mogli spokojnie i bezpiecznie stawiać czoła emocjonalnym wyzwaniom, a ryzyko zawsze będzie kontrolowane
.Nic bardziej błędnego . I niebezpiecznego.


Komentarze
Pokaż komentarze (10)