Od kilku dni toczy się w salonie dyskusja na temat służby zdrowia. I tak jak na scenie politycznej , głównymi liniami podziału jest :prywatne( dobre) , państwowe( złe) , albo odwrotnie. Tak postawiony problem zawsze zawiedzie nas na manowce. I postawi po przeciwległych stornach barykady .
Większość zwolenników sprywatyzowania i całkowitego uwolnienia rynku usług medycznych podaje liczne przykłady korzystania ze świetnie prosperujących, a w zasadzie już sprywatyzowanych przychodni, a także prywatnych klinik.
Przeciwnicy, którzy reprezentują interesy ludzi o dochodach przeciętnych i poniżej ( a takich w Polsce jest większość), prywatyzację postrzegają jako utrudnienie w dostępności do bezpłatnych usług, na które są z uwagi na niewystarczające dochody, skazani.Kto się myli, kto ma rację.
Obecnie funkcjonujące prywatne kliniki mają się świetnie, to prawda. To są małe kliniki specjalistyczne . Korzystają z nich ci, którychstać na wydatek kilku tysięcy złotych, na proste w sumie zabiegi. Takie jak ; operacje oczu , protetyka stawów, zabiegi chirurgiczne o niedużej skali. Zwykle pacjent przebywa tam 1- 3 dni. I wraca do domu.W klinikach tych często wykonuje się zabiegi refundowane przez NFZ. Czyli de facto bezpłatne dla pacjenta.
Czy więc lęki przeciwników prywatyzacji pełnej są nieuzasadnione?Załóżmy , że do kliniki prywatnej, na mocy skierowania NFZ trafia pacjent na usunięcie zatoru w nodze. Pacjent obciążony chorobą miażdżycową, w dodatku z zapaleniem mięśnia sercowego..Klinika wykonuje zabieg, kasuje z NFZ zań, a następnego dnia po zabiegu wysyła pacjenta na leczenie do państwowego szpitala. Dlaczego? Ano bo NFZ za sam zabieg usunięcia zatoru płaci adekwatnie, natomiast za wyleczenie zapalenia mięśnia sercowego, które wymaga wielotygodniowego leczenia drogimi antybiotykami – nie.Efekt- klinika ma się świetnie , a państwowy fatalnie. Ponieważwycena leczenia nie pokrywa kosztów , zadłuża się.
Nie ma klinik prywatnych z oddziałami ratunkowymi. Dlaczego?
Bo tam trafiają ludzie z nagłymi schorzeniami ,a takżepo wypadkach .Ci pierwsi wymagają szybkiej, drogiej diagnostyki. I potem leczenia.Wycena zarówno diagnostyki jak i pobytu w szpitalu jest niewystarczająca na pokrycie kosztów!
Leczenie tych drugichbywa często długotrwałe i niesłychanie kosztowne. NFZ także nie płaci zgodnie zrzeczywistą wartością usługi. Bo nie ma dość pieniędzy
Wiedział o tym profesor Religa .Dlatego wprowadził tzw podatek Religi , zobowiązujący towarzystwa ubezpieczeniowe do pokrywania leczenia osób poszkodowanych w wypadkach z ubezpieczenia OC sprawcy. Gwarantowało toszpitalom dodatkowe pieniądze za leczeniez tych towarzystw.
Niestety, pani minister Kopacz szybciutko te dodatkowe pieniądze oddała oligarchom finansowym.A przecież ani wprowadzenie podatku Religinie poskutkowało znaczącym wzrostem składek(jak wtedy opozycja PO grzmiała) ,ani jego likwidacja nie spowoduje jej obniżki.Dzięki podatkowi Religi do funduszu NFZ wpływało 12 % z obowiązkowych składekna polisy komunikacyjne.
Mamy sprywatyzowane przychodnie. Kolejki do specjalisty są jak były. Ba, wydłużają się. System uzyskania skierowania na badania wymaga ,aby dawał go specjalista. Lekarz rodzinny ma prawo wydać skierowanie tylko na podstawowe, stosunkowo niedrogie badania.Czy tak być musi? Nie. A dlaczego tak jest ?
Bo nie ma pieniędzy na pokrycie wszystkich potrzeb. I system ogranicza dostęp do badań, do diagnostyki. Bo lekarz rodzinny ma limit skierowań do specjalisty , limit na badania droższe, musi wysyłać do specjalisty. Specjalista przyjmie po kilku dniach tygodniach a nawet miesiącach . I mamy naturalne ograniczenie bezpłatnego dostępu do usług.Bez znalezienia sposobu dofinansowania puli na leczenie, czy to poprzez podniesienie składek na ubezpieczenie zdrowotne , czy też częściową odpłatność ( w przypadku ludzi niezamożnych z funduszy socjalnych)za pobyt w szpitalu – żadna reforma nie przyniesie pozytywnych skutków w bezpłatnym lecznictwie.
Kłamstwem w żywe oczy jest obietnica skrócenia kolejek. Bo kolejki są z powodu braku pieniędzy w systemie.
Dlatego obietnicę szczęśliwości po wprowadzeniu proponowanych przez niąreform , między bajki spokojniewkładam.
Wczoraj odbyła się konferencja prasowa MZ na temat znieczuleń przy porodach. Na pytania dziennikarzy , czy może zagwarantować ,ze wszystkie kobiety po prywatyzacji szpitali, będą mogły liczyć na bezpłatnego anastezjologa , pan doktor powiedział uczciwie: nie wiem, to zależy jakie wyniki uzyskamy....( ile te szpitale są w stanie zarobić na ewentualne pokrycie bezpłatnych usług medycznych)Taka to reforma. Której skutków ministerstwo nie jest w stanie zasymulować.
A majątek szpitali wraz z budynkami, wyposażeniem i gruntami będzie już w 49% własnością prywatną .I będzie podlegał ciekawym przepisom upadłościowym. Pozostaje przesłanie do minister Kopacz: medice, cura te ipsum.
http://moto.onet.pl/1496140,4191,artykul.html


Komentarze
Pokaż komentarze (30)