To nie jest łatwy dla mnie wpis. Tą historię znają moi najbliżsi znajomi , rodzina. Nigdy prawdy nie poznała moja nieżyjąca już Mama .
I może nie odkurzałabym mojego kuferka tajemnic, gdyby nie to, że historia rodziny Olewników potwierdza, jak wiele mechanizmów bezprawia ,szumnie zwanego prawem, egzystuje do dzisiaj w polskich organach ścigania. Ad rem.
Cofam się do początku III RP. W 1989 r straciłam synka. Piotruś zmarł tuz po porodzie, Ewidentna wina lekarzy.
Jedyną szansą na wyjście z depresji było dla mnie szukanie pochłaniającego bez reszty zajęcia . Wpadłam na szalony pomysł, że zrealizuję ,na bazie prowadzonej przeze mnie działalności rzemieślniczej , wielki projekt inwestycyjny .
Pieniędzy nie realizację nie miałam, ale miałam intuicję , wystarczająca wiedzę o rynku i upór. Skonstruowałam business plan , planując skrupulatnie krok, po kroku sposób pozyskiwania środków na realizację zamierzonego celu. Jednym z elementów tego planu było , na II etapie działań , pozyskanie inwestora kapitałowego
Szukałam inwestora polskiego. Pełna euforii z powodu transformacji ustrojowej , chciałam, aby do naszej (mąż był udziałowcem odrębnym) spółki typu joint-venture z przyjacielem z Francji , dokooptował polski przedsiębiorca.
Nie miałam żadnych koneksji w wielkim biznesie. Szukałam więc dzwoniąc do biznesmanów z pierwszych stron gazet. Mam na koncie telefon do Gawronika, Leksztonia, a także do Bogusława BagsikaDyrektorzy firmy tego ostatniego powiedzieli mi ,że są bardzo zainteresowani wejściem w spółkę, ale odezwą się , za jakieś 4 tygodnie , bo może okazać się ,ze ich spółka ART. –B , może stwarzać za kilka dni pozory niewiarygodności. Rzeczywiście, za 5 czy 6 dni przeczytałam, że do biura ART. B weszła prokuratura, a sam szef uciekł. Skomentowaliśmy to z mężem identycznie : Bagsik wiedział doskonale co się wokół niego dzieje...
Po zakończeniu inwestycji śmiałam się, ze miałam jakiś niezwykły dar do wyszukiwania potencjalnych partnerów spośród ludzi uwikłanych w brudne interesy.
Po latach wiem ,że szansa znalezienia w tym okresie kogoś nieumoczonego, była bliska zeru. Skoncentrowałam się więc na miejscowym rynku biznesu. Tak trafiłam na spółkę Ideal.(nazwa zmieniona –od aut).To był miejscowy potentat w handlu paliwem, metalami niekolorowymi itp. :Prezesem był młody, prężny biznesmen , po brytyjskiej szkole biznesu. Współwłaścicielem ojciec biznesmena, nobliwy pan, z przeszłością w handlu zagranicznym .
Podpisaliśmy umowę przedwstępną na sprzedaż udziałów w spółce , która dawała nam 1 miesiąc na zrealizowanie warunków zawarcia umowy ostatecznej. Spółka Ideal wpłaciła kwotę 3 mld starych złotych , a w miesiąc miała zagwarantować wielomilionowy kredyt. W razie nie wywiązania się z umowy przez Ideal bądź odstąpienia od niej przez nas, cała kwota miała zostać zwrócona, wraz z należnymi, ustalonymi w umowie odsetkami.
Po około dwóch tygodniach prawnik ,sprawdzający wiarygodność firmy Ideal (nie było rejestrów, wiedza na ten temat musiała być zdobywana różnymi drogami) poinformował nas ,że firma jest chyba niezbyt czysta , bo jakieś dokumenty z e spółki-córki , są w prokuraturze. Odstąpiliśmy od umowy ,pieniądze wraz z odsetkami oddaliśmy . Znaleźliśmy w miejsca Ideal inwestora zagranicznego, w postaci Funduszu Inwestycyjnego. Tak zakończył się dla mnie mit o wzajemnym wspieraniu polskiej przedsiębiorczości
Po roku o firmie Ideal zaczęło być głośno, podobno prowadzono wobec niej śledztwo z podejrzeniem o poważne nieprawidłowości.Pewnego dnia , ku mojemu zdumieniu w biurze pojawili się dwaj z ochroniarze z firmy Ideal . Kiedy wchodzili, przymknęłam drzwi do sąsiedniego pomieszczenia, w którym siedział mój prawnik.
Ochroniarze przekazali mi „prośbę” od swoich szefów, abym natychmiast pojechała na rozmowę do siedziby spółki Ideal. Powiedzieli, ze mają polecenie przywiezienia mnie natychmiast do spółki. Wtedy otworzyłam drzwi i ochroniarze zobaczyli ,że nie jestem sama. Powiedziałam, że przyjadę , ale dopiero jak skończę załatwianie sprawy z moim mecenasem. Odpowiedzieli na to, że szef nie ma dużo czasu, a sprawa jest bardzo pilna. Jak się okazało, czekali za drzwiami. Ustaliliśmy z mężem, ze pojedziemy na spotkanie we trójkę , a zawiezie nas do siedziby Ideala , nasz kierowca. Byliśmy bardzo zaniepokojeni ta sytuacją. Na tyle, że powiedzieliśmy kierowcy, aby w przypadku, gdybyśmy nie wracali zbyt długo jechał zawiadomić policję .To samo miał uczynić, gdyby zauważył, że ktoś z nas wychodzi i wsiada w towarzystwie tych ludzi do innego samochodu.
Wejście do siedziby było zabezpieczone elektronicznie. Bez kodu, którym dysponowali ochroniarze, nikt nie wszedł i nie wyszedł ze budynku. Czekali na nas obaj panowie X. Młodszy wyjaśnił powód pilnego spotkania : otóż oświadczył, że w związku z odstąpieniem przez nas od umowy, miał poważne :straty” w firmie , które wycenił na 150 tys. USD. (rok 1992)Zażądał natychmiastowej rekompensaty Na moją uwagę, że nasza firma oddała co do złotówki kwoty wymienione w umowie- odpowiedział, że on te straty fizycznie poniósł i naszym obowiązkiem jest zrekompensować.
Powiedziałam wtedy, że jeśli uważa, że czegoś nie wypełniliśmy z umowy, jest droga sądowa .Wtedy padła mniej więcej taka odpowiedź:
„ Sądy.. sądy działają zbyt wolno. Są inne drogi ...macie państwo dwoje dzieci. Nie boicie się ,ze przyjedzie ktoś i zrobi im krzywdę.. a potem wyjedzie na Wschód i szukaj wiatru w polu?”
Prawnik zareagował natychmiast: Pan tutaj usiłuje posługiwać się groźbami karalnymi, czy pan ma tego świadomość?” Starszy pan X uspokajał syna, żeby nie posuwał się za daleko ... Myślałam tylko, aby móc bezpiecznie wyjść z tego miejsca. Powiedziałam : proszę zatem udokumentować nam , jakie straty i z jakiego tytułu powstały i udowodnić ich związek z ,że zostały w świetle umowy zawinione przez nas.
Tak się skończyło osobiste spotkanie. Wypuścili nas. Wtedy myślałam, że to koniec , bo nic nie zyskali. Na zewnątrz czułam się bezpieczna. Mogłam przecież tam skorzystać z ochrony policji, sądu. O naiwności ludzka . Nikt z nas nie spodziewał się ,że celem tego spotkania było zastraszenie , a nasz horror dopiero się rozpocznie.
Przez ponad rok nic się nie działo. Z prasy wiedziałam, że firma Ideal upadła. Ze zarząd spółki jest podejrzewany o wielomilionowe przekręty związane z handlem paliwem. Uspokoiłam się zupełnie. Byli przecież pod nadzorem organów ścigania.
Inwestycja została ukończona. W prasie ukazały się informacje o tym fakcie. A także , o sprzedaży przez nas całości przedsięwzięcia . Taki plan był od początku. Powróciłam do działalności rzemieślniczej. Pewnej niedzieli, kiedy pod wieczór grałam z mężem w scrabble, zadzwonił telefon. Odebrałam i usłyszałam: „ Mamy dla was zlecenie ...” –podałam mężowi słuchawkę ze słowami : jakieś zlecenie do firmy.
Mąż słuchając dalszego ciągu ..wyraźnie zmieniał się na twarzy . Usłyszałam jak odpowiada, nikomu nic nie jesteśmy winni.... Kiedy odłożył słuchawkę , przekazał mi treśćwiadomości ..” ktoś twierdzi, że otrzymał na nas zlecenie, bo nie oddajemy pieniędzy , jakie jesteśmy winni od długiego czasu. Powiedział, że mamy przygotować 200 tys.USD, bo wystrzelają nas jak kaczki, a zaczną od naszych dzieci....”
Oboje nie mieliśmy żadnych wątpliwości : jedyne roszczenia finansowe wobec nas mieli panowie X. .Bez chwili wahania zadzwoniłam do oficera dyżurnego województwa , opowiedziałam o groźbach i poprosiłam o ochronę. Dyżurny odmówił i zalecił , że mam się zgłosić następnego dnia i osobiście złożyć doniesienie w prokuraturze rejonowej.
Postanowiliśmy ostrzec starszą córkę, która dojeżdżała na uczelnię swoim samochodem .Poprosiliśmy ją do siebie , wspólnie ustaliliśmy, że następnego dnia pojedzie taksówką na uczelnię, a później ,z uczelni, taksówką zamówioną z rektoratu, wróci do domu. Młodszy , 14-letni syn , miał następnego dnia być w domu, ponieważ przechodził właśnie wietrzną ospęJemu nie powiedzieliśmy nic.
Około godziny 20.30 , w niecałe 2 godziny po telefonie , padł pierwszy strzał .W pokoju córki. .Na szczęście w momencie kiedy wstała od biurka, przy którym przygotowywała się na zajęcia , pokazując się w świetle okna – natychmiast wyszła z pokoju. Pocisk jej dzięki temu nie sięgnął . Razem z mężem pobiegliśmy do pokoju syna obok . Syn właśnie podchodził do okna ,żeby zlokalizować źródło strzału (nie miał pojęcia że strzelano do jego siostry). Na krzyk męża: padnij natychmiast na podłogę , pierwszy raz zareagował prawidłowo .wykonując polecenie bez pytania :dlaczego. Wtedy padły kolejne strzały do syna .
Gdyby nie leżał na podłodze, zostałby trafiony jeśli nie bezpośrednio, to rykoszetem. Nasze mieszkanie miało wiele okien. Wszyscy leżeliśmy na podłodze .Zgasiliśmy wcześniej światła. Mąż ściągnął na ziemię telefon i zadzwonił po policję. Przyjechali natychmiast .Jak pozorne było nasze bezpieczeństwo po tym przyjeździe , mieliśmy przekonać później.c.d.n.


Komentarze
Pokaż komentarze (17)