To nie jest łatwy dla mnie wpis. Tą historię znają moi najbliżsi znajomi , rodzina. Nigdy prawdy nie poznała moja nieżyjąca już Mama .I może nie odkurzałabym mojego kuferka tajemnic, gdyby nie to, że historia rodziny Olewników potwierdza, jak wiele mechanizmów bezprawia ,szumnie zwanego prawem, egzystuje do dzisiaj w polskich organach ścigania. Ad rem.
Cofam się do początku III RP. W 1989 r straciłam synka. Piotruś zmarł tuz po porodzie, Ewidentna wina lekarzy.
Jedyną szansą na wyjście z depresji było dla mnie szukanie pochłaniającego bez reszty zajęcia . Wpadłam na szalony pomysł, że zrealizuję ,na bazie prowadzonej przeze mnie działalności rzemieślniczej , wielki projekt inwestycyjny .
Pieniędzy nie realizację nie miałam, ale miałam intuicję , wystarczająca wiedzę o rynku i upór. Skonstruowałam business plan , planując skrupulatnie krok, po kroku sposób pozyskiwania środków na realizację zamierzonego celu. Jednym z elementów tego planu było , na II etapie działań , pozyskanie inwestora kapitałowego
Szukałam inwestora polskiego. Pełna euforii z powodu transformacji ustrojowej , chciałam, aby do naszej (mąż był udziałowcem odrębnym) spółki typu joint-venture z przyjacielem z Francji , dokooptował polski przedsiębiorca.
Nie miałam żadnych koneksji w wielkim biznesie. Szukałam więc dzwoniąc do biznesmanów z pierwszych stron gazet. Mam na koncie telefon do Gawronika, Leksztonia, a także do Bogusława BagsikaDyrektorzy firmy tego ostatniego powiedzieli mi ,że są bardzo zainteresowani wejściem w spółkę, ale odezwą się , za jakieś 4 tygodnie , bo może okazać się ,ze ich spółka ART. –B , może stwarzać za kilka dni pozory niewiarygodności. Rzeczywiście, za 5 czy 6 dni przeczytałam, że do biura ART. B weszła prokuratura, a sam szef uciekł. Skomentowaliśmy to z mężem identycznie : Bagsik wiedział doskonale co się wokół niego dzieje... Po zakończeniu inwestycji śmiałam się, ze miałam jakiś niezwykły dar do wyszukiwania potencjalnych partnerów spośród ludzi uwikłanych w brudne interesy. Po latach wiem ,że szansa znalezienia w tym okresie kogoś nieumoczonego, była bliska zeru. Skoncentrowałam się więc na miejscowym rynku biznesu. Tak trafiłam na spółkę Ideal.(nazwa zmieniona –od aut).To był miejscowy potentat w handlu paliwem, metalami niekolorowymi itp. :Prezesem był młody, prężny biznesmen , po brytyjskiej szkole biznesu. Współwłaścicielem ojciec biznesmena, nobliwy pan, z przeszłością w handlu zagranicznym .
Podpisaliśmy umowę przedwstępną na sprzedaż udziałów w spółce , która dawała nam 1 miesiąc na zrealizowanie warunków zawarcia umowy ostatecznej. Spółka Ideal wpłaciła kwotę 3 mld starych złotych , a w miesiąc miała zagwarantować wielomilionowy kredyt. W razie nie wywiązania się z umowy przez Ideal bądź odstąpienia od niej przez nas, cała kwota miała zostać zwrócona, wraz z należnymi, ustalonymi w umowie odsetkami. Po około dwóch tygodniach prawnik ,sprawdzający wiarygodność firmy Ideal (nie było rejestrów, wiedza na ten temat musiała być zdobywana różnymi drogami) poinformował nas ,że firma jest chyba niezbyt czysta , bo jakieś dokumenty z e spółki-córki , są w prokuraturze. Odstąpiliśmy od umowy ,pieniądze wraz z odsetkami oddaliśmy . Znaleźliśmy w miejsca Ideal inwestora zagranicznego, w postaci Funduszu Inwestycyjnego. Tak zakończył się dla mnie mit o wzajemnym wspieraniu polskiej przedsiębiorczości
Po roku o firmie Ideal zaczęło być głośno, podobno prowadzono wobec niej śledztwo z podejrzeniem o poważne nieprawidłowości. Pewnego dnia , ku mojemu zdumieniu w biurze pojawili się dwaj z ochroniarze z firmy Ideal . Kiedy wchodzili, przymknęłam drzwi do sąsiedniego pomieszczenia, w którym siedział mój prawnik. Ochroniarze przekazali mi „prośbę” od swoich szefów, abym natychmiast pojechała na rozmowę do siedziby spółki Ideal. Powiedzieli, ze mają polecenie przywiezienia mnie natychmiast do spółki. Wtedy otworzyłam drzwi i ochroniarze zobaczyli ,że nie jestem sama. Powiedziałam, że przyjadę , ale dopiero jak skończę załatwianie sprawy z moim mecenasem. Odpowiedzieli na to, że szef nie ma dużo czasu, a sprawa jest bardzo pilna. Jak się okazało, czekali za drzwiami. Ustaliliśmy z mężem, ze pojedziemy na spotkanie we trójkę , a zawiezie nas do siedziby Ideala , nasz kierowca. Byliśmy bardzo zaniepokojeni ta sytuacją. Na tyle, że powiedzieliśmy kierowcy, aby w przypadku, gdybyśmy nie wracali zbyt długo jechał zawiadomić policję .To samo miał uczynić, gdyby zauważył, że ktoś z nas wychodzi i wsiada w towarzystwie tych ludzi do innego samochodu.
Wejście do siedziby było zabezpieczone elektronicznie. Bez kodu, którym dysponowali ochroniarze, nikt nie wszedł i nie wyszedł ze budynku. Czekali na nas obaj panowie X. Młodszy wyjaśnił powód pilnego spotkania : otóż oświadczył, że w związku z odstąpieniem przez nas od umowy, miał poważne :straty” w firmie , które wycenił na 150 tys. USD. (rok 1992)Zażądał natychmiastowej rekompensaty Na moją uwagę, że nasza firma oddała co do złotówki kwoty wymienione w umowie- odpowiedział, że on te straty fizycznie poniósł i naszym obowiązkiem jest zrekompensować. Powiedziałam wtedy, że jeśli uważa, że czegoś nie wypełniliśmy z umowy, jest droga sądowa .Wtedy padła mniej więcej taka odpowiedź:
„ Sądy.. sądy działają zbyt wolno. Są inne drogi ...macie państwo dwoje dzieci. Nie boicie się ,ze przyjedzie ktoś i zrobi im krzywdę.. a potem wyjedzie na Wschód i szukaj wiatru w polu?” Prawnik zareagował natychmiast: Pan tutaj usiłuje posługiwać się groźbami karalnymi, czy pan ma tego świadomość?” Starszy pan X uspokajał syna, żeby nie posuwał się za daleko ... Myślałam tylko, aby móc bezpiecznie wyjść z tego miejsca. Powiedziałam : proszę zatem udokumentować nam , jakie straty i z jakiego tytułu powstały i udowodnić ich związek z ,że zostały w świetle umowy zawinione przez nas. Tak się skończyło osobiste spotkanie. Wypuścili nas.
Wtedy myślałam, że to koniec , bo nic nie zyskali. Na zewnątrz czułam się bezpieczna. Mogłam przecież tam skorzystać z ochrony policji, sądu. O naiwności ludzka . Nikt z nas nie spodziewał się ,że celem tego spotkania było zastraszenie , a nasz horror dopiero się rozpocznie.
Przez ponad rok nic się nie działo. Z prasy wiedziałam, że firma Ideal upadła. Ze zarząd spółki jest podejrzewany o wielomilionowe przekręty związane z handlem paliwem. Uspokoiłam się zupełnie. Byli przecież pod nadzorem organów ścigania. I
nwestycja została ukończona. W prasie ukazały się informacje o tym fakcie. A także , o sprzedaży przez nas całości przedsięwzięcia . Taki plan był od początku. Powróciłam do działalności rzemieślniczej. Pewnej niedzieli, kiedy pod wieczór grałam z mężem w scrabble, zadzwonił telefon. Odebrałam i usłyszałam: „ Mamy dla was zlecenie ...” –podałam mężowi słuchawkę ze słowami : jakieś zlecenie do firmy. Mąż słuchając dalszego ciągu ..wyraźnie zmieniał się na twarzy . Usłyszałam jak odpowiada, nikomu nic nie jesteśmy winni.... Kiedy odłożył słuchawkę , przekazał mi treśćwiadomości ..” ktoś twierdzi, że otrzymał na nas zlecenie, bo nie oddajemy pieniędzy , jakie jesteśmy winni od długiego czasu. Powiedział, że mamy przygotować 200 tys.USD, bo wystrzelają nas jak kaczki, a zaczną od naszych dzieci....”
Oboje nie mieliśmy żadnych wątpliwości : jedyne roszczenia finansowe wobec nas mieli panowie X. .Bez chwili wahania zadzwoniłam do oficera dyżurnego województwa , opowiedziałam o groźbach i poprosiłam o ochronę. Dyżurny odmówił i zalecił , że mam się zgłosić następnego dnia i osobiście złożyć doniesienie w prokuraturze rejonowej.
Postanowiliśmy ostrzec starszą córkę, która dojeżdżała na uczelnię swoim samochodem .Poprosiliśmy ją do siebie , wspólnie ustaliliśmy, że następnego dnia pojedzie taksówką na uczelnię, a później ,z uczelni, taksówką zamówioną z rektoratu, wróci do domu. Młodszy , 14-letni syn , miał następnego dnia być w domu, ponieważ przechodził właśnie wietrzną ospęJemu nie powiedzieliśmy nic. Około godziny 20.30 , w niecałe 2 godziny po telefonie , padł pierwszy strzał .W pokoju córki. .Na szczęście w momencie kiedy wstała od biurka, przy którym przygotowywała się na zajęcia , pokazując się w świetle okna – natychmiast wyszła z pokoju. Pocisk jej dzięki temu nie sięgnął . Razem z mężem pobiegliśmy do pokoju syna obok . Syn właśnie podchodził do okna ,żeby zlokalizować źródło strzału (nie miał pojęcia że strzelano do jego siostry). Na krzyk męża: padnij natychmiast na podłogę , pierwszy raz zareagował prawidłowo .wykonując polecenie bez pytania :dlaczego. Wtedy padły kolejne strzały do syna . Gdyby nie leżał na podłodze, zostałby trafiony jeśli nie bezpośrednio, to rykoszetem.
Nasze mieszkanie miało wiele okien. Wszyscy leżeliśmy na podłodze .Zgasiliśmy wcześniej światła. Mąż ściągnął na ziemię telefon i zadzwonił po policję. Przyjechali natychmiast .Jak pozorne było nasze bezpieczeństwo po tym przyjeździe , mieliśmy przekonać później.c.d.n.
Część II
Praca operacyjna policji trwała do rana. Złożyliśmy obszerne zeznania .Wskazaliśmy na niewątpliwych dla nas zleceniodawców. Mieliśmy przecież bardzo wiarygodnego świadka (znanego mecenasa) gróźb ,jakie pod naszym adresem kierowali. Powiedzieliśmy o tym, że ci sami ludzie są podejrzewani o wielkie przestępstwa finansowe. Że sugeruje się ich powiązania z mafią.. Poprosiliśmy o ochronę, do chwili aresztowania bandytów.Wtedy pierwszy prysznic. Owszem, nazwisko jakby policji znane ,a de facto nasze oskarżenia są „gołosłowne”. Przykro im , ale nie mogą nam na razie nic pomóc. Będzie śledztwo , na bieżąco nas będą informować o postępach w sprawie. Ochrona zostanie z nami do godziny 9 rano, a potem...możemy załatwić ją sobie we własnym zakresie. Podali nam namiary na prywatne biura ochrony.
Poinstruowali nas, że nie powinniśmy na razie opuszczać domu (sic!), nikogo nie wpuszczać. Wynajęliśmy Biuro Ochroniarskie, polecone przez policję. Jak się okazało, szefa biura znaliśmy, ponieważ był wcześniej komendantem policji w komisariacie rejonowym . W ciągu dnia nas przez pierwszy tydzień 4, w nocy 3 ochroniarzy. W oczekiwaniu na wynik działań policji i prokuratury , wyjścia (tylko z ochroniarzami) ograniczyliśmy do minimum.
Każde wyjście to konieczność założenia kamizelki kuloodpornej. Załatwiliśmy urządzenie do nagrywania rozmów telefonicznych. Były komendant policji miał dobre kontakty z kolegami. Dowiedział się, że oskarżany przez nas młody X jest poszukiwany listem gończym. Nawiązał kontakty z kolegami z CBŚ , aby w razie jakiejś akcji formalnie wsparli jego biuro .
Ekspertyza z laboratorium kryminalistyki potwierdziła, że strzelano z broni ostrej, o sporym zasięgu. Strzały oddano z dachów garaży, usytuowanych naprzeciwko naszego domu.
Wieczorem zasłanialiśmy szczelnie okna, dopiero potem zapalając światła. Spaliśmy wszyscy w jednym pokoju na materacach, rozłożonych na podłodze. Kiedy niespodziewanie odwiedziła nas, nie mająca zielonego pojęcia co się dzieje moja Mama, legowiska przypisałam niespodziewanej wizycie koleżanek i kolegów naszej córki.
Minął tydzień. Koło godziny 21-ej telefon. Odebrałam i włączyłam nagrywanie : „ poprzednim razem się wam udało, ale was dopadniemy...Szykujcie kasę . Wystrzelamy jak kaczki po kolei”
Akcent mówiącego wskazywał, że jest obcokrajowcem , i to ze wschodu. Ochroniarze wezwali szefa, a także próbowali uzyskać informacje na temat połączenia telefonicznego. (bezskutecznie).
Siedzieliśmy w oddaleniu od okien, a ochroniarze obserwowali zza zasłon otoczenie. Jednego z nich zaintrygował stojący pod domem , na włączonych światłach Maluch. Nas to zainteresowanie bardzo zdziwiło. Zapisał numer rejestracyjny i przedzwonił na policję , aby go sprawdzili. Miał nosa. Okazało się, że tablice rejestracyjne należały do skradzionego kilka dni wcześniej Audi. Nie wiedzieliśmy ile osób jest w maluchu .
Szef biura postanowił wezwać CBŚ. Zanim jednak do tego doszło, Maluch odjechał.Minęła godzina. Pod dom pojechał znowu Maluch, ale na innych tablicach rejestracyjnych. Znowu procedura sprawdzania i bingo: kolejne kradzione tablice. Wezwali CBŚ . Szef ze swoim współpracownikiem (byłym policjantem z wydziału kryminalnego) , postanowili wylegitymować kierowcę. Kiedy podchodzili do samochodu – ktoś z wewnątrz zaczął strzelać.
Pozostali z nami ochroniarze , obawiając się ,że jest jeszcze w pobliżu jakaś inna grupa , która wykorzysta moment zamieszania i podejmie próby strzelania bezpośrednio do nas przez któreś z wszechobecnych okien, zamknęli nas w łazience. Przez kilka minut słyszeliśmy strzały.
Później dowiedzieliśmy ,że strzelały dwie strony. Bandytom udało się jednak uciec, mimo iż CBŚ i zawiadomione radiowozy znały numer rejestracyjny, a ulice nie były zatłoczone.
Zrobiliśmy naradę. Postanowiliśmy wywieźć dzieci za miasto. Łatwiej nam było znosić zagrożenie ze świadomością, że dzieci są bezpieczne. Zwróciliśmy się formalnie o wsparcie ze strony CBŚ. Po dwóch dniach dzieci zostały ukryte pod kocami za siedzeniami w samochodzie (przygotowania były w garażu) . CBŚ był powiadomiony przez ochroniarzy , na jakim odcinku ma być zamknięta droga wyjazdowa , tak, aby nikt nie wiedział w którą z bocznych dróg pojechali. Taka ostrożność ze strony naszych ochroniarzy wydawała się nam przesadą, ale to oni mieli rację.
Dzieci zostały bezpiecznie wywiezione na wieś do przyjaciół. Stamtąd .po kolejnych kilku dniach , ochroniarze odwieźli je na pociąg do dziadków .
Kolejny telefon w środku tygodnia . „Dopadniemy was” Biuro ochrony ustaliło, że poszukiwany listem gończym X codziennie jest obecny w biurze firmy, zarejestrowanej na swoją żonę. Przekazaliśmy informacje policji i prokuraturze. Jakoś nie potrafili go zatrzymać. Po 3 tygodniach od tych wydarzeń , znowu przez kontakty naszych ochroniarzy, dowiedzieliśmy, się ,ze chyba zapanuje spokój, bo dom starszego pana X został „przejęty” przez mafię za długi , i pewnie młody X będzie musiał się ukryć.
Prokuratura nadal nie mogła nikogo przesłuchać i nie było żadnych postępów w sprawie.Wróciły dzieci, zmniejszyliśmy liczbę ochroniarzy. Ponieważ rozpoczynaliśmy przebudowę domu i w związku z tym wyprowadzaliśmy się na 10 miesięcy do wynajętego mieszkania w willi w innej dzielnicy ,
Tam zrezygnowaliśmy z ochrony. Koszty , które w związku z nią ponieśliśmy, były ogromne. Prokuratora umorzyła śledztwo z powodu nie odnalezienia sprawców.Mijały miesiące i był spokój. Zimą trafiłam do szpitala na kolejna operacje kręgosłupa. Na dzień przed powrotem do wynajętego mieszkania, mąż powiedział mi ,ze odbierać mnie będzie taksówką. Uzasadniał to faktem, w razie jak mi będzie niewygodnie, to pomoże mi. Dopiero jak wróciliśmy do domu podał prawdziwa przyczynę.
Otóż wieczorem poprzedniego dnia , do mieszkania zadzwoniło dwóch , mówiących łamaną polszczyzną, chyba Rosjan . Powiedzieli ,że mają pozdrowienia od pana X .Że czekają na zwrot pieniędzy , bo są przez niego upoważnieni. Przekazali też mężowi doniczkę z cmentarnymi chryzantemami, mówiąc, że to dla mnie, bo mogą mi się przydać. I, że ma mi je jutro przekazać, jak będzie mnie zabierał ze szpitala Y . Zauważyli ,że operacją kręgosłupa to nielekka rzecz... Na słowa męża , ze nic nie jesteśmy winni X , powiedzieli : on twierdzi inaczej. I odeszli.Wiedzieli więc wszystko.
Natychmiast zawiadomiliśmy prokuraturę. Prosiliśmy o ochronę . Podano nam ..numer do oficera dyżurnego. Znowu rozpoczął się horror. Po domem demonstracyjnie parkował samochód na rosyjskich numerach. . Byliśmy jak zaszczuci. Mimo iż Rosjanie potwierdzili, kto wysyła ich po pieniądze, prokuratura nie miała dostatecznych dowodów.
Kiedy uciekając ulicą przed śledzącymi mnie demonstracyjnie dwoma mężczyznami , wbiegłam na najbliższą Komendę policji , poinstruowano mnie, że mam się zgłosić na komendę odpowiadająca mojemu zameldowaniu. Ten lęk o dzieci, o męża.
Wróciliśmy do przebudowanego domu. Wiedzieliśmy, że pan X przebywa gdzieś na wolności. Byliśmy jednak bezradni. Zresztą pan X nie był przecież o nic oskarżany w naszej sprawie.
Ciężka choroba mojej Mamusi, moje całodzienne pobyty w szpitalu przy niej przez kilka miesięcy, wreszcie Jej śmierć , oddaliły mnie od lęku. A znowu panował chwilowy spokój.
Przerwał ten spokój telefon od znanego mi adwokata pana X . Pojechałam na spotkanie z ukrytym w torebce dyktafonem. Pan mecenas, nie wnikając w zapisy jakichkolwiek umów oświadczył, ze jego mocodawca pan X , zmuszony był scedować nasze wobec siebie zobowiązania , na firmę z Rosji. I ,ze on został poproszony przez starszego X , aby przypomnieć nam o wiszącym na nas długu. Kwota „zmalała” do 120 000 USD. Oczywiście wyjaśniłam ,ze żadnego długu nie ma. Mecenas jednak twierdził, ze jego rolą jest jedynie nam przekazać informację.
Miałam nagranie ! Oczywiście prosto z gabinetu adwokata pojechałam do prokuratury, złożyć taśmę, potwierdzającą nasze wcześniejsze oskarżenia X o zlecanie wszystkich działań przeciwko nam. Przyjęli. Z góry jednak kwestionując wartość dowodowa nagrania. Cóż, nagrywałam próbę wymuszania bez zgody wymuszającego. Cóż za przeoczenie!
Wiedziałam już ,że spokój , jaki obecnie nastał, jest chwilowy. Przyszedł anonim, zaniosłam go na policję. Czekałam , wydzwaniając co rusz, na postanowienie prokuratury o wszczęciu śledztwa formalnego przeciwko X. Przyszło ponowne postanowienie o umorzeniu. „ w sprawie o narażenie w dniu.... XXXXX na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia, ciężkiego uszkodzenia ciała lub ciężkiego rozstroju zdrowia poprzez oddanie strzałów z broni palnej w ich kierunku, tj. o przestępstwo z art.160 $1 kk wobec niewykrycia sprawców przestępstwa”
Nie było jednoznacznej opinii co do użytej broni : napisano był to albo sztucer z pociskami ekspansywnymi , półpłaszczowymi kaliber 308WIN 30-06 lub 7,62 mm. Mogła tez być to broń samodziałowa, a naboje wyprodukowane zostały przez firmę Seller-Bellot.Odesłano taśmę, jako bezwartościową.
Dowiedzieliśmy się także, że Biznesmen X został przesłuchany(!), i że potwierdził, iż między nami pozostały kwestie sporne kwestie finansowe , którymi zajmują się nasi adwokaci ! Prokuratura dała wiarę przestępcy. Nikt nie prosił nas o dokumentację w sprawie zakupu udziałów ani o pokwitowanie odbioru pieniędzy.....Nie rozmawiał z naszym adwokatem na temat rzekomych rozmów.
Kiedy po kilku dniach przyjechała policja w sprawie groźby ,przesłanej do naszych kontrahentów z dużej inwestycji , że zatrują produkty produkowane w niej w dwóch miastach , jeśli nie zmuszą nas do rozliczenia, zrozumiałam, że możemy już liczyć tylko na siebie.
Mąż szukał kontaktu z półświatkiem , jak się okazało łatwym do nawiązania przez znajomych biznesmenów. Dowiedzieliśmy się, że jest wydane zlecenie zabicia nas. Wykonawcami mieli być jednak przybysze ze wschodu. Dowiedzieliśmy się też, że X był winien duże pieniądze ludziom z mafii. I rozliczył się z nimi w ten sposób, ze „sprzedał” im jako zapłatę nasz rzekomy dług.
Dotarliśmy do człowieka , który podjął się poszukania grupy i negocjacji. W ostatnim etapie uczestniczył starszy pan X i ich adwokat. Opłaciliśmy koszty „usługi” , daleko mniejsze od „długu” i odzyskaliśmy spokój.Koszmar trwał prawie 3 lata.
Na zabezpieczenie własnego życia straciliśmy sporą pieniędzy uzyskanych z inwestycji
Mijały lata. Biznesmen X jakby zniknął .A do nas dochodziły coraz częściej informacje o powiązaniach biznesmenów poznawanych przy okazji bywania na salonach biznesu z mafią, z przekrętami.. Co rusz wychodziły także ich powiązania z policją , z sędziami i prokuratorami. Potem okazywało się, ze mieli szczęście być także TW, lub znakomite kontakty w służbach. Nie wiadomo było, kto jest kim naprawdę.
Czy biznesmen X mógł funkcjonować bezkarnie bez powiązań z policją? Jak mógł uniknąć odpowiedzialności karnej już nie za nas, a z powodu wielomilionowych nadużyć przy okazji handlu paliwem? Był list gończy , a on spokojnie funkcjonował i prowadził firmę wspólnie z żoną. To my, jego ofiary musieliśmy się ukrywać ,.To my byliśmy zaszczuci.
Jeden z funkcjonariuszy CBŚ , który pomagał robić blokadę na drodze, podczas wywożenia naszych dzieci, obecnie zajął miejsce ...Nikosia. (szef biura ochrony dobrze wiedział co robi, gdy ukrywał miejsce wywozu dzieci przed CBŚ). Nie zdziwiło mnie też, że to samo CBŚ nie było wstanie dogonić Malucha...
Napisałam ,że zazdroszczę rodzinie Olewników. Zazdroszczę tego, że mogą chociaż głośno o swoim nieszczęściu rozmawiać. Ja musiałam milczeć przez lata.
Chciałam zawierzyć prawu , Sądziłam, że jeśli jest ewidentny przestępca, to on musi przed prawem odpowiadać. Miałam duszę liberała , wierzyłam w wolny rynek i zdrowe prawa mim rządzące. Z entuzjazmem głosowałam na KLD. Kiedy KLD połączyła się z UD , a kolejni działacze byłej KLD pojawiali się w gronie tzw biznesmenów , których działania były niejasne ,a związki z byłymi prominentnymi działaczami lewicy w sposób ewidentny wpływały na ich rozwój biznesowy – zrozumiałam, że liczy się tylko dobry układ , z dobrym poparciem. A to nie ma nic wspólnego z wolnym rynkiem.
Ilekroć słyszę, że oszołomstwem jest dopatrywanie się czerwonych pajęczyn, toksycznych powiązań między biznesem, mafią, politykami i spolegliwym wymiarem sprawiedliwości – ogrania mnie na przemian pusty śmiech i rozpacz.
Szczególnie jeśli piszą to ludzie mojego pokolenia. Generacja młodych tego nie rozumie. Ona w to nie wierzy. Bo trudno uwierzyć w sprawy takie jak rodziny Olewników , jak moja i mojej rodziny.Postanowiłam więc opisać tą historię ( z przyczyn oczywistych szczegóły negocjacji zostawiam dla siebie) .
Po to, aby ci, którzy ślepo wierzą ,że oszołomstwem jest szukanie opisanych przez mnie powiązań w Polsce , otworzyć oczy. Te powiązania są.
Dopóki struktury państwa nie zostaną oczyszczone z koniunkturalnych szumowin państwo nigdy nie będzie zdrowe.
PS Szukając śladów biznesmena X wyśledziłam dzięki netowi jego dalszy los. Nie siedzi. Prowadzi kilka firm w Polsce , jest znowu podobno poszukiwany za przekręty. Z kim dzieli się kradzionymi pieniędzmi? Tym razem jednak firmy są na podstawionych ludzi. Czy mam coś dodać?


Komentarze
Pokaż komentarze (69)