Zmierzch na cmentarzu w dzień Wszystkich Świętych .Miliony świateł, ciepło płynące z małych ogników...Po zmierzchu jakby zaciera się przepaść między odwiedzającymi i odwiedzanymi. I jedni i drudzy tkwią w zmroku.
Na gdańskim cmentarzu Srebrzysko jest nie inaczej. Wtedy łatwiej jest wrócić pamięcią do innych nocy na gdańskich cmentarzach, tych , które nastąpiły po 15 grudnia 1970 .
Historię pospiesznych pochówków na cmentarzach Srebrzysko , Oliwskim, Witomińskim i Łostowickim, usłyszałam z ust ówczesnego kierownika cmentarzy. Ściśle ograniczona liczba członków rodziny, które mogły uczestniczyć w nocnej ceremonii .W miejscach nocą kopanych grobów, tak aby nikt nie wiedział wcześniej gdzie będzie chowana ofiara, pełno milicjantów ,otaczających wykopane doły. W pogrzebie musieli uczestniczyć z urzędu kierownicy i zarządcy nekropolii.
Rodziny przywożono do cmentarnej kostnicy. Krótka modlitwa i pośpieszny pogrzeb. Matka, która wybłagała otwarcie trumny, doznała szoku: syn był złożony do trumny bez ubrania...Tak jak, pośpiesznie został przywieziony z kostnicy szpitalnej.. Matce nie powiedziano ,ze ma zabrać ubranie. Nawet dla przyzwyczajonych do koszmaru pracowników cmentarza to był szok. Ofiarę pochowano w zebranej od nich odzieży...
Chociaż na Srebrzysku pochowków było najmniej, to właśnie tam we Wszystkich Świętych przez całe lata czczono pamięć ofiar Grudnia 1970. Na dużą skalę od roku 1980. Miejscem w którym odprawiana była msza św był krzyż , upamiętniający śmierć kapłanów . We Wszystkich Św. tonął w powodzi lampek ,zapalanych przez gdańszczan.
Skutecznie zastraszeni księża, dopiero po roku 1980 nawiązywali w swoich homiliach do ofiar Grudnia 1970. Jedynie ksiądz Jankowski w Gdańsku od 1975 roku odważnie nawoływał do pamięci o ofiarach grudniowych i odprawiał msze sw. w intencji dusz pomordowanych.
TW o pseudonimie „Kasprzak” tak pisał o nastrojach w Gdańsku :„Sytuacja w Gdańsku uległa poprawie, lecz z mego punktu obserwacji, przeistoczyła się w głęboki żal większości społeczeństwa i w przyciszony, wewnętrzny bunt”
Ten żal i ten bunt prowadził do tego, że rok w rok więcej gdańszczan, po mszy pod Krzyżem na Srebrzysku i zapaleniu lampki ofiarom Grudnia, jechało prosto pod Pomnik Poległych Stoczniowców do Gdańska, by tam zostawić swoją lampkę pamięci w okręgach, opasających monument. We wszystkich uliczkach , prowadzących do pomnika stały wozy pełne ZOMO, wozy opancerzone, polewaczki. To na wypadek, gdyby cicha modlitwa przerodziła się w gromki protest.
To ten żal i ten bunt, rosnący z upływem lat rósł i miał niewątpliwy wpływ na postawy społeczeństwa w roku 1980 i później. Dzisiaj na cmentarzu Srebrzysko nie ma już grobów ofiar grudnia 1970. Zostali ekshumowani na swoje parafialne cmentarze. Można jednak zapalić lampki na grobach ludzi, których życie związane było z tamtym protestem.
Idąc na groby moich najbliższych spotkałam Bogdana Borusewicza, który wraz córką szedł na grób swojej żony, Aliny Pieńkowskiej. Towarzyszył im także syn Alinki, z pierwszego małżeństwa.
Nie znamy się... a jednak kiedyś , ten syn p.Aliny stał mi się przez chwile bardzo bliski. Mama p Aliny Pieńkowskiej pracowała razem z moją przyjaciółką w przychodni , w dzielnicy w której wcześniej mieszkałam. Kiedy jej córka została internowana (Strzebielinek, a potem inne obozy) ich sytuacja materialna pozostawiała wiele do życzenia. Doszły kłopoty z zaopatrzeniem w żywności . I choroba synka p. Aliny która wymagała dodatkowych wydatków, których dziadkowie nie byli w samie ponieść.
Pierwsze tygodnie po akcji internowania, nie było jeszcze zorganizowanej pomocy w postaci paczek dla internowanych, także dla ich rodzin. Kiedy przyjaciółka powiedziała mi o problemach rodziców p. Aliny , zaproponowałam pomoc .
Po żywność i jakieś pieniądze, przyjechał ojciec Aliny Pieńkowskiej. Starszy , zażenowany sytuacją Pan. Przekazałam mu to , co uznaliśmy z mężem za najbardziej niezbędne i przydatne zarówno dla nich samych jak i córki. Żeby podnieść go do na duchu i przełamać wyraźne zażenowanie, powiedziałam, że to dary zebrane wśród działaczy z kręgu jego córki. Nie chciałam się przyznać, że ten krąg ograniczał do mnie i do mojego męża.
Bo Wszystkich Świętych to także pamięć o zdarzeniach związanych z tymi, którzy wcześniej od nas odeszli.
Zapadł zmierzch. Łuny lamp strzelają wysoko ponad lasami Srebrzyska. Alejami wśród drzew , przechodzą wciąż ludzie.
Meksykanie uważają ,że człowiek umiera trzy razy. Pierwszy raz, w chwili fizycznej śmierci. Drugi raz, gdy trumna z ciałem zostaje przykryta ziemią. I jest ten trzeci raz. Gdy zapominamy o umarłym.
Dopóki żyją cmentarze, dopóty trzecia śmierć nie nadeszła.


Komentarze
Pokaż komentarze (11)