1maud 1maud
752
BLOG

Społeczność Masajów.Kenia -cz.II

1maud 1maud Polityka Obserwuj notkę 13
       Co spowodowało, że dumne plemiona masajskie uciekają się do tak drastycznych zachowań?

       Masajowie przybyli z rejonu Nilu około 800 lat temu na tereny rozciągnięte od jeziora Wiktoria, poprzez rejon Klilimandżaro ,równinę Serengeti ,Masai Mara aż do oceanu.

      W XIX wieku królowa Wiktoria i cesarz Wilhelm , dzieląc się strefami wpływów w Afryce Wschodniej,(królowa rejon szczytu MT Kenia , cesarz rejon Kilimandżaro) podzielili  sztucznie plemiona masajskie .Dzisiaj większa liczba tych plemion zamieszkuje ziemie należące do Kenii , w okolicy Klimandżaro od strony parku Amboseli i Tsawo West. pozostała grupa mieszka w okolicy Serengeti i Ngorongoro w Tanzanii.

    Masajowie są wyżsi od członków innych plemion afrykańskich. Chodzą charakterystycznie wyprostowani, co podkreśla ich wrodzona hardość i dumę.

        Masajowie czują się narodem wybranym. To dlatego do dzisiaj zachowali odrębność wierzeń i kulturową . Praktykują dawne wierzenia, nie przyjmując islamu ani chrześcijaństwa. Wierzą w Istotę Najwyższą, uosabiającą siły niebieskie - Enk-Ai (Eng-ai), zamieszkującą wulkan Ol Doinyo Lengai, czczą różne duchy i stwory nadprzyrodzone, np. przebywającego w puszczach olbrzyma Nenaunera.     

   W przeciwieństwie do innych plemion takich jak Bantu czy Kikuyu, nie nawiązywali kontaktów z białymi , co spowodowało, że nie sami nie angażowali się w ruchy protestów przeciwko kolonizatorom . Jednakże jako plemiona bardzo wojownicze , wynajmowali się do walk wyzwoleńczych po stronie Kikuyu i Bantu. Taka murzyńska Legia Cudzoziemska bądź japońscy samurajowie.         

      Ich smukłe ciała, pomalowane ochrą ,przyozdobione naszyjnikami , w nieodmiennej czerwonej szacie  i długa dzidą ,wielu z nas pamięta z Pożegnania z Afryką.    Scena, w której znużona  karawana zatrzymuje się na widok nadchodzących szybko Masajów , którzy mijają białych , nie zaszczyciwszy ich nawet spojrzeniem, najlepiej oddaje do dzisiaj odrębność i zamknięcie we własnej grupie etnicznej  tego ludu.    

         Zajmują się głównie hodowla kóz, krów, owiec i osłów. Nadal polują, bo zgodni z rytuałem moron (wojownik) nie może przejść inicjacji bez sprawności myśliwego.  Są ludem koczowniczym. Ale ekspansja terenów uprawnych w sposób brutalny ogranicza ich naturalne zachowania. Jest także powodem głodu i biedy. Co z  kolei zmusza dumnych Masajów do zatrudniania się w ośrodkach turystycznych jako ochrona ,bądź też do uprawiania rytualnych tańców  dla turystów, w licznych hotelach.   

     Masajowie , oprócz tego, że piją mleko z krwią, od wieków korzystają z używek , wprowadzających ich w trans. Głównie są to liście halucynogennych roślin.Konsekwencje (agresja) zostały znakomicie opisane w książce Biała Masajka, opisującej nieudany mariaż kulturowy białej  Szwajcarki z Masajem.       

    Mieszanina wojowniczości, używek, głodu i  nienaturalnie wprowadzonych podziałów i ograniczeń- w tym może tkwić przyczyna brutalnych napadów na samochody przejeżdżające przez te tereny.       

      Przejeżdżamy bez zakłóceń  przez hodowlaną sawannę Masajów z plemienia Samburu. Wjeżdżamy na teren Amboseli.  Znakiem rozpoznawczym jest śnieżna czapka  majestatycznej Kilimandżaro. Dojeżdżamy do lodge ,ocienionej krzewami akacji i krzewów kwiatowych. Tu spędzamy pierwszy nocleg.   Wieczór jest chłodny .W bardzo skromnie wyposażonych , ale wygodnych pokojach nie potrzeba klimatyzacji. Chłód nadchodzi po zmierzchu z pobliskiej Kilimandżaro . Jest naprawdę przyjemnie.  

     Właściciel lodge to Włoch . Zaprasza nas na wieczór na werandę , otaczającą drewniany budynek, Pokazuje nam drzewo, na którym zawieszono sporą połać świeżego mięsa antylopy.Ma stanowić przynętę dla gepardów. Zapewnia nas, ze będziemy mieli okazję do zrobienia im zdjęć.    

     Wieczorem praktycznie wszyscy (około 30 osób) gromadzimy się na werandzie. W ciszy wpatrujemy się w kawałek mięsa zawieszony  na drzewie. Kelner dyskretnie serwuje napoje (głównie alkoholowe). Powoli zmniejsza się grupa oczekujących na gepardy. Rezygnujemy i my.   

     Z późniejszych naszych wędrówek po Afryce i rozmów z przewodnikami dowiedzieliśmy się, ze często motyw „na lwa” lub „geparda”  w miejscach tego typu , to znakomity zabieg marketingowy właścicieli hotelików.    Wtedy jednak , pełni napięcia czekaliśmy . A wyjście Krzysia i Jacka (postanowili przesunąć kawał mięsa bliżej werandy)  w rejon zagrożony skokiem dzikiego kota – mało nie przypłaciłam apopleksją.        

    Świt zastał nas gotowych do drogi. Pospieszne śniadanie i wsiedliśmy do naszego jeepa. Otwarcie dachu przez kierowcę oznaczało, że od początku jazdy będzie szansa na filmowanie i robienie zdjęć.      

    Rzeczywiście, kiedy tylko wyjechaliśmy na ubitą drogę wiodąca w głąb parku ,natrafiliśmy na naturalną przeszkodę. Droga przed nami szły dwie żyrafy, podczas gdy obok samochody przebiegały ich koledzy i koleżanki. Nie pomogło kilkakrotne trąbienie, żyrafy spokojnie  biegły drobnym truchtem , nie zmieniając toru biegu.  Dopiero kiedy cała grupą skręciły w kierunku  drzew akacjowych, żyrafy zeszły z drogi , umożliwiając nam dalsza jazdę. Na sawannie antylopy przyspieszyły bieg do drzew. Zatrzymaliśmy się, żeby sfilmować i obejrzeć niepowtarzalny widok długonogich stworzeń, których szyje płynnie kołysały się wysoko pod niebem.       

    Wokoło nas rozciągała się bezkresna sawanna. A pośród niej tkwiła  Kilima (Góra) Nijaro(Karawana)w jęz. suahili , ze swoim najwyższym wulkanicznym szczytem Kibo (5895 mnpm).Przez Masajów nazwana Górą Światłości . A którą pierwszy raz zobaczyliśmy z góry z samolotu , kiedy kapitan zamachał skrzydłami na jej powitanie.

       Teraz widzieliśmy ją w całej krasie. Mimo wczesnego rana , słońce podniosło temperaturę otoczenia na tyle skutecznie, że zaczynaliśmy się pocić. Tym bardziej nierealna wydawała się być śnieżna , biała czapa ,  wyraźnie widoczna z każdego miejsca. Mimo iż masyw Kilimandżaro samotnie góruje nad płaskowyżem, nie można prawidłowo ocenić jego wysokości, ponieważ  cała równina jest na wysokości około 2000 m.n.p.m

     Od podnóża góry na wiele kilometrów na południowy zachód  można było oglądać monotonny widok sawanny.(392 km2) I nitki dróg wiodących przez Park, wypełnione jeepami, z dachów których wystawały podobne do naszych , głowy turystów i ich ręce z aparatami fotograficznymi i kamerami. A między nimi niezmierzone bogactwo zwierząt. Widoczne jak na dłoni ,a raczej jak na patelni.  

    Ogromne strusie obok dumnych sekretarzy i barwnych kardynałów. Skupiska słoni, które wędrowały po płaskowyżu w  grupach po kilkanaście do kilkudziesięciu osobników (zwykle wszędzie tam, gdzie pojawiały się drzewa).  Antylopy impala, gnu, szakale, hieny .bawoły wodne , w bagniskach krokodyle. Kilka gatunków orłów, pelikany i sępy. Można zobaczyć lwy , przy sporej dozie szczęścia gepardy i lamparty.(myśmy jej nie mieli)  

    Na wschodniej stronie parku jest niecka po plejstoceńskim jeziorze Amboseli, która obecnie tworzy niepowtarzalne bagniska ,a w okresie pory deszczowej przeradza się w quasi jezioro. W pobliżu zawsze można liczyć na sfilmowanie stad bawołów, a także zobaczyć wszystkie inne zwierzęta ,żyjące w tym rejonie, kiedy przychodzą do wodopoju.   W okresach suszy ,wśród starożytnego wulkanicznego pyłu na równinie można zauważyć skrzące się drobiny soli , które tworzą miraże.  Jednakże w latach wzmożonego deszczu ,Amboseli może się stać pułapką , z której ewakuacja może nastąpić tylko drogą powietrzną.

   Tak  wydarzyło sie w początku i końcu lat 90-tych, kiedy niespodziewane , ulewne deszcze odcięły kompletnie dojazd do Amboseli, a turyści, którzy zostali w lodgeach wokół parku, transportowani byli stąd drogą lotniczą.Dlatego Amboseli można spokojnie oglądać (teoretycznie jak z opisanego powyżej przypadku wynika) jedynie w porze suchej.  

    Podobnie jak na równinie Serengeti, można oglądać minitrąby  powietrzne, tworzone przez pył spalonej ziemi.  W każdym momencie gdzieś na horyzoncie unosi się  słup wirującego pyłu. Słup , który powstaje nagle, bez żadnego odczuwalnego powiewu wiatru , po to aby opaść i powstać w miejscu opodal.      

     Skutki dostania się w zasięg kurzawicy nie są przyjemne. Mieliśmy się o tym przekonać, w czasie wizyty  w masajskiej wiosce na obrzeżach Amboseli.Zezwolenie na wejście do wioski załatwiał nasz kierowca-przewodnik. Po kilkunastominutowej rozmowie z wodzem wioski , powrócił z informacją ,że po wpłacie na ręce wodza kwoty 50 USD możemy wejść do wioski, obejrzeć wskazany dom oraz posłuchać , specjalnie dla nas wykonanej pieśni. Opłata obejmowała zdjęcie z wodzem oraz dowolne filmowanie.     

     Przekroczyliśmy ogrodzenie , zrobione z kolczastych gałęzi akcji. To naturalna ochrona zwierząt przed atakami lwów i innych kotów. Budowa ogrodzenia wioski to domena mężczyzn. Wioska miała kształt koła. Wzdłuż żywopłotu stały domy. Te były budowane przez kobiety. Głównym budulcem jest glina, gałęzie, trawa, łajno i mocz bydlęcy. Na dachu dodatkowo wplatane są liście. Dom zwykle posiada jeden otwór wejściowy, rzadko dodatkowe wywietrzniki.    Weszłam do jednego tylko na moment, żeby jak najprędzej wyjść, nie mogąc znieść panującego w nim niepodzielnie fetoru.

   Dom podzielony był na przedsionek, w którym na noc wprowadzono młodą kozę oraz głównego pomieszczenia mieszkalnego. Tam , pod ścianami przygotowane klepisko z matami do spania , a centralnie usytuowane jest palenisko, na którym kobiety przygotowują posiłki.

     Środek wioski zajmuje corral, otoczony kolejnym płotem z kolczastej akacji, w którym na noc zamykany jest majątek Masajów, czyli bydło. Wypasaniem bydła zajmują się wojownicy . Do obowiązków kobiet w wiosce należy zbieranie chrustu na opał, dojenie krów i gotowanie.

      Kiedy czekaliśmy na występ Masajów , dopadła nas „pyłowa” mini trąba powietrzna. W momencie czerwony  pył pokrył trójkę z nas kompletnie.  Czuliśmy kurz w ustach, oczach...Podczas gdy my przecieraliśmy czym się da oczy, Masajowie mieli świetną zabawę. Trójka białych kręcąca się wokół własnej osi w poszukiwaniu czegokolwiek do wytarcia chociażby twarzy. Dobrze ,ze mieliśmy w samochodzie butle z wodą...     

    Występ Masajów zrobił na nas wrażenie. Szczególnie podkład rytmicznego mruczanda, w wykonaniu kilku mężczyzn. I dodatkowe efekty artystyczne w postaci podskoków. Miękkich i wysokich. Tutaj można posłuchać nagrań masajskich śpiewów.   

    Opuściliśmy wioskę , bogatsi o  biczyk z włosia  z ogona bawołu, który był atrybutem władzy wodza wioski. Biczyk egoistycznie przejął Leszek , uznając się samozwańczo za szefa naszej grupy.(do dzisiaj wisi na ścianie w domu, wśród innych pamiątek z egzotycznych podróży).    Biczyk, nie Lesio.         

    Z niecierpliwością oczekiwaliśmy naturalnego ochłodzenia i zmierzchu. Amboseli w porze suchej porządnie daje się we znaki.  Młodzież pojechała na zwiedzanie obozowiska namiotów ( super ekskluzywne safari namiotowe ) a my poddaliśmy nasze sterane kurzem ciała, długim ablucjom.   Kolejny lodge standardem i architekturą przypominał poprzedni. Tyle, że angielski właściciel nie zaprosił nas na wieczorne oglądanie ochłapu mięsa . 

    Wyszliśmy na drogę obejrzeć zachód słońca nad Kilimandżaro. Kiedy rozżarzona kula dosięgła 4 km czapy śnieżnej , musiała zgasnąć, prawda? 

P.S.W kolejnym odcinku albo na ryby albo na lwy by....

   

 http://pl.wikipedia.org/wiki/Park_Narodowy_Amboseli
1maud
O mnie 1maud

Utwórz własną mapę podróży.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (13)

Inne tematy w dziale Polityka