1maud 1maud
104
BLOG

Raj w socjalizującej Tanzanii (4)

1maud 1maud Kultura Obserwuj notkę 5

Chcąc dostać się do Raju ,trzeba na to zasłużyć. Najczęściej trudem i znojem. Kiedy okazało się, że do odległej o niewiele ponad 120 km w linii prostej Tanzanii, gdzie ów raj przyrzeczono, trzeba jechać cały dzień, dziwić się nawet nie wypadało.Droga była pełna wybojów.

Jedziemy w 7 , nasza czwórka ( rodzice, Leszek i ja) oraz trójka Niemców-małżeństwo z córką. Późnym popołudniem docieramy do Taita Hills .Wśród wzgórz , pokryty roślinnością , hotel. Nocleg tutaj pozwolił nam na wieczorne podglądanie dzikich zwierząt , przychodzących do wodopoju. Z hotelu zbudowano podziemny tunel , zakończony wieżyczką wystającą ponad poziom lustra jeziora .Widoczność doskonała i nie miało się szans nie trafić obiektywem kilkunastu gatunków zwierząt.

W hotelu dotychczasowy przewodnik poinformował nas, że następuje zmiana kierowcy-przewodnika , ponieważ Tanzania nie dopuszcza kenijskich przewodników na swój teren.Wiedziałam o tym ,że w drugiej połowie lat 70-tych Tanzania odcięła Kenii możliwość zdobywania Kilimandżaro (do roku 1977 tylko Kenia czerpała zyski z licznych turystów) , ale ponieważ nie przyniosło to specjalnych profitów krajowi, po kilku latach ponownie otworzyła możliwość dla Kenii , pobierając jedynie jakieś opłaty od jej rządu.Ta spolegliwość nie dotyczyła jednak wpuszczania kenijskich przewodników , mimo iż Biuro Turystyczne , z którym jechaliśmy na safari ,było właśnie z Kenii.Na szczęście przewodnik tanzański okazał się prawie równie sympatyczny jak jego kenijski kolega. Chociaż zdecydowanie mniej bystry, jak się okazało później.

Przeprawa przez granicę zajmuje nam sporo czasu. Wreszcie udało się ją pokonać i wjeżdżamy do Tanzanii. Zaskakuje nas doskonała jakość drogi. Solidny asfalt , dość szeroki . W porównaniu z tym , co przeżyliśmy poprzedniego dnia , luksus.

Jedziemy do Aruszy. Węzła komunikacyjnego, do którego zjeżdżąją wszyscy podróżujący przez Afrykę. Czy w osi północ-południe, czy wschód zachód.Kierowca zwolnił, jedziemy teraz z prędkością około 60 km/h. Widać znaki drogowe, oznaczające jakieś roboty. Wyglądamy przez otwarte okna i widzimy pracownika drogowego, który z szerokiej rury leje smołę na drogę.. Drugi, stojący obok niego, daje wyraźny znak naszemu kierowcy, aby ten zwolnił. Kierowca zwalnia , ale widocznie nie satysfakcjonująco dla robotników, bo nagle ten od rury ,uniósł ją i puścił strumień gorącej smoły na przednią szybę naszego samochodu...Gorące krople spadły także na mnie i na mamę Leszka.Nasz kierowca, wykrzykując coś w suahili w kieunku robotników, nagle dodał gazu i z kompletnie zaklejoną smoła przednią szybą, wbrew naszym głośnym protestom, ruszył do przodu.

Dla uzyskania widoczności wysunął głowę przez boczną szybę i tak przejechaliśmy kilka kmPodjechaliśmy pod stacje benzynową. Tam powiedział nam, że bał się ,ze będą dalej nas raczyć smołą...Wysiadamy z samochodu , a pracownicy stacji razem z naszym przewodnikiem myją benzyną samochód. Temperatura powietrza ponad 30 o C, opary ... Na wszelki wypadek stanęliśmy spory kawałek dalej .

Jedziemy samochodem na kenijskich „blachach’ Czy to był powód niezrozumiałej agresji? Dochody Kenijczyków są zdecydowanie wyższe , od bardzo biednych mieszkańców Tanzanii. Czy animozje między krajami , związane z czerpaniem ogromnych dochodów z turystyki przez Kenię, a zdecydowanie mniej przez Tanzanię, są jakimś wyjaśnieniem tego zdarzenia?

Nie zajeżdżamy na policję, bo stracilibyśmy kilka godzin, a plan mamy bardzo napięty. Zresztą policja mogłaby np. ukarać mandatem kierowcę, a nie robotników. Przecież turyści mogą zapłacić za przewodnika, a robotnicy kasy mogą nie mieć.Cóż, pomyślałam, żeby docenić Raj, trzeba przejść przez Pieklo.

Do Arushy jedziemy wzdłuż sporych pół uprawnych. Uderza nas różnica w zachowaniu tubylców. Jumbo słyszymy przy powitaniu bezpośrednim, nie ma spontanicznego jumbo ze sporej nawet odległosci ,jak w Kenii. Ludzie są zdecydowanie bardziej smutni.

W Tanzanii jest 35 % muzułmanów ,i mniej więcej po 30 % animistów i chrześcijan. Tylko na Zanzibarze społeczność muzułmańska przekracza 99%. Czy szukać przyczyny smętku w procentach wiary czy biedy?

Arusha. Eklektyczna papka architektoniczna, z przewagą brzydoty i biedy. Mnóstwo sklepików, oferujących mniej lub bardziej tandetne pamiątki , ale także sporo kamieni szlachetnych i złota. I ty wyłom: oprócz Hindusów , sklepy z precjozami prowadzą także biali. W Tanzanii wydobywa się diamenty, rubiny ,szafiry , złoto . Odkrycie XX jest tez inny kamień ,nazwany tanzanitem Intensywna niebiesko-fioletowa barwa początkowo sugerowała, że odnaleziono specyficzny rodzaj szafiru ,Jednakże badania gemmologiczne wykazały, że tanzanit ma inną strukturę. Obecne jego źródła ,w rejonie Kilimandżaro(wzgórza Merlani) wystarczą na eksploatację najwyżej na 15-20 lat. Przez znawców prawdopodobieństwo odkrycia nowych złóż określa się na 1:1 000 000, a jego rzadkość w przyrodzie w stosunku do diamentów , określana jest na poziomie 1:1000.

Z Arushy wyruszamy w drogę w kierunku Serengeti. Drogą wijącą się wśród plantacji kawowych ,pniemy się ostro pod górę.Przystanek na plantacji kawowej , zaordynowany przez przewodnika, to nie tylko okazja do oglądania dojrzałych owoców kawowca ,ale tez do wystudzenia silnika, który wyraźnie odczuł skutki wspinaczki.Docieramy wreszcie na dłuższy odcinek w miarę ustabilizowanej wysokości i podjeżdżamy pod miejsce naszego pierwszego noclegu w Tanzanii.

Nasze wejście nie odrywa kelnerów od gry w karty. Napić się możemy jak skończą grę. Cóż , w Tanzanii od lat prym wiedzie Partia Rewolucyjna ,mocno lewicująca , która po latach zakazu istnienia partii opozycyjnych , partie takie dopuściła. Co oznacza, że prym wiedzie socjalistyczne podejście do pracy. Ta ostatnia nie ucieknie.

Noc była urozmaicona bardzo, nie tylko odgłosami zwierząt bardzo dzikich, ale także bardziej udomowionych. Po dachu i ścianach , które były niezwykle akustyczne, biegały szczury.Mimo, ze warunki w pokoju nie odbiegały wiele od standardów w Kenii , hotel był po prostu zaniedbany i brudny.

Rankiem zabieramy do busika dwójkę Anglików, których samochód „rozkraczył: się przy podjeździe .Zjeżdżamy na dół pod Arushe i żegnamy się z nimi.

Jedziemy dnem rowu Wschodnioafrykańskiego, do jeziora Manyara. Droga nadal znakomita. Tuż za miejscowością Mto-wa-Mbu ( w jez. suahili rzeka i komary ) skręcamy w kierunku jeziora i otaczającego do Parku Narodowego Manyara. Uderza nas bardzo bujna roślinność. Wysokie palmy, przeróżnych rodzajów ,przeplatają się z akacjami i ogromnymi baobabami. Sporo krzewów i liany. Wszędzie słychać krzyki małp i odgłosy bardzo licznych ptaków.Kiedy wjeżdżamy w zacieniony teren , w którym żeruje stado słoni, przewodnik zatrzymał samochód, abyśmy mogli sfotografować zwierzęta. Obok słoni żerowało stado bawołów, kilka żyraf w niedużej odległości spożywało drugie śniadanie złożone z liści wysokich akacji. Tuż obok płynął wartki strumień , spływający ze wysokich krawędzi Rowu , kończący bieg w jeziorze .Takich strumieni było tutaj wiele. A efektem tego były liczne , bagienne „place”

Nagle w samochodzie usłyszałam odgłosy gwałtownego klaskania? Za chwilę i ja przyłączyłam się do klaszczących. W samochodzie mieliśmy sporo pasażerów na gapę – wielkie muchy tse-tse.Ukąszenie tych much jest bardzo bolesne , a zabicie atakującej muchy, trudne. Ma bardzo twardy, chitynowy pancerzyk .I jest niesłychanie agresywna.

Kazaliśmy kierowcy natychmiast odjechać z tego miejsca, co okazało się zadaniem trudnym ponieważ podłoże było bardzo błotniste. Kolejne pół godziny jazdy byliśmy skoncentrowani wszyscy na zabijaniu i wyganianiu much , niespecjalnie zwracając uwagę na mijane zwierzęta.Dopiero widok wspaniałych dzioborożców skłonił nas do prośby o zatrzymanie samochodu...

Kolejna rzeka. Jest tutaj ich sporo. Podobnie jak jezior. Są wynikiem obniżeń tektonicznych w Wielkim Rowie . Cały dzień podziwialiśmy bujną przyrodę. Na kolejny nocleg wjeżdżamy na płaskowyż, z którego rozpościera się panorama obejmująca jezioro Manyara , Arushe i okalający ją Park Narodowy oraz skąd można także podziwiać czynny wulkan Meru, (4565 m.n.p.m.).

Jesteśmy na wysokości około 1000 m.n.p.m. Mały , hotelowy basen zapraszał po dniu spędzonym w upale. I niebotycznym kurzu, który daje solidnie w kość podróżnikom w czasie pory suchej.Temperatura powietrza znacznie spadła, jest około 21oC. Basen jest pusty. Namawiam na kąpiel Leszka, który nie jest zdecydowanie spod znaku Ryby. Leszek wchodzi pierwszy. Cieplutka woda –zameldował. Wskoczyłam do basenu....kiedy przestałam trząść się z zimna ,zobaczyłam ,ze Lesio , śmiejąc się w kułak , energicznie wyciera się wielkim ręcznikiem kąpielowym, na brzegu basenu.Okazało się, że woda w basenie była właśnie wymieniana, zasilano go świeżą z górskiego strumienia...

Olduvai - W kolebce cywilizacji

Wjeżdżamy na kolejny płaskowyż .Liczne pola uprawne świadczą o żyzności wulkanicznej gleby. Spore pola należą do spółdzielni (ichnie pegeery?).Bardzo szybko wkraczamy ponownie na drogę pod górę. W pewnym momencie skręcamy w bok i zjeżdżamy w dół. Jesteśmy w wąwozie Olduwi.

To tu od lat badania prowadzi rodzina Likleyów. To tutaj znaleziono ślady hominidów sprzed 3,2 mln lat . To tutaj także, można obejrzeć zdjęcia Lucy i innych osobników Austrolopithecus africanus, odnalezionych w Etiopii.Oprócz 70 śladów stóp homonidów sprzed 3,3 mln lat ,odnaleziono także w wąwozie czaszkę i kości człowieka zręcznego, którego pojemność mózgu była większa dwukrotnie od mózgów Lucy i jej rodziny. Wokół zaiste księżycowy krajobraz. W powietrzu unosi się wulkaniczny pył, który w gorącym powietrzu i pełnym słońcu, skrzy momentami jak mikro- diamenciki.Schodzimy do najprawdopodobniej najstarszej” budowli „ na świecie: są to ułożone w krąg bloki lawy. Z opisu wynika, że krąg pochodzi z okresu 1,5 mln temu.

Czy zatem jesteśmy w miejscu, skąd pochodzi ród ludzki ? I dlatego Afryka staje nam się bliska od pierwszego zetknięcia z jej ziemią? Czy to Afrykanie podbili Europę i świat , a biali , kolonizując Afrykę, wracali do swoich naturalnych korzeni?

W oddali widać pasących bydło Masajów. Jest tuż po południu. Zdjęcia w tej szerokości wymagają zdolności fotograficznych. Kiedy próbuję robić zdjęcie, niebo wszędzie jawi się jako białe tło...bo nie ma prawie cienia. Oddaję aparat Leszkowi, on da radę.

Towarzyszący nam Niemcy też są poruszeni eksponatami i zdjęciami, oglądanymi przed chwilą w domu, który stanowi małe muzeum prehistoryczne.Zaczynam nucić” Lucy in the sky with diamods “ . Odkrywcy najstarszego kobiecego hominida nazwali szczątki imieniem Lucy dlatego, że w tym okresie wszyscy słuchali tego przeboju Beatlesów.

Wracamy do samochodu i zaczynamy wspinaczkę. Znowu jedziemy wśród bardzo bujnej zieleni. Nagle otacza nas gęsta mgła . Robi się wilgotno i bardzo chłodno. W tej mgle dojeżdżamy do miejscowości Karatu. Wysiadamy z samochodu i podchodzimy do balustrady przy drodze. Teraz już wiemy, że to nie mgła , a chmury , które zeszły tak nisko i otuliły krawędź Rowu, na który wjechaliśmy. Jesteśmy na wysokości 1700 m.n.p.m. Powietrze jest nadto rześkie, wyciągamy z podróżnego bagażu kurtki, ale to nie wystarcza aby się rozgrzać w wilgotnym chłodzie. Mama jak zwykle jest zafascynowana florą – nic dziwnego, malutkie kwiaty , które z miłością hoduje, tutaj okazują się być drzewami. Jakby chociaż kwiat bożego narodzenia. Z trudem namawiamy ją na powrót do samochodu od cudownego storczyka.

Zjeżdżamy odrobinę w dół ,przed nami hotel, usytuowany na krawędzi Rowu. Dziwi nas niepokaźna wielkość budynku , w stosunku do ilości aut zaparkowanych obok. Wchodzimy do recepcji . Otrzymujemy klucze i...zjeżdżamy do pokoju na dół. Najwyższa część budowli stanowi bowiem recepcję. A część hotelowa wbudowana jest niejako „wisząc „na zboczu krateru.Jesteśmy na miejscu. Przed nami Ngorongoro.

http://www.panoramio.com/photo/1283536 - Ngorongoro
http://www.panoramio.com/photo/7269119 - Olduvai

1maud
O mnie 1maud

Utwórz własną mapę podróży.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (5)

Inne tematy w dziale Kultura