ryszkiewicz-staszczyk ryszkiewicz-staszczyk
337
BLOG

"Musimy się umówić na jakieś piwo"

ryszkiewicz-staszczyk ryszkiewicz-staszczyk Kultura Obserwuj notkę 0

 

Jest w języku polskim kilka zdań kluczy. Kilka takich, które powtarza się często, nie zdając sobie do końca sprawy, jaki w rzeczywistości niosą one przekaz. To niesamowite jak często powtarzamy frazy, których prawdziwa istota nigdy nie dojdzie do skutku. Więcej,już w momencie ich wypowiadania wiemy, że nasza wypowiedź jest pusta, rzucona na wiatr, a mimo to tak potrzebna do zachowania przyzwoitości, zachowania kontaktu, podtrzymania rytuału obowiązującego w relacjach międzyludzkich.

 

„Musimy się umówić na jakieś piwo” - to jakże prozaiczne zdanie, jest jednym z częstszych które przyszło mi wypowiadać w ostatnich miesiącach. Jeszcze jakiś czas temu, nie zastanawiałem się głębiej nad jego sensem. Jednak kiedy przeanalizowałem sobie, z iloma osobami jestem umówiony na jakieś piwo, doznałem poczucia delikatnego absurdu. Rzucane na pożegnanie z przypadkowo spotkanymi znajomymi z dawnych lat zdanie, stało się nagle jedną z popularniejszych form kulturalnego pożegnania. Nie można powiedzieć”Na razie”, „Cześć”, „Trzymaj się”. Pod koniec zazwyczaj 5 minutowego spotkania po prostu wypada umówić się na piwo Standardowa sytuacja jest taka: Idziesz sobie spokojnie ulicą, słuchasz muzyki, mijasz budynki, kioski ruchu, panów szukających pożywienia w śmietniku i nagle widzisz znajomą twarz. Przyzwoitość nakazuje wtedy zdjąć słuchawki, (jednocześnie drugą ręką szukając paczki papierosów) i przywitać się. Prawą ręką – jeśli to chłopak. Ustami – jeśli to dziewczyna, i oczywiście jeśli dokona ona nadstawienia policzka. „Co tam słychać?” - tak najczęściej zaczyna się rozmowa. Choć czasem możemy usłyszeć też „O!, Nie poznałem/am Cię". Na pytanie „Co tam?” zwykle usłyszymy przykre, niewiele wnoszące „Po staremu”. Ciężko stwierdzić co rozmówca miał na myśli jeśli widzimy się z nim po raz pierwszy od 3 lat. Tym nie mniej pokiwamy ze zrozumieniem głową, podkreślając przy tym że u nas „W zasadzie też kiepsko” że „Studia, praca , szkoła. Na nic nie ma czasu. Wczoraj impreza i kac straszny, no i te korki”. I tu przy odrobinie szczęścia możemy dokonać krótkiej wymiany zdań na temat tego w jakim autobusie ostatnio utknęliśmy, albo jakiego kolokwium nie zaliczyliśmy i, że właściwie szanse na dobrą przyszłość są marne. Po tej, jakże frapującej, wymianie zdań następuje nieprzyjemna pauza, podczas której zarówno ty jak i twój rozmówca zaciągacie się papierosem. Teraz chwila prawdy. Możliwości są dwie. Albo któreś z was mruknie pod nosem jakieś soczyste przekleństwo, wyrażające dezaprobatę dla otaczającej was rzeczywistości, albo wymyśli zgrabną wymówkę w stylu „Dobra, bo autobus mi ucieknie”. Częściej wybieracie możliwość numer jeden, gdyż czas na kurtuazyjną rozmowę jeszcze nie dobiegł końca. W takiej sytuacji następuje rozluźnienie atmosfery, czasem pada żart, często nieśmieszny. I znowu krótka chwila milczenia. Papieros się już dopalił, więc nie pozostaje nic innego jak pożegnać się, rozstać. Ale nie przystoi przecież tak po prostu odejść, bez uprzedniej zapowiedzi następnego spotkania. W tej sekwencji spotkania zazwyczaj pada propozycja wymienienia się numerami. Wtedy oczywiście wyciągamy posłusznie telefon i wbijamy klawiaturą numer z którego prawdopodobnie bardzo długo (nigdy?) nie skorzystamy. Kiedy, wyposażeni już w kontakt do naszego bliźniego, jesteśmy gotowi odejść odzywa się w nas wyrzut sumienia, nakłaniający nas do zapewnienia spotkanej osoby o chęci jak najszybszego spotkania z nią ponownie. Zapewnienie wspólnego  "piwka", łączy się jednak z jednoczesną chęcią odroczenia owego meetingu. I tu usłyszymy uwarunkowania „Że jak się ociepli, bo teraz zimno, bez sensu”, „Że jakoś po sesji”, „Że w drugim tygodniu ferii” (lepiej niż w pierwszym, bo później), „Że w ogóle trzeba będzie się całą ekipą jakoś spotkać w wakacje”. To włączenie w sytuacji całej ekipy jest niezwykle zbawienne, gdyż rozkłada odpowiedzialność na inne jednostki. To ekipa musi się postarać, nie wy.

 

Dopiero po tych kilu demonstracjach wzajemnej chęci wypicia piwa, jesteście w stanie rozejść się z czystym sumieniem. Każdy w swoją stronę i zdając sobie sprawę, że do zapowiedzianego posiedzenia w pubie zapewne nigdy nie dojdzie. To nie ma większego znaczenia. Jakaś tajemnicza siła, zwyczaj, dobre wychowanie, bardzo często każe zaproponować szybkie, powtórne spotkanie. Jest przecież jeszcze tyle do opowiedzenia o korkach na mieście, czy niezdanych kolokwiach.

 

Jan Staszczyk

Każda przesada gorsza od faszyzmu.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Kultura