33 obserwujących
250 notek
417k odsłon
  2342   2

Marksizm. Leninizm. Trockizm. Stalinizm. Czyli od ogółu do szczegółu, a nawet do niteczki

Kilka dni temu na Salonie 24 pojawiła się notka © Polanka 73, Pt ” Z szacunkiem do marksistów” W zasadzie tytuł oddaje tezę zawartą w notce. Autorka twierdzi, ze idea Karola Marksa została wykorzystana przez leninizm – stalinizm. Zaś idea marksistowska ( sama w sobie) godna jest uwagi, a nawet szacunku. I nawet dziś, płodna jest intelektualnie. Tak też się dzieje. W 2018 r. na obchodach 200. Rocznicy urodzin, Karola Marksa, przemawiał Jean-Claude Juncker, przewodniczący Komisji Europejskiej. Który między innymi powiedział tak – „ Marks nie powinien być obwiniany o zbrodnie, jakie popełniali jego zwolennicy”

Czy jednak takie słowa można potraktować poważnie? W świecie ludzkich idei jest tak, idee są jak klocki domina. Trąci się jeden... i wtedy zaczyna się wymiana myśli, a często jest tak, że jest to nie tyle wymiana, co krwawa łaźnia.

Autorzy rozgrzeszający Marksa, albo nie znają jego filozofii społecznej, albo jak znają, to nie wyciągają ostatecznych wniosków. Ich fascynacja odbywa się w jakiejś próżni historycznej. I poza doświadczeniem całych pokoleń i narodów. Owa naiwność intelektualistów i polityków zachodniej Europy jest pewną wielkością stałą. Są to zazwyczaj „ użyteczni idioci” lub inne naiwne umysły, rozprawiające o marksizmie przy lampce dobrego koniaku a wcześniej zapewne przy kieliszeczku absyntu. Te wszystkie „ Kongresy Pokoju” z udziałem światłych zagranicznych umysłów, które odbywały się w Polsce, po 2WŚ, są dobitnym przykładem na polityczną głupotę także naszych intelektualistów. Czy to był pragmatyzm, konformizm, strach, czy t y l k o zwykła głupota? Jakie to dziś ma znaczenie...

Rozpatrując idee – Mistrza z Trewiru - jak to się elegancko, w pewnych kręgach się powiada, należy zwrócić uwagę na pewien fenomen. To żal, a nawet tęsknota za p r a w d z i w y m marksizmem, jako ideą czystą, lecz zbrukaną krwią, przez tych, którzy wcielali w życie tą piękną idee. To nie jest wina marksizmu. Powiadają owi p r a w d z i w i marksiści, to wina praktyki. Owe rozdwojenie, pomiędzy praktyką, a marzeniem o pięknej idei, jest w zasadzie stałą cechą realnego marksistowskiego socjalizmu. W Rosji od czasów Rewolucji Październikowej. A w Polsce, od 45, aż po 89 rok, a nawet dziś, u współczesnych polskich marksistów powtarzana jest stara, zdarta, proletariacka fraza - „ SOCJALIZM TAK. WYPACZENIA NIE”

Jednakże marksizm jest tego typu ideą, że krew i wypaczenia będą zawsze. W owej idei a raczej zbiorze idei, zawarty jest taki ładunek agresji, dramatycznego ujęcie historii, historii, rozumianej jako nieustający konflikt i tylko konflikt, że jedynym rozwiązaniem jest tylko miecz, który rozcina ten gordyjski węzeł.

Przypatrzmy się bliżej idei marksistowskiej:

Może to państwa zdziwić, ale marksizm zawiera pierwiastki religijne, eschatologiczne Zamiast chrześcijańskiego raju, mamy coś w rodzaju utopi komunistycznej. Szczęśliwych czasów, które nastąpią. Zamiast aniołów mamy wyzwolony proletariat, który spełnia marksistowskie kryterium nazywane „ klasą dla siebie” Czyli nie proletariat jako taki, proletariat drobno mieszczański, czy ogłupiony religią, czyli tzw. „ opium (em) dla mas”, ale naprawdę proletariat o najwyższym stopniu samo świadomości klasowej. I dopiero wtedy mamy koniec historii, i ów raj na ziemi. Proszę zwrócić uwagę jak ta idea obarczona jest wieloma warunkami, ile rodzi konfliktów? Ile może być dramatycznych faz pomiędzy proletariatem „ samym w sobie” a „ samym dla siebie” Kto to zdefiniuje? I na jakich warunkach? Zresztą już pierwszy konflikt zdefiniował Lenin, który powiedział, mniej więcej tak - Nie czekamy aż proletariat osiągnie ów stan wyższej samo świadomości. Tylko robimy rewolucje marksistowską tu i teraz. W Październiku. Przy pomocy awangardy klasy robotniczej, czyli Partii. Czyli nas.

Bo owa awangarda, to MY.

A teraz zastosujmy metodę od ogółu do szczegółu i wyobrażmy sobie, że Pani Maja Staśko, działaczka feministyczna, krytyczka literacka, doktorantka interdyscyplinarnych filologii jest takim naszym współczesnym Leninem. Maja Staśko, to ta pani, której nie podoba się zegarek Lewandowskiego, warty tyle, co mieszkanie dla biednej rodziny. W zasadzie Maja Staśko, to taka marksistka w zarodku, taka mini – marksistka, która, gdyby doprowadziła do rewolucyjnego wrzenia, i zdobycia władzy, to wtedy zdarłaby Lewandowskiemu jego drogi zegarek. Sprzedała go i kupiła mieszkanie uświadomionemu klasowo proletariuszowi. Właśnie taka jest konsekwencja idei Marksa. Taka, a nie inna. Albo narzekamy, że Lewandowski ma taki drogi zegarek, lecz to narzekanie ma charakter nieco infantylny, nadający się do pisma „ Pudelek” Albo zadajemy sobie marksistowsko - leninowskie pytanie „ Co robić? ‘ Co robić z zegarkiem?” Zdobywamy władzę dzięki rewolucji i zabieramy zegarek Lewandowskiemu. Chociażby, dlatego, że są biedne rodziny z dzieckiem, które nie mają mieszkanie. I z pewnego – rewolucyjnego – punktu widzenia jest to nawet sprawiedliwe.

Lubię to! Skomentuj186 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura