44 obserwujących
305 notek
506k odsłon
  1390   6

Zapraszam na film, pt. Zwyczajny putynizm

prawo cytatu
prawo cytatu
Ot, zwyczajny putynizm. Zwyczajny martwy człowiek i jego zwyczajna walizka. Co jest w walizce? Zapewne zwyczajne rzeczy. Takie walizki są do kupienia wszędzie. Nawet w naszych zwyczajnych sklepach.

Ciekawe, kiedy powstanie w Rosji film o zwyczajnym putynizmie? Zwyczajnym w tym sensie, ze opisującym stan świadomości zwykłego Rosjanina w czasach wojny na Ukrainie. To, że Rosja przeobraziła się w bestie obwinia się Putina i jego kremlowski dwór. Jednakże gdzieś niżej, w społeczeństwie rosyjskim narodził się duch nacjonalizmu, który przyzwolił na taką agresje. I nie można o to obwiniać tylko wszechpotężną propagandę. I „wariata” Putina. Ten pierwiastek zła, destrukcji, musi tkwić w nich głębiej, i sięgać jakiś podstawowych warstw ich narodowego ducha.

Musze się do czegoś przyznać. Bardzo cenie rosyjską a wcześniej, radziecką sztukę filmową. Artyści radzieccy czy potem rosyjscy zapewne wyprodukowali tysiące propagandowych gniotów, ale także powstały filmy naprawdę znakomite. Filmy doskonale skonstruowane i wzruszające. Być może jeszcze nie pora, aby dziś powstał w Rosji film o zwykłym putynizmie. Dziś jeszcze „ rządzi” taki reżyser jak Nikita Michałkow. Przyznaje, autor znakomity. Twórca takich filmów jak „ Spaleni słońcem” czy „ Niewolnica miłości”, ale zarazem jest to dziecko swojej epoki. Bo jak zrozumieć stan świadomości tego twórcy, który pochwala wojnę na Ukrainie. A także jest przekonany, że Ukraińcy, wysyłają na jego mateczkę Rosje ptaki zakażone bronią biologiczną.

To już nie tylko człowiek przesiąknięty imperialną ideologią, to człowiek żyjący w jakiejś krainie absurdu.

Jednakże Rosjan stać na genialne kino. Wystarczy wrócić do historii. Pozwolę sobie przypomnieć trzy przełomowe filmy, które dają promyk nadziei. Oczywiście, przyznaje, to mój osobisty wybór. Osobiste kryteria.

FILM PIERWSZY - Lecą żurawie. Film z 1957 roku, w reż. Kałatozowa z genialną rolą Tatiany Smołowej ( rola Weroniki) Nagrodzonej zresztą ( tak jak i cały film) w Cannes. To, co było rewolucyjnego, odważnego, to właśnie wybór gatunku, a więc melodramatu z wojną w tle. Melodramat wydaje się formą średnio - lekką, powiedziałbym kobiecą, i realizacja takiego gatunku w państwie totalitarnym, wymagającym form monumentalnych, sztywnych, już samo w sobie jest przekroczeniem granic. Bohaterem nie jest żołnierz, dowódca, czy „ dziecko wojny” ( znany film Tarkowskiego), ale zwykła kobieta. A także to, że o b o k kobiety, występuje detal. Rekwizyt. Jest to wiewióreczka z koszyczkiem, a w środku miłosny liścik. I ten rekwizyt ma siłę symbolu porównywalną z zburzeniem Bastylii.

Najprościej był to film o miłości zabijanej przez wojnę. Fabuła jest prosta. Prościutka. Jest on i jest ona. Są młodzi i piękni i kochają się. On nazywa ją czule – moją wiewióreczką. A ona biega po ulicy w wiosennej sukience i daje się całować. Są jak narzeczeni, może on zaraz uklęknie i poprosi ją o rękę. I być może tak by się stało, gdyby nie wojna, która spada na nich z czystego nieba, nieba, po którym akurat lecą żurawie. W tym filmie nie ma scen batalistycznych, a jedyną sceną masową, jest scena pożegnania żołnierzy na dworcu kolejowym. Tysiące matek, żon, dziewczyn żegna żołnierzy, lecz Weronika spóźnia się na pożegnanie. Ot, i przypadek, jaki przydarza się ludziom. Lecz gdzieś obok czai się wielka historia, która wcale już przypadkiem nie jest. Chłopak przekazuje przez kogoś, dla niej prezent, drobną maskotkę – wiewiórkę z liścikiem miłosnym, który dziewczyna odnajduje dopiero po czasie. Wielka wojna i kilka złośliwych przypadków. W końcu on ginie na wojnie, a ona, gdy jej rodzice giną w bombardowaniu, wychodzi za mąż za kogoś innego.

Ot, życie samotnej kobiety w trakcie wojny.

Jest taki kadr w filmie. Można powiedzieć – kadr zatrzymany. Oto na biurku posążek Lenina, a obok ta szmaciana wiewiórka. Ktoś powie, no tak... Lenin musi być. Lenin wiecznie żywy. Nawet tu... Jednakże nowatorstwo, a nawet odwaga tego filmu polega właśnie na czymś odwrotnym.

To do Lenina d o s t a w i o n o szmacianą wiewióreczkę. Niby nic, niby nic wielkiego, lecz od tego momentu, ta wielka wszechogarniająca ideologia wypełniająca Rosje uzyskała nową skale. Już nie walka z faszyzmem, już nie wojna ojczyźniana, już nie litry przelanej krwi, ale smutek kobiety z utraconej miłości. Jej tragiczne wybory, no i ta maskotka w kontrapunkcie do Lenina. Z koszyczkiem, z orzeszkami. Do przytulenia.

Rosjanie powiadają tak:

Искусство. Киноискусство ... to ciut, ciut

Czyli sztuka, czy sztuka filmowa, to tylko trochę, trochę. Im mniej tym lepiej. I taka rada dla artystów. Lepiej posługuj się czymś małym, niż czymś wielkim. I najlepiej opisać coś, co jest duże, czymś, co jest małe.

Ach, ta szmaciana wiewióreczka obok wiecznie żywego Lenina... Jeden kadr a tak naprawdę, to wielka rewolucja w kinie radzieckim.

FILM DRUGI - W 1965, w ZSRR powstał film pt. „ Zwyczajny faszyzm” w reż. Michaiła Romma. Był to film dokumentalny, pełnometrażowy, z błyskotliwym komentarzem czytanym zresztą przez samego reżysera „ Zwyczajny Faszyzm” dlatego był tak sugestywny, tak przejmujący, ponieważ źródeł faszyzmu poszukiwał w mentalności zwyczajnego społeczeństwa niemieckiego. Teza tego filmu była taka: Jeżeli faszyzm mógł powstać, to tylko dla tego, że Niemcy sami tego chcieli. Bez tej akceptacji, bez owego społecznego entuzjazmu, faszyzm w Niemczech byłby niemożliwy.

Lubię to! Skomentuj28 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura