19 obserwujących
147 notek
210k odsłon
1073 odsłony

Seksualizacja czy patriotyzacja?

Wykop Skomentuj155


Ciekawe pytanie. I być może w następnych latach, wokół tej alternatywy toczyć się będzie spór kulturowy a w konsekwencji i polityczny. Czyli spór o to, jaki ma być Polak? Jak ma wyglądać kształtowanie czy edukacja młodego pokolenia? Z tym, że termin - seksualizacja i patriotyzacja należy rozumieć szeroko… Seksualizacja to dla mnie rodzaj egoizmu społecznego, hedonizmu, ograniczenie świata do przeżywania indywidualnych doświadczeń. Świat, jaki postrzegam, to ja i nic więcej. Zaś patriotyzacja,          to nie tylko pamięć historyczna, daty, lecz przede wszystkim widzenie własnego losu w kontekście rodziny czy narodu.

Aby poszukać odpowiedzi na tak zadane pytanie, należy uporządkować pewne terminy. Chaos zamienić w porządek. Brak klarowności, brak definicji zaciemnia obraz i powoduje, że świat traci kontury. Jasność przekazu, i proste zrozumiałe słowa, nam wszystkim , pozwoli  odnaleźć się w tym pogmatwanym świecie. Dla przykładu, ostatnio na Salonie 24 pojawiłam się ciekawa analiza na temat homoseksualizmu, blogera, którego cenie, jednakże w tym konkretnym przypadku, nie podzielam jego opinii… W tekście tym, a także w innych tekstach wielu prawicowych komentatorów definiuje się homoseksualizm jako chorobę psychiczną. Ta definicja, paradoksalnie poniża także ludzi hetero, ponieważ a rebours, oni są – „ zdrowymi psychicznie”. Co samo w sobie jest już dwuznaczne. Ja nie chce, aby ktoś powiedział do mnie – Spokojnie, nie denerwuj się, jesteś „ zdrowy psychicznie „ Ponieważ po takich pocieszających słowach poczułbym się znacznie gorzej. Bo teraz jestem zdrów, ale co będzie za rok? Albo co będzie jak zmieni się konsylium…?

Dlatego moim zdaniem, terminem, który w znacznie lepszy sposób opisuje to zjawisko jest termin – NATURA. Coś, co jest zgodne z naturą. Lecz cóż znaczy owa „ zgoda z natura”? I kto ma prawo o tym rozstrzygać? Odpowiedz na to pytanie jest proste i klarowne. Wszystko to, co służy reprodukcji, daje życie, lub może dać życie – zgodne jest z naturą. Właśnie to - rozmnażanie się, jest cechą nie tyle biologiczną, co wręcz metafizyczną. Ten łańcuch życia, to pokolenie po pokoleniu, to odnajdywanie się dziecka w rodzicu,    w rodzinie, to przekazywanie genów, nawyków, kultury, jest czymś, co doprawdy mnie zdumiewa. I jest dla mnie, czymś w rodzaju boskiego cudu. Pięknego cudu życia. Narodzin. Lecz także przy odchodzeniu z tego świata, ta świadomość, że jest ktoś z naszego ciała, nasz syn lub córka, ktoś, komu d a ł e m życie, to wszystko może dać ukojenie. I właśnie taka jest natura każdego z nas, natura, którą chyba każdy z nas może poczuć w jakiejś chwili uniesienia … Ona jest. Czasami jest, jako poczucie Boga, ale czasami widok zwykłego wróbla na parapecie może nas nastroić w jakimś cudownym uwielbieniu do matki natury.  

Miałem kilku znajomych, mniej lub bardziej zadeklarowanych homoseksualistów, ale nigdy nie traktowałem ich wykluczająco  Już bardziej współczująco, myślałem sobie - bo cóż z tego, że „ przelecieli” oni kilku innych pięknych i młodych, jak w końcu, nadejdzie taki moment, że uświadomią sobie, że ich nasienie pada na jałową ziemnie. Ze ani mąki ani dzieci z tego seksu nie będzie. I ta ich natura, z pewnością jest seksualna lecz cóż z tego, gdy jest bezpłodna. I pewnie dla nich samych, ta ich natura w końcu okazuje się przekleństwem. I może dlatego, wywołuje to w nich tyle ekshibicjonistycznej ekspresji, tyle działań, aby społeczeństwo nie tylko ich zaakceptowało, ale także przyznało im specjalne przywileje. I być może jest tak, że te specjalne przywileje maja złagodzić ból, który w nich tkwi.

Jednak społeczeństwa i narody żyjące zgodnie z naturą, nie mogą zgodzić się na takie koncesje. Tolerancja tak, przywileje nie. Stado. Instynkt stadny, musi tu w nas zatriumfować. Nawet jak jest to brutalne i bezwzględne. I ten instynkt stadny, albo, mówiąc jeszcze inaczej, naukowo, wnioski wynikające z prostej demografii, nie mogą doprowadzić do tego, aby mniejszość miała takie same prawa jak większość żyjąca zgodnie z naturą.

Demografia głupcze. Ta parafraza pewnego znanego powiedzenia, powinna przyświecać wszelkim polskim politykom, ale nie tylko, także wszelkim komentatorom życia społecznego w Polsce. 2, 2 taki powinien być demograficzny wskaźnik dzietności w Polsce, aby za 50 czy 100 lat było nas tyle samo, co dziś. A jest 1, 4. I ten wskaźnik znaczy to, że już nie będzie tyle samo synów, co ojców i, córek, co matek. Wymieramy, znikamy i ktoś biegły w statystyce może obliczyć za ile lat umrze ostatni Polak? Czy w tej sytuacji możemy pozwolić sobie na luksus społeczeństwa hedonistycznego, liberalnego, hołubiącego homoseksualne związki partnerskie. Społeczeństwa, które przyznaje im kolejne przywileje… Zrównujące pod względem praw i obowiązków z naturalnym związkiem małżeńskim, jakim jest związek kobiety i mężczyzny. Wielu krytyków pewnie przytoczy doświadczenia, że wiele naturalnych małżeństw rozwodzi się lub wychowuje dzieci w patologicznej atmosferze. Pewnie tak…, ale ja tą sytuacje lubię porównywać do Kodeksu Drogowego. Jeżeli na ulicy z ograniczeniem prędkości do 50 km/godz. liczni kierowcy przekraczają owa prędkość – to czy należy zniszczyć owe znaki? I niech każdy jeździ jak chce?

Pewnie te wszelkie reguły. To wyróżnienie małżeństwa jako właśnie naturalnej instytucji, instytucji, w bardzo szerokim rozumieniu, odczuwane jest przez owych ludzi „ kochających się inaczej” jako coś bolesnego i opresyjnego. Być może tak jest, ale jeszcze większą opresją byłoby zrównanie praw i obowiązków wszystkim. Opresją byłaby owa dezynwoltura pojęciowa. Kulturowa. Bo jeżeli związek partnerki może tworzyć każdy z każdym, to dlaczego zabronić związkowi partnerskiemu dwu - osobowemu, aby nie powiększył się o kolejną osobę? Przecież wtedy jeszcze łatwiej dziedziczyć i jeszcze łatwiej odwiedzać się w szpitalu…

Zresztą tak się dzieje w Islamie. Przyzwala na to ich Bóg. Ta ich tradycja powstała w czasach, kiedy był „ deficyt” mężczyzn. I ta sytuacja miała nawet swoje boskie i naturalne usprawiedliwienie. Nieliczni mężczyźni, powinni opiekować się kobietami. Islam przewiduje nawet tzw. „ Małżeństwa rozkoszy” swoiste krótkotrwałe związki, coś jak u nas ( przepraszam za żartobliwą analogie) kredyty – chwilówki. Jednakże to były związki uregulowane. Także przez prawo religijne. Jednak Islam to nie nasza religia. Kultura. Nie nasze prawo, nie nasza natura. Nie żyliśmy i nie żyjemy na pustyni tak jak plemiona arabskie. Nasza natura i kultura jest inna.

Jednakże czy to będzie Islam, Chrześcijaństwo, czy cały świat, jedno jest oczywiste… Małżeństwo, naturalne małżeństwo kobiety i mężczyzny jest instytucją. Instytucją w każdym wymiarze. Także społecznym i demograficznym. Jest wehikułem, bez którego, nasz kraj, my sami - wreszcie Polska - potrwałaby tyle ile my żyjemy.

Kończąc, zastanawiam się czy ów zwrot „ wreszcie Polska” nie jest zwrotem zbyt wydumanym, górnolotnym … No, nie wiem… trochę może tak, już gubię się w tym wszystkim… A może jednak Polska powinna być jak ta Kalifornia? Do której wjeżdżamy i wpinamy sobie kwiat we włosy, a potem żyjemy jak chcemy?

Na szczęście mam dzieci i to im zostawiam ten dylemat.


Wykop Skomentuj155
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo