49 obserwujących
196 notek
632k odsłony
721 odsłon

Wołyń i Galicja Katyniem współczesnej Polski

Wykop Skomentuj27

Dzisiaj obchodzimy 65. rocznicę apogeum ludobójstwa dokonanego przez nacjonalistów ukraińskich spod znaku OUN-UPA na Polakach, Żydach, Ukraińcach i innych narodowościach zamieszkujących południowo-wschodnie ziemie II RP. 11. lipca 1943r. po kilkudniowej mobilizacji oddziały Ukraińskiej Powstańczej Armii wspomagane przez zindoktrynowaną ludność ukraińską napadły co najmniej 99 polskich wsi na Wołyniu. Polaków zabijano w okrutny sposób - za pomocą siekier, noży, wideł, kos i innych tym podobnych narzędzi, palono żywcem. Tylko nieliczni mieli szczęście zginąć od kuli. Oprawcy stosowali wymyślne tortury - ofiarom wydłubywano oczy, wycinano języki, kobietom obcinano piersi, mężczyznom genitalia. Zdarzają się relacje o ćwiartowaniu czy przepiłowywaniu żywych ludzi.

Tylko w tym jednym dniu zginęło co najmniej 3 tysiące ludzi - tyle udało się ustalić. Prawdopodobnie było ich znacznie więcej, około 5 tysięcy. Jednak masowe mordy OUN-UPA trwały od początku 1943r. do 1945 roku. 11 lipca jest więc tylko - i aż - datą-symbolem, jak 1. czy 17. września.

W czasach PRL mówiono o zbrodniach UPA półgębkiem. Władzy przyniesionej na sowieckich bagnetach nie było wygodnie przypominać, że ziemie kresowe należały kiedyś do Polski. Nacjonaliści ukraińscy nie pasowali do zaordynowanej przyjaźni między „bratnimi socjalistycznymi narodami". Wychodziły nieliczne pozycje książkowe, jak „Czerwone noce" Cybulskiego czy - wycofana z księgarń po interwencji sowieckiej „Droga do nikąd". Niemożliwe było istnienie organizacji kresowych dokumentujących pamięć o tamtych czasach.

Od 1989 roku mamy wolność słowa. Jednak - w przeciwieństwie do zbrodni niemieckich czy sowieckich - do dziś nie mówi się w Polsce pełnym głosem o ludobójstwie nacjonalistów ukraińskich. Jeśli prześledzić losy zmagań o prawdę w tym temacie, można dojść do wniosku, że mamy do czynienia z kłamstwem podobnym do kłamstwa katyńskiego, z tą różnicą że dobrowolnym.

Tak naprawdę zmagania o prawdę zaczęły się już u schyłku PRL, gdy pewien profesor UW stwierdził publicznie, że AK na Wołyniu mordowała Ukraińców. Oburzeni akowcy chcieli pozwać naukowca do sądu, jednak zorientowali się, że nie mają w ręku jakichkolwiek dowodów. Zaczęli spisywać i zbierać swoje relacje. Na ich podstawie oszacowali w 1990r., że na Wołyniu zginęło 60-70 tysięcy Polaków. Jednak nikt nie chciał z nami rozmawiać na temat dowodów przez nas zebranych, traktując je jako niewiarygodne, stronnicze i antyukraińskie. Mówiono nam też, szczególnie partie polityczne do których zwracaliśmy się, że to sprawa historyków. Ale żadna uczelnia nie zabierała się do tej białej plamy (akowiec Andrzej Żupański).

W końcu w 1994r. tematem zainteresował się ośrodek KARTA zwołując konferencję w Podkowie Leśnej. Przyniosła ona efekt w postaci seminariów polskich i ukraińskich historyków ciągnących się do 2001 roku. Owocem tych seminarów jest dziewięć tomów pt. „Polska-Ukraina trudne pytania". Ocena ich dorobku nie jest jednoznaczna. Z jednej strony ten dialog pozwolił pokazać historykom ukraińskim istnienie problemu. Z drugiej strony ilość bzdur wypowiedzianych podczas tych seminariów przez - w końcu naukowców - jeży włos na głowie. Dość powiedzieć, że jeden z ukraińskich profesorów twierdził, że rzezie na Wołyniu były sprowokowane przez działania 27. Dywizji Piechoty AK, podczas gdy 27. DP AK powstała dopiero po rzeziach wołyńskich. Mimo swego politpoprawnego charakteru seminaria nie spotkały się z szerszym zainteresowaniem mediów: Do dnia dzisiejszego, w ciągu 6 miesięcy od zakończenia prac, żadnej dostępnej informacji przeciętny Polak nigdzie nie przeczyta, ani nie usłyszy (tak pisał w 2001 roku spiritus movens tych seminariów Andrzej Żupański).

Część badaczy wywodzących się ze środowisk kresowych nie wzięła udziału w seminariach Polska-Ukraina uważając je za „uzgadnianie prawdy". Samotnie, bez wsparcia państwa, instytucji naukowych i masowych mediów kontynuowali swoje prace polegające na zbieraniu relacji świadków tamtych wydarzeń oraz analizowaniu literatury i archiwów.

W tym samym czasie swoją historię o Wołyniu zaczęła pisać Gazeta Wyborcza. W takim dniu jak dziś nie warto by poświęcać jej nawet słowa, gdyby nie to, że na lata zdominowała ona dyskurs o tragedii Kresów. Dziś przecieram oczy ze zdumienia czytając: „Gazeta przerwała milczenie o Wołyniu"(GW z 07.07.2008). Dowodem na to ma być wydana przez Bibliotekę Gazety Wyborczej książka „Wołyń 1943-2008 POJEDNANIE" będąca zbiorem wybranych artykułów tego pisma od 1995r. Nie sposób podsumować i skomentować wszyskich kłamstw, półprawd, przeinaczeń i manipulacji zawartych w tym tomie. Skladają się one na następują melodię: „polska prowokacja",„konflikt polsko-ukraiński", „wojna chłopska", „wojna pańsko-chłopska", „na atak odpowiadano atakiem", „bezmyślna jatka dwóch nacjonalizmów", „nie ma dowodów", „wytępienie narodu polskiego nie było zamierzone", „UPA walczyła o niepodległość", „AK mordowała".

Wykop Skomentuj27
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale