korek789 korek789
154
BLOG

Od dawna nie żyjesz, więc wszyscy Cię kochają

korek789 korek789 Historia Obserwuj temat Obserwuj notkę 0

Tytuł notki to nieco przerobiony tytuł starej piosenki The Stranglers "Everybody Loves You When You're Dead". Według mnie świetnie pasuje on do Michaela Collinsa, irlandzkiego przywódcy zastrzelonego w zasadzce w hrabstwie Cork 22 sierpnia 1922 r. Okoliczności tego wydarzenia nikt nie próbował zbyt dokładnie badać i mimo wielu niejasności i sprzecznych zeznań nikt przez prawie sto lat nie dokonał ekshumacji zwłok, aby ustalić przynajmniej podstawowe fakty. 
Na pogrzeb Collinsa przyszło 500 tysięcy ludzi, ale w następnych latach władze postarały się, aby ludzie o nim zapomnieli. Coraz większe wpływy zyskiwała partia Eamona De Valery Fianna Fail. De Valera najprawdopodobniej nie miał czystego sumienia w związku ze śmiercią Collinsa i za jego rządów nie tylko odmawiano zgody na budowę pomników Collinsa, ale w latach 40-tych usunięto z terenu irlandzkiego parlamentu krzyż upamiętniający Collinsa i innego przywódcę Arthura Griffitha. Collins nie miał też należnego mu miejsca w szkolnych podręcznikach historii. Pierwszy na świecie pomnik przestawiający pełną postać Collinsa powstał dopiero w 2001 roku.  I to tylko w prowincjonalnym Clonakilty. Widocznie po hollywoodzkim filmie z Liamem Neesonem w roli Collinsa miejscowi działacze społeczni uznali, że "teraz już można".  Na marginesie, Neeson jako Collins to pomysł nie tylko kontrowersyjny, ale może i prowokacyjny. Aktor po czterdziestce zagrał bohatera, który w momencie śmierci miał zaledwie 32 lata. Na dodatek Neeson to protestant rodem z miasta Ballymena - to trochę tak, jakby przedstawiciel mniejszości niemieckiej zagrał Wojciecha Korfantego. Ale po premierze filmu dość umiarkowanie krytykowano jedynie reżysera Neila Jordana, a grę Neesona oceniono pozytywnie. 
Najpierw przemilczanie, a po ponad 70 latach od śmierci obecność w popkulturze. Co doprowadziło do przemiany Collinsa w jednego z powszechnie uznawanych bohaterów narodowych?  Za życia był niezwykle niebezpieczny dla Wielkiej Brytanii i mógł pokrzyżować brytyjskie plany dotyczące Irlandii. Jego śmierć została zaaranżowana w taki sposób, aby mogła być przedstawiona jako irlandzki inside job, zamach dokonany przez nieprzejednanych republikanów uważających Collinsa za zdrajcę po jego porozumieniu z Brytyjczykami. Ale oceniając, kto zyskał na jego śmierci, można wskazać jedynie Brytyjczyków i protestanckich lojalistów z Ulsteru. Nieprzejednanych republikanów po śmierci Collinsa spotkały jedynie bezwzględne represje. Collins próbował się jeszcze z nimi porozumieć. Ludzie, którzy doszli do władzy po jego śmierci nie mieli już żadnych skrupułów wobec nadal walczących ludzi IRA i nastąpiły liczne egzekucje. 
Dziś podejrzenia, że za śmiercią Collinsa stali Brytyjczycy nie budzą żadnej sensacji i sugeruje to wielu autorów książek historycznych. Trudno się dziwić, że przez wiele dziesięcioleci machina propagandowa Londynu milczała na temat tego bohatera. Milczeli też politycy, którzy zajęli należne Collinsowi miejsce w irlandzkich władzach. Dopiero w 1996 roku na ekrany wszedł irlandzko-amerykański film, do którego swoją cegiełkę dołączają także Brytyjczycy, który pokazuje Collinsa jako bohatera narodowego. 
Co się zmieniło przez ten czas? W latach 90-tych media niszczyły irlandzki Kościół katolicki, który za czasów De Valery cieszył się specjalnymi względami. Wiele osób w Irlandii nadal pamięta ubóstwo kraju za czasów De Valery i sprytnym zabiegiem było utożsamienie tej biedy z Kościołem. Ale wbrew obecnej propagandzie to nie biskupi podejmowali wtedy decyzje polityczne, tylko garstka polityków, marionetek wielkich mocarstw. Konserwatywny De Valera, ojciec gromadki dzieci, który przeżył całe życie z jedną żoną, ortodoksyjny katolik z irlandzkiej prowincji musiał zostać w końcu zdemaskowany jako nieudolny polityk, a może i zdrajca. Ale ta demaskacja przypadła, zapewne w sposób zamierzony na okres walki z Kościołem, przysparzając biskupom dodatkowych punktów ujemnych. Przez dziesięciolecia hierarchia popierała takiego człowieka na czele rządu, a potem jako głowę państwa. 
Skoro teraz, zdaniem liberałów, skończyły się rządy strasznego Kościoła, to potrzebni są nowi bohaterowie.  Collins na pozór pasuje do tych czasów bardziej niż De Valera. Żyjący w wolnym związku z kobietą, która była dziewczyną jego przyjaciela Harry'ego Bolanda, pragmatyczny, dążący do celu za wszelką cenę, bez oglądania się na moralność. No i przede wszystkim żaden ortodoksyjny katolik, chociaż oczywiście ochrzczony. Według opowieści jednego z jego kolegów z IRA zastanawiał się nad zorganizowaniem zamachu na biskupa potępiającego republikanów i zrezygnował z tego pomysłu nie dlatego, że miał jakieś obiekcje natury moralnej, ale dlatego, że mogłoby to być nie do zaakceptowania dla opinii publicznej.  Nawet jeśli historia nie jest prawdziwa, wskazuje, że Collins nie miał opinii człowieka jakoś szczególnie związanego z Kościołem. 
Ale jest też druga strona tego przechwycenia Collinsa przez kręgi antyklerykalne i liberalne i lansowania go jako bohatera. Partia Fine Gael w swojej kampanii politycznej wykorzystała ostatnio twarz Collinsa doklejoną do postaci siedzącego Kevina Spacey z filmu House Of Cards z podpisem "House of Collins". Biedny Collins nie może zaprotestować, że jego twarz wykorzystuje probrytyjska partia i pewnie przewraca się w grobie. Watpię, aby chciał on firmować swoim nazwiskiem ludzi, którzy uczestniczą w projekcie nazywanym dla zmylenia niepodległą Irlandią, bo chciał on niezależności rzeczywistej, a nie udawanej pod protektoratem brytyjskim. 

korek789
O mnie korek789

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Kultura