Liudprand Liudprand
243
BLOG

Związki jednopłciowe – dlaczego tak, dlaczego nie

Liudprand Liudprand Polityka Obserwuj notkę 3

Zasadniczo nie miałbym nic przeciwko wprowadzeniu jakiejś formy prawnego usankcjonowania związków osób tej samej płci. Skoro jakaś część obywateli RP żyje w takich właśnie związkach, to nie ma żadnego powodu, by państwo miało ignorować ów fakt i w miarę możliwości nie ułatwiać tym ludziom życia. Forsowana usilnie przez Tomasza Terlikowskiego teza, iż przyznanie związkom jednopłciowym jako bezwartościowym z punktu widzenia reprodukcyjnego pewnych prerogatyw związku małżeńskiego stanowi dyskryminację tradycyjnej rodziny, jest dużym uproszczeniem, gdyż szczególna rola rodziny jako tzw. „podstawowej komórki społecznej” znacznie wykracza poza zapewnienie społeczeństwu biologicznego trwania. Znaczenia tej kwestii nie sposób rzecz jasna przecenić, ale przecież państwo traktuje rodzinę w szczególny sposób nie tylko dlatego, że dostarcza mu ona nowych obywateli. Równie ważną funkcją rodziny jest zakorzenienie jednostki w sieci społecznych relacji, a pod tym względem nie zachodzi jakościowa różnica pomiędzy związkiem hetero- i homoseksualnym. Skoro – jak pokazują to rozliczne badania (i to nie tylko amerykańskich naukowców) – człowiek społecznie zakorzeniony ma się generalnie lepiej niż jednostka wyobcowana (ze wszystkimi tego konsekwencjami dla kondycji całego społeczeństwa), to państwu powinno nawet zależeć na tym, by również jego homoseksualni obywatele nawiązywali możliwie trwałe związki, czemu jakaś forma prawnego usankcjonowania takich związków mogłaby sprzyjać.  

        Problem polega jednak na tym jak miałaby wyglądać owa „jakaś forma”. Gdyby miało się skończyć tylko na postulowanych obecnie ułatwieniach dla par homoseksualnych, nie miałbym oporów z zaakceptowaniem takich zmian w prawie. Rzecz jednak w tym, że po stronie homoseksualnego lobby nikt nawet nie stara się specjalnie ukrywać, że zmiany owe mają być jedynie etapem na drodze do całkowitego zrównania statusu par homoseksualnych i heteroseksualnych, co w praktyce oznaczałoby przyznanie parom homoseksualnym prawa do adopcji dzieci, a na to rzecz jasna zgody być nie może.

        Formułowane przez środowiska homoseksualne roszczenia w kwestii prawa do adopcji są wyrazem skrajnej nieodpowiedzialności i całkowitego niezrozumienia istoty adopcji. Otóż nadrzędnym celem adopcji nie jest wcale zaspokojanie rodzicielskich instynktów ludzi dorosłych, ale odtworzenie dziecku warunków, które utraciło ono w wyniku utraty naturalnych rodziców, co samo przez się wyklucza oddanie dziecka na wychowanie parze homoseksualnej. Naturalnym środowiskiem dziecka jest świat heteroseksualny, oparty na podziale ról płciowych, i nie ma żadnego powodu, by fundować dziecku eksperyment zdublowanego macierzyństwa lub zdublowanego ojcostwa. Nie ma się co dalej nad tym rozwodzić.Sapienti sat.W każdym razie dopóki po stronie homoseksualnej nie nastąpi otrzeźwienie i homoseksualna rewolucja nie narzuci sobie samej pewnych ograniczeń, nie ma powodów, by ułatwiać jej zadanie czyniąc na jej rzecz nawet z pozoru nieznaczne i dające się racjonalnie uzasadnić ustępstwa.

        A swoją drogą zastanawiający jest ten pęd homoseksualistów do maksymalnego upodobnienia się do heteryków. Czyżby dochodziło tutaj do głosu podświadome przekonanie, że heteroseksualny „wariant normy” jest jednak nieco bardziej normalny niż wariant homoseksualny? Ja w każdym razie zalecałbym homoseksualistom więcej konsekwencji. Skoro chcą uznania własnej orientacji za równorzędną alternatywę wobec modelu heteroseksualnego (z czym mogę się zgodzić), to powinni jednocześnie mieć odwagę przyjąć do wiadomości fakt, że immanentną cechą związku homoseksualnego jest jego bezdzietność, zamiast poprawiać ten błąd natury za pomocą majstrowania przy prawie.

 

Liudprand
O mnie Liudprand

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Polityka