W komentarzach dotyczących nadspodziewanie dobrego wyniku wyborczego Biłgorajskiej Partii Postępu jakoś nie pojawia się pytanie o przyczyny raptownego wzrostu jej notowań na kilka tygodni przed wyborami. Jak to się stało, że ugrupowanie przez dłuższy czas dołujące w sondażach staje się niemal z dnia na dzień czarnym koniem wyborów nie robiąc w zasadzie niczego spektakularnego?
Na pewno istotny wpływ miały na to działania zaprzyjaźnionych mediów, które właśnie w tym czasie zaczęły usilnie pompować swego nieco zapomnianego i powszechnie bagatelizowanego pupila. Prawdziwym darem losu dla Biłgorajczyka i jego tęczowej trzódki było jednak co innego, mianowicie rozpoczęta właśnie wówczas awantura o obecność Nergala w TVP. Dla ruchu, który z haseł antyklerykalnych uczynił wehikuł swej kampanii, trudno było o większy fart, gdyż ostry spór o zatrudnienie satanisty w TVP sprawił, iż przez chwilę problem miejsca religii w sferze publicznej stał się tematem numer jeden, a linia podziałów światopoglądowych stała się przez moment ważniejsza niż linia podziału PO – PiS. W efekcie najbardziej antyklerykalnie nastawiona część żołnierzy wojny polsko-polskiej postanowiła zdezerterować ze swoich armii i pod przewodem Biłgorajczyka wyruszyć na front wojny o Polskę laicką. Oto niezamierzony skutek antynergalowej krucjaty sprzed kilku tygodni. Satanistę już wkrótce diabli wezmą, ale Biłgorajczyk dostał życiową szansę.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)