Liudprand Liudprand
712
BLOG

Jarosław Kaczyński niczego nie zrozumiał

Liudprand Liudprand Polityka Obserwuj notkę 9

Po ostatnim liście szefa PiS do członków i zwolenników swojej partii można już z dużą dozą pewności przewidzieć, co Jarosław Kaczyński będzie robił za cztery lata o tej porze - będzie analizował przyczyny kolejnej porażki swojej partii. I jeśli zrobi to równie wnikliwie, co tym razem, to do końca swego politycznego żywota nie będzie się zajmował niczym innym, jak tłumaczeniem swym wyznawcom, dlaczego jest tak źle, choć miało być tak dobrze.

Sążnista epistoła prezesa PiS stanowi kardynalny dowód jego niezdolności do głębszej krytycznej autorefleksji i przywiązania do całkowicie anachronicznej – a co gorsza kompletnie niedemokratycznej – koncepcji funkcjonowania partii politycznej. Kaczyński kreuje się na głównego przeciwnika III RP, a nie zauważa, że jego własna partia jest nieodrodnym dzieckiem tej ostatniej, jako że w stopniu najwyższym spośród innych partii głównego nurtu ucieleśnia wszystkie patologie oligarchicznego systemu partyjnego III RP. Doprawdy brzmią jak kpina zaklęcia o potrzebie zastąpienia fasadowej demokracji III RP demokracją prawdziwą, kiedy z zimną konsekwencją tępi się najmniejsze przejawy dyskusji wewnątrz własnej partii i zamienia się ją w bezwolne narzędzie we własnym ręku.

Gdyby Jarosław Kaczyński był rzeczywiście takim tytanem politycznej refleksji, jakiego widzą w nim jego wyznawcy, to zamiast snuć insynuacje na temat wpływu Stasi na kanclerską nominację Angeli Merkel zapytałby Frau Bundeskanzlerin o to, jak się tworzy nowoczesną partię masową. Tyle, że Kaczyński rozumie partię raczej na sposób sienkiewiczowski, jako ślepo oddaną swemu wodzowi watahę, gotową skoczyć w ogień za swoim "pułkownikiem". I nie potrzebni mu w niej żadni Wołodyjowscy czy Skrzetuscy. Wystarczy zmultiplikowany wachmistrz Luśnia.

Uskarżając się na wrogość medialnego i politycznego mainstreamu Kaczyński ma dla swoich wyznawców tylko jedną receptę: zewrzyjmy jeszcze mocniej nasze szeregi, weźmy jeszcze dłuższy rozbieg, a może w końcu uda nam się przebić głowami ten mur. A kto nieśmiało zechce sugerować, że może warto by spróbować mur ów obejść lub przeskoczyć, ten zdrajca i rozłamowiec, spychający prawicę w otchłań potępieńczych swarów z lat 90-tych.  

 Tymczasem wystarczyłoby przyjąć do wiadomości, że partia będąca emanacją wyłącznie osoby swojego lidera jest niejako zakładniczką jego wszelkich osobistych słabości i staje się dla swych przeciwników znacznie łatwiejszym celem niż ugrupowanie mogące wyjść do publiczności szerszą ławą. Zamiast więc kopać się z koniem należałoby po prostu pójść za radami ziobrystów (a wcześniej choćby Migalskiego) i nieco spluralizować PiS, co samo przez się rozproszyłoby nieco ogień przeciwników i zmusiłoby ich do zajmowania się czymś więcej niż tylko realnymi i urojonymi wadami prezesa. Pomijam tutaj znacznie bardziej fundamentalne kwestie, jakie powinny leżeć u podstaw wewnątrzpartyjnej demokracji - niedawno znakomicie pisał o nich na portalu „wpolityce.pl” Marian Piłka.

Na koniec jeszcze słowo o ostatniej kampanii. Otóż główną przyczną porażki PiS nie było wcale owych kilka doraźnych okoliczności, na które wskazuje Jarosław Kaczyński, ale był nim brak czytelnego przekazu, co PiS jest w stanie zrobić lepiej od Platformy. Symbolem tego stanu rzeczy jest kompletnie beztreściowe hasło „Polacy zasługują na więcej”, które równie dobrze można byłoby zastąpić hasłem „Pust’ wsiegda budiet sołnce”.

 

Liudprand
O mnie Liudprand

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (9)

Inne tematy w dziale Polityka