Liudprand Liudprand
656
BLOG

Jak to z groźbą sowieckiej interwencji było

Liudprand Liudprand Polityka Obserwuj notkę 30

Stałym elementem antykomunistycznej narracji na temat stanu wojennego stają się tezy, iż groźba sowieckiej intwerwencji w latach 1980 – 81 była wyłącznie blefem, i że na krótko przed wprowadzeniem stanu wojennego to sam generał Jaruzelski prosił Sowietów o wprowadzenie wojsk do Polski. Obie tezy są jednak grubym nadużyciem wynikającym z jednej strony ze zwykłej niewiedzy, z drugiej zaś z dyletanckiej interpretacji źródeł.

Zacznijmy od tezy nr 2. Otóż nie ulega dzisiaj wątpliwości, że na kilka tygodni przed wprowadzeniem stanu wojennego generał Jaruzelski słał do sowieckich towarzyszy dramatyczne apele. Nie były to jednak apele o wprowadzenie wojsk, ale o gwarancje zbrojnej pomocy na wypadek jakichś komplikacji przy wprowadzaniu stanu wojenngo. Apele te oczywiście kompromitują Jaruzelskiego i uderzają w jego mit zbawcy Ojczyzny przed obcą intwerwencją, ale absolutnie nie można ich utożsamiać z chęcią sprowadzenia obcych wojsk tu i teraz. Warto zresztą przypomnieć, że pułkownik Kukliński, który nie miał przecież żadnych powodów, żeby bronić Jaruzelskiego, powiedział w swym słynnym wywiadzie dla paryskiej Kultury z roku 1987, że nigdy nie posądzał Jaruzelskiego o chęć sprowadzenia obcych wojsk. O tym, że Jaruzelski bronił się przed taką ewentualnością wiadomo też z dokumentów sowieckiego Politbiura z początku roku 1981.

Cała sprawa daje się moim zdaniem wyjaśnić na gruncie psychologii. Wiadomo mianowicie, choćby od pułkownika Kuklińskiego, że Jaruzelski bardzo ciężko znosił stres spowodowany zbliżaniem się rozprawy z Solidarnością, w związku z czym można przyjąć, że po prostu za pięć dwunasta obleciał go strach, że coś może nie wyjść, i na tę okoliczność chciał uzyskać gwarancje pomocy. Jak wiadomo, Sowieci spuścili go wówczas na buty, a Andropow wypowiedział w tym kontekście zupełnie szokujące zdanie (cytuję z pamięci), że „jeśli nawet Polska dostanie się pod władzę Solidarności, to będzie to tylko tyle”. Sens tego zdania jest dla mnie ciągle niejasny, ale coraz bardziej skłaniam się do interpretacji, że Andropow przemawia tutaj z głębi swojej wiedzy szefa KGB, i daje do zrozumienia, że Sowieci są w stanie za pośrednictwem swojej agentury wpływać na Solidarność. Na gruncie naszej obecnej (nie)wiedzy to chyba jedyna sensowna interpretacja tej wypowiedzi.

Teza nr 1. Otóż można przyjąć za pewnik, że pod koniec roku 1981 Sowieci rzeczywiście nie chcieli interweniować. Nie da się tego jednak powiedzieć o wcześniejszych fazach kryzysu z lat 1980-81, gdyż jest cała masa przesłanek świadczących o tym, że Sowieci rzeczywiście grali straszakiem interwencji i realnie się do niej przygotowywali. Znowu kłania się Kukliński ze swą relacją o tym, że w grudniu 80 r. stało już na granicach w pełnej gotowości osiemnaście dywizji, 15 sowieckich, 2 czechosłowackie i 1 enerdowska. Dane te potwierdzają także inne źródła.

Również wiosenne ćwiczenia Sojuz 81 mogły świadczyć o tym, że szykuje się inwazja. Czy ostatecznie doszłoby do niej, tego się nie dowiemy, jednak musimy uczciwie przyznać, że w kalkulacjach ówczesnych decydentów taka możliwość mogła być brana pod uwagę. Były przecież precedensy. Skoro zdarzyło się to na Węgrzech w 56’i w Czechosłowacji w 68’ to dlaczego nie miało się zdarzyć w Polsce?

 

Załączam mój wczorajszy "okołostanowojenny" tekst, który szybko został spuszczony do piwnicy. Jeśli kto chce zaczerpnąć jeszcze więcej ze zdroju mej myśli, to zachęcam.

Największe kłamstwo Generała

To wcale nie teza o „mniejszym złu” stanu wojennego jako alternatywy dla sowieckiej interwencji stanowi największą manipulację generała Jaruzelskiego w jego wieloletniej bitwie o pamięć. Stanowi ona oczywiście jeden z filarów autoapologetycznej strategii Generała, jednak chyba jeszcze ważniejszą rolę odgrywa w tej ostatniej inny argument – twierdzenie o „nieuchronności konfrontacji” pomiędzy władzą i Solidarnością. Jaruzelski niezwykle konsekwentnie buduje w swych licznych książkach atmosferę grozy i napięcia, starając się przekonać czytelników, że gdyby nie stan wojenny nasza ukochana Ojczyzna stoczyłaby się niechybnie w otchłań krwawej wojny domowej. Budując tę narrację posuwa się niekiedy do irytujących nadużyć, kiedy np. przeprowadza analogię pomiędzy atmosferą karnawału Solidarności, a atmosferą napięcia poprzedzającego wybuch Powstania Warszawskiego. Innym razem jest zaś po prostu śmieszny, kiedy np. pisze całkiem serio (w książce Różnić się mądrze – poprzedni przykład też stamtąd), że rodziny funkcjonariuszy MSW i MON z niepokojem oczekiwały niezapowiedzianych wizyt siepaczy z Solidarności. Tym ewidentnym manipulacjom towarzyszy staranny retusz tła, gdyż obraz PRL-u jest w narracji Jaruzelskiego pozbawiony wszystkich elementów świadczących o totalitarnym charakterze tego państwa i zakulisowych działaniach władz zmierzających do likwidacji solidarnościwej „kontrrewolucji”. Ot, takie sobie zwykłe państwo z zatroskaną o dobro obywateli władzą i radykalizującą się opozycją, spychającą przez swe nieodpowiedzialne działania kraj na krawędź przepaści. Na czele opozycji stoi co prawda w miarę porządny gość – kapral Wałęsa – ale traci on powoli wpływ na Solidarność, przejmowaną przez elementy awanturnicze. Są też jeszcze zwykli obywatele, którzy za pośrednictwem swej reprezentacji – Sejmu – i wielu organizacji społecznych ślą do władz coraz bardziej dramatyczne apele o zaprowadzenie porządku w udręczonej Ojczyźnie. Taki oto obraz sytuacji w okresie od Sierpnia do Grudnia otrzymuje czytelnik autoapologetycznej twórczości Generała. A że jest to obraz nakreślony przez osobę o dużej inteligencji, przy tym nie pozbawioną talentu pisarskiego, to trudno się dziwić, że tak wielu zdołał uwieść.

Twierdzenie o „nieuchronności konfrontacji” nie ma oczywiście żadnego pokrycia w faktach, gdyż żeby mogło dojść do wojny domowej, muszą istnieć dwie dążące do niej, a przynajmniej mające możliwość jej prowadzenia (ile sztuk broni zgromadziła Solidarność?), strony. Wszelako ta uporczywie forsowana przez Generała teza odsłania jednak jakąś istotną prawdę o ówczesnej rzeczywistości. Otóż do konfrontacji musiało rzeczywiście dojść, ale wyłącznie dlatego, że od pierwszych chwil istnienia Solidarności parła do niej komunistyczna władza, gotowa zrobić wszystko, byle tylko zachować swoją monopolistyczną pozycję. Generał zdradza nam więc niechcący rzeczywiste i najgłębsze – wynikające z logiki systemu – motywy swoich działań. Jeśli zatem zbawca, to (na krótką metę, na szczęście) systemu, a nie Polski.

 

Liudprand
O mnie Liudprand

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (30)

Inne tematy w dziale Polityka