I znów, na kolejne pół roku, dusze Ślązaków (lub kompleksy, jak niektórzy zapewnę myślą) mogą się uspokoić po zwycięstwie prawdziwie śląskiego klubu (choć tu znawcy tematu być może stwierdzą, że to śmiała teza) Polonii Bytom z prawdziwie warszawskim klubem (tu natomiast nikt nie powinien mieć wątpliwości, wszak nazywać Polonię W. warszawskim klubem od pewnego czasu po prostu nie wypada) Legią Warszawą.
Dla kogoś spoza Śląska to faktycznie może wydawać się dziwaczne, ale dla nas, Ślązaków, mecz z Legią Warszawa jest nieomal świętem, świętem tak wielkim, jak mecz z Zagłębiem Sosnowiec i nieomal tak wielkim, jak mecze z Ruchem Chorzów czy Górnikiem Zabrze (klasyfikacja absolutnie subiektywna). Pamiętam, jak to chodziło się za młodu (bo teraz faktycznie jestem stara ;)) na takie mecze, na które „cała masa” ludzi potrafiła się zmobilizować (w cudzysłowie dlatego, że to nie były jakieś przeogromne tłumy, ale całkiem dużo jak na tamte czasy w Polonii, czyli zaraz po wielkim kryzysie w latach 90tych, kiedy Polonia prawie umarła śmiercią nienaturalną wskutek przeróżnych eksperymentów z fuzjami i innymi), tj. mecze jeszcze w czasach Polonii z 3ciej ligii – czyli bardzo pamiętne – te o awans do klasy wyższej, ze Śląskiem Wrocław czy Ruchem Radzionków; także te w 2giej lidze – pierwsze po bodaj kilkunastu latach z wyżej wspomnianymi Ruchem Chorzów i Zagłębiem Sosnowiec. Ruchem, który przegrywał u nas, przy Olimpijskiej, jeszcze pod opieką znanego nam, bytomianom, trenera Dariusza Fornalaka, Zagłębiem, który nas niestety zawsze sromotnie sprowadzał do parteru zwycięstwami 3:0 itp. (no, prawie zawsze, później sobie to odbiliśmy zwycięstwem na ich stadionie :)). Ciekawa jestem, czy po tych niewielu latach Dariusz Fornalak ubolewa bardzo nad tą porażką, po której przecież został zwolniony ze stanowiska pierwszego trenera Ruchu, po czym zatrudniono go w Polonii, co, jak się później okazało, przyniosło Polonii i jemu ogromny sukces – awans do ekstraklasy po 21 latach męczarni w niższych ligach. Ach, nie mogłabym też zapomnieć jednego z ostatnich meczów w 2giej lidze, tego z Piastem Gliwice, niegdyś klubem zaprzyjaźnionym (również śląskim i również lwowskim), zwycięstwa 2:1 bądź 3:1, które ostatecznie przesądziło o awansie. Meczu, który przy okazji zakończył przyjaźń kibiców owych klubów.
Ruch kibicowski na Śląsku jest w ogóle czymś fenomenalnym. Zaczęło się dobre kilkadziesiąt lat temu ( w Polonii nieomal 100 lat temu!). Lata 50te i 60te to początek wielkich sukcesów, mistrzostwo Polski właściwie nie opuszczało Górnego Śląska, czas zwycięstw najpierw Polonii, później Górnika i Ruchu, od zawsze największe liczby kibiców na meczach (a przypomnę, że wiele meczów rozgrywano na Stadionie Śląskim) i chyba kult klubu czy kibicowania też nienaturalnie wielki, jak na polskie standardy. Mój tatuś, od zawsze mieszkaniec Bytomia, opowiadał mi, że kiedy był kilkuletnim chłopcem ojciec zawsze brał go na mecze, na mecze, podczas których trybuny były pełne, a wręcz przepełnione, bez względu na to, czy to mecz z Ruchem Chorzów, czy z jakimś odległym nieznanym klubem. Dziś niestety sytuacja w Bytomiu uległa pogorszeniu – kibiców jest coraz mniej, dochodzi do sytuacji, kiedy mieszkańcy granicznych dzielnic np. z Chorzowem czy Zabrzem „uciekają” kibicować tamtym drużynom. Nota bene są to dla mnie dwa niesamowite przypadki klubów, które potrafią zebrać kibiców właściwie z całego Śląska, a szczególnie z tych miast, gdzie nie ma wielkich klubów w wyższych ligach, np. z Rudy Śląskiej czy Tarnowskich Gór, w takich miastach Ruch i Górnik zdobywają dzielnice, które później określa się „niebieską dzielnicą” czy „dzielnicą Górnika”. Smutne jest jednak to, że takie dzielnice można znaleźć też w Bytomiu, Gliwicach czy Katowicach, gdzie przecież istnieją sensowne kluby! No i troszkę zazdroszczę...
I jak już tak zabrałam się za lokalne piłkarskie reminiscencje, muszę wspomnieć także o pierwszych meczach z Górnikiem Zabrze po powrocie do ekstraklasy, które weszły do historii nie z powodu prezentowanego poziomu futbolu, ten był zdecydowanie bez szaleństw, lecz z powodu straszliwych, w moim mniemaniu, burd na i przed stadionem pomiędzy kibicami mojej Polonii i Górnika. Pamiętnych po dziś dzień. Być może nie doszłoby do tego, gdyby nie fakt, że to właśnie zabrzańscy kibice sprzeciwiali się u włodarzy swojego klubu przeciwko „wypożyczeniu” ich stadionu niesamowicie biednej wówczas Polonii (zresztą, biednej chyba na zawsze), która resztkami sił próbowała utrzymać się w ekstraklasie, z której to co krok ktoś ją wypychał różnymi sposobami. Cała sytuacja była o tyle kuriozalna, że śląscy kibice, bez względu na jakieś waśnie między sobą, potrafili zwykle wyjść ponad podziały i pomóc sobie, jeśli ta pomoc skutkowała promowaniem Śląska w polskich ligach piłki nożnej. Tak przynajmniej (jak myślę) zrobiliby kibice Polonii i tak też zrobili kibice chorzowskiego Ruchu, z którymi przecież specjalnie się nie kochaliśmy, bo to właśnie oni przez parę miesięcy użyczali bytomianom swojego stadionu, aby ci mogli grać w najwyższej lidze. To było zachowanie z klasą, kiedy pomaga się nawet teoretycznym wrogom, w imię, można by rzecz, śląskich tradycji i wartości sportu. Bo cóż to za piłka nożna, jeśli pozwala się grać tylko tym, którzy mają dostatecznie dużo pieniążków na śliczne trybuny i Bóg wie ile luksów w oświetleniu?
Wrócę jednak do Legii, wielkiej warszawskiej Legii, tej Legii, z którą Polonia nigdy „nie potrafiła wygrać” (mam na myśli oczywiście przeszłość niedaleką, bo w latach 50tych czy 60tych Polonia wygrywała z każdym i wszędzie). Jak widać, historia się powtarza. W poprzednim sezonie Legia także poległa w Bytomiu, wtenczas akurat pod koniec rundy jesiennej, w pewien listopadowy piątek. Tamten mecz wprawdzie nie był może kunsztem piłki nożnej, ale przecież nie o to chodzi – liczy się wynik. Ileż radości sprawia człowiekowi jeden ułamek sekundy, kiedy piłka wpada do bramki. Ten jeden ułamek sekundy jest później rozpamiętywany przez kolejny rok, w moim przypadku, przy okazji wszelakich spotkań ze znajomymi warszawiakami-legionistami, podczas których można delikatnie podręczyć zawsze pewnych siebie kibiców Legii. Ach, jakaż to przyjemność! :)


Komentarze
Pokaż komentarze (12)