Widziałam dziś, kątem oka, fragment pierwszoligowego meczu GKS Katowice z Podbeskidziem Bielsko-Biała. Widok, przyznam szczerze, przerażający. 70 minuta meczu - trybuny nieomal puste, kibice zdejmujący ostatnie fany z metalowych barierek, kamera od czasu do czasu pokazująca setki kibiców tłumnie wychodzących ze stadionu. Przerażający dla mnie - Ślązaczki - ale i kibicki.
Faktem jest, że piłka nożna na Śląsku przeżywa kryzys. Może nie jest aż tak źle, jak na początku tego wieku, kiedy śląskie kluby co najwyżej spadały do niższych lig, a nie, tak jak ostatnio, wspinały się, nawet do ekstraklasy. Kiedy moja Polonia nieomal zniknęła ze świata piłkarskiego (doskonale pamiętam mecze w trzecioligowych rozgrywkach, na które przychodziły dwie czy trzy setki kibiców, maksymalnie), kiedy Ruch tułał się w niższych ligach, kiedy Górnik Zabrze okupował końcówkę tabeli ekstraklasy, o Gieksie, jej kryzysie organizacyjnym i spadku do IV ligi nie warto chyba nawet wspominać.
A kryzys dziś? Ruch boryka się z problemami finansowymi, a i na boisku nie idzie im najlepiej. Gieksa - jakoś się wylizała dzięki zaangażowaniu kibiców - ale nadal, jak widać, nie jest dobrze. Górnik - od dobrych kilkunastu lat nie potrafi wrócić do pozycji, jaką kiedyś miała, pozycji zwycięzcy. Polonia - tu, z mojej perspektywy, aż brak słów. Brak słów dla tej nieudolności bytomskich włodarzy, dla których piłkarski klub nie jest szansą promocji miasta, lecz przeszkodą, która wymaga tylko dorzucania doń pieniędzy. Pieniądze i Polonia Bytom to dwa wykluczające się pojęcia.
Starsi kibice zapewne pamiętają sukcesy (niestety w odległej przeszlości) naszych śląskich klubów. Górnik Zabrze - 14-krotny Mistrz Polski, 6-krotny zdobywca Pucharu Polski. Ruch Chorzów - 14-krotny Mistrz Polski, 3-krotny zdobywca Pucharu Polski. GKS Katowice - 4-krotny Wicemistrz Polski, 3-krotny zdobywca Pucharu Polski. Polonia Bytom - 2-krotny Mistrz Polski, jedyny polski klub, który zwyciężył w Pucharze Intertoto. Ba, nawet byle GKS Szombierki (dla niezorientowanych, Szombierki to dzielnica Bytomia) zdobył w 1980 roku Mistrzostwo Polski, klub, który dziś okupuje tabelę 5 ligi.
Zaczęłam od kibiców. I właśnie o nich chciałam napisać. Bo piłkarski kryzys na Śląsku, to nie tylko kryzys piłki nożnej sensu stricto, to także kryzys kibicowania. Próżno dziś szukać na Śląsku pełnych trybun (Górnikowi chwilowo się udało, kiedy wprowadzili bilety za 5 złotych), chyba że na wielkich śląskich derbach, przede wszystkim na meczu Ruch-Górnik, który tradycyjnie odbywa się na Stadionie Śląskim (przychodzi nań ponad 30 tysięcy kibiców). I strasznie mnie boli, gdy przychodzę na mecze Polonii, mecze ekstraklasy(!), w mieście ze 180 000 mieszkańców, a na trybunach widzę marne 3 (słownie: trzy) tysiące. A boli jeszcze bardziej widok taki, jak ten dzisiejszy.
Jestem, mimo wszystko, zwolenniczką kibicowania z miłości do klubu, do miejsca, w którym się urodziłam i w którym mieszkam, nawet jeśli klub zawodzi. Bo właśnie wtedy piłkarze potrzebują naszego wsparcia. W zwycięstwach nie jesteśmy im potrzebni, przecież i tak mają się świetnie. W porażkach, jak najbardziej. I nawet jeśli nasz klub przegrywa kolejny mecz z rzędu, przegrywa rozgrywki z kretesem, powinniśmy z nim być. Przede wszystkim wtedy powinniśmy z nim być.
Regionalna tożsamość, a śląska w szczególności, do tego zobowiązuje.


Komentarze
Pokaż komentarze (7)