0 obserwujących
85 notek
91k odsłon
171 odsłon

Przypominania o bohaterskiej rodzinie Rypp nigdy dość.

Wykop Skomentuj6
Przypominania o Żydzie, który uratował Polaka, nigdy dość. Mówi się wiele o Polakach ratujących Żydów, za to im chwała. Przykład Ireny Sendlerowej, przykład rodziny Ulmów, jest ważnym świadectwem, Polacy ratowali Żydów narażając swoje życie.

Publikacja Jamesa R. Thompsona "Antysemityzm w Polsce po Oświęcimiu" jest na tyle naukowa i na tyle obiektywna, że spowodowała niezwykle interesujące oświadczenie świadka, który podaje wiadomość dotychczas zupełnie niesłychaną. Żyd, nazywający się Rypp jest pierwszym sprawiedliwym wśród Narodów tego Świata, który uratował Polaka. Jest pierwszym, o którym wiemy. Świadectwo tego zdarzenia podał giz 3miasto.

Jest to jedno z najpiękniejszych zdarzeń. Na tym polega prawdziwy powrót do normalności, powrót do czasów, kiedy relacje pomiędzy Polakami, a Żydami w Polsce były normalne. Były kłótnie, były przyjaźnie. Pomagali Polacy Żydom. Pomagali Żydzi Polakom.

Czy pisząc o tym, że relacje pomiędzy diasporą żydowską, a Polakami mogą być normalne, piszę coś dziwnego?
O tym, że antysemityzm jest zjawiskiem z polskiego marginesu?

O tym, że polakożerczy i nienawistny antypolonizm jest zjawiskiem z żydowskiego marginesu?

Proponuję przeczytanie oświadczenia giz 3miasto i pozostawienie wyrazu solidarności z pierwszym Żydem, sprawiedliwym wśród narodów Świata. Świadectwo solidarności w proteście przeciwko podżeganiu do nienawiści pomiędzy narodem polskim, a narodem żydowskim.

W proteście przeciwko politykom, którym zależy na podżeganiu do nienawiści!

Oni sami są marginesem. Ale wieszają bilboardy w całej Polsce.

Początek cytatu:
Na koniec jedna uwaga, na temat tego oto akapitu:

"Czy Żydzi wykorzystali swoje wpływy i uprzywilejowaną sytuacje na polskich terenach okupowanych przez sowietów, aby ratować Polaków katolików przed NKWD?"
James R. Thompson nie znał ani jednego takiego przykładu.

Sumienie nakazuje mi zaświadczyć, że tak, owszem byli tacy Żydzi, co wyciągnęli Polaków z rąk NKWD. Może to był tylko jeden taki wypadek, choć nie sądzę, a znam go z opowiadań mego Ojca.

Rodzina Ojca pochodzi z kresów a dokładnie z woj. Nowogródzkiego. Dziadek był prawnikiem, studiował prawo, jeszcze w Sankt Petersburgu. W odrodzonej Polsce robił karierę jako prawnik, na początku w małych miasteczkach kresowych. Aplikował u sędziego Tarnawskiego, o ile nazwiska nie przekręcam. W roku 1936 otrzymał nominację na sędziego grodzkiego w niedużym mieście powiatowym leżącym na trasie Warszawa-Wilno. Ojciec mój wraz ze starszym bratem i babcią z reguły spędzali okres wakacji w majątku pod Słonimem, którym zarządzał brat dziadka.

W momencie wybuchu II wojny światowej byli tam właśnie. Dziadek wcześniej został zmobilizowany i w wyniku odwrotu wojsk polskich dotarł aż do granicy z Rumunią, której jednak nie przekroczył i ruszył w długą podróż powrotną.

Po agresji ZSRR na wschodnie tereny Polski, już trzeciego dnia w majątku pojawiło się NKWD. Byli opryskliwi, coś tam potłukli a przede wszystkim dziwili się, że wszyscy żywi. Podobno były gdzie niegdzie jakieś akty spontanicznego odwetu czy zwykłego bańdziorstwa. Tutaj nie było, co można tłumaczyć dobrymi stosunkami właścicieli majątku z okoliczną ludnością, również z bardzo licznymi w tym rejonie przedstawicielami społeczności żydowskiej. Brat dziadka ukrył się właśnie u okolicznych chłopów.

Majątek oczywiście został zarekwirowany i zajęty. Wszyscy musieli wyprowadzić się do pobliskiego Słonima. Minął miesiąc albo i dwa kiedy pojawił się dziadek, który pieszo, omijając większe miejscowości dotarł na miejsce. Od razu został aresztowany przez NKWD. Na wiadomość o aresztowaniu dziadka okoliczni Żydzi oraz chłopi udali się do urzędu i wynegocjowali jego uwolnienie. Zimę dziadek wraz z rodziną oraz rodziną swego ukrywającego się brata spędzili w Słonimie. Dzieci zaczęły nawet chodzić do baiałoruskiej szkoły.
Późną zimą (luty, marzec) przyszedł do dziadka znajomy Żyd o nazwisku Rypp i taką mniej więcej, z relacji mego Ojca, rozmowę odbyli:

Rypp: Panie Janie trzeba wyjeżdżać bo będą wywozić.
Dziadek: Panie Rypp, co mi tu Pan opowiada, dokąd to niby mają wywozić? A poza tym, dokąd mamy wyjeżdżać? Jak i za co? Ja przecież żadnych pieniędzy nie mam, wszystko przepadło.

Rypp: Do Rosji będą wywozić, a trzeba czym prędzej wyjechać do Generalnej Guberni, jeszcze będzie jakiś transport. Wszystko załatwię i dam znać.

I jak Żyd Rypp powiedział, tak zrobił. Cała najbliższa rodzina Ojca czyli starszy brat i rodzice wyjechali jednym z ostatnich, jeśli nie ostatnim, transportem przesiedleńców z terenów okupowanych przez ZSRR do Generalnej Guberni, a ściślej do obozu dla przesiedleńców w Łodzi. Z tego obozu po jakimś czasie Niemcy pozwolili im wrócić do miasteczka, w którym mieszkali przed wojną i tam jakoś szczęśliwie, choć nie we własnym już domu, wojnę przeżyli. Wprawdzie brat Ojca trafił w 1943/44 roku do obozu Stuthoff, ale też udało mu się przeżyć.

To była krótka opowieść o tym jak Żyd Rypp uratował mego Ojca z rodziną od niechybnej wywózki na Sybir. Bóg raczy wiedzieć jak potoczyłyby się dalej ich losy.

Z najwyższym prawdopodobieństwem można przewidzieć przynajmniej to, że mnie jako mnie, na tym bożym świecie by nie było. A skoro jestem, to zaświadczam. Żyd Rypp prawdopodobnie zginął, w jednej z masowych egzekucji ludności żydowskiej jakich dokonali Niemcy po wkroczeniu na te tereny w czerwcu 1941 roku.

W ten sposób pragnę Żyda o nazwisku Rypp ocalić od zapomnienia.

__________________________________________________________________________________________
Przypisy:
[..] Przypominania o bohaterskiej rodzinie Ulmów nigdy dość (wenhrin

5.100

Wykop Skomentuj6
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale